Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

O neoliberalnych bolszewikach

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Uwaga, będzie ostro! Nestor polskich nauk ekonomicznych Witold Kieżun wystawia miażdżącą ocenę polskiej transformacji. Wydawca powinien sprzedawać tę książkę z ostrzeżeniem: "Lektura tylko na własną odpowiedzialność. Osoby o słabych nerwach niech może poczytają coś innego".

Mówię zupełnie poważnie. Potrafię sobie wyobrazić czytelników, którzy lubią książki z historiami ekonomicznego sukcesu. Nie ma w tym nic złego. Opowieści o ludziach przedsiębiorczych, którym III RP pozwoliła rozwinąć skrzydła, są przecież bardzo pokrzepiające. Podobnie jak rozmaite bilanse, gdzie czarno na białym widać, że przecież nasz kraj w minionym dwudziestoleciu rozwijał się (zwłaszcza w porównaniu do sąsiadów) dość szybko i dynamicznie. Że jako jedyni uniknęliśmy ostrej recesji. Że wielu grupom społecznym się poprawiło etc.

Na tle takich publikacji książka Witolda Kieżuna budzi dziwny niepokój. Bo pokazuje ciemną i nieapetyczną stronę polskich przemian. To znaczy: zniszczenie rodzimego przemysłu, prywatyzacja oparta na błędnej i zaniżonej wycenie przedsiębiorstw państwowych, zupełny brak wiedzy ekonomicznej wśród elit "Solidarności", kompletne przemilczenie alternatyw proponowanych przez tych, którzy się jednak trochę na ekonomii znali. Plus oparcie nowego porządku na bezwstydnym uwłaszczeniu nomenklatury. Cały czas szukam dobrej metafory, żeby oddać uczucia ogarniające czytelnika podczas lektury "Patologii transformacji". Może niech wyobrażą sobie państwo, że są na mszy w kościele. Nagle - w połowie kazania - jakaś kobieta podbiega do ambony, wyrywa księdzu mikrofon i krzyczy, że będzie mieć dziecko z proboszczem, który namawia ją do usunięcia ciąży. Prawda, że nie bardzo wiadomo, jak zareagować?

Najłatwiej więc stwierdzić, że zapewne mamy do czynienia z jakąś wariatką. I z reakcji na publikację Kieżuna widać, że tak to trochę działa. Autor "Patologii..." siłą rzeczy dołączył do grona "oszołomów". Czyli tych wiecznie wczorajszych, którzy nic nie rozumieją z wyzwań stojących przed Polską w XXI wieku. Tylko że Kieżuna "oszołomem" tak łatwo obwołać nie można. I nie tylko przez szacunek dla jego słusznego wieku (91 lat!). Przede wszystkim autor należy jednak do grona najbardziej szanowanych polskich ekonomistów minionych kilku dekad. Pracował naukowo w Polsce, USA i Kanadzie. Kierował ONZ-owskimi projektami w Afryce. Więc jeśli taki człowiek mówi, że transformacja PRL-u w III RP pełna była patologii rodem bardziej z Burundi niż ze świata Zachodu, to warto się przynajmniej przyjrzeć, o co mu właściwie chodzi.

Innym sposobem poradzenia sobie z tym ostrym Kieżunowym "oskarżam" jest odwrócenie oczu i machnięcie ręką. Trochę w ten sposób, jak na krytyków transformacji przez minione 20 lat machały wysokonakładowe media. Kieżun w "Patologii..." przypomina długą listę takich wystąpień. Kazimierz Łaski, Zdzisław Sadowski, Rafał Krawczyk, Andrzej Zawiślak, Tadeusz Kowalik - to wszystko nazwiska ekonomistów, którzy ostro sprzeciwiali się "terapii szokowej". Cóż z tego, skoro robili to na łamach takich periodyków, jak "Życie Gospodarcze" czy "Konfrontacje". Niczego nie ujmując tym tytułom, nie były to ani "Polityka", ani "Gazeta Wyborcza".

Nie chcę tu powiedzieć, że wszystkie zarzuty Kieżuna są absolutnie celne. Przeciwnie. Doskonale widać, że krewki profesor czasem się zagalopuje. Często nawet nie ukrywa (jak choćby w przypadku Leszka Balcerowicza) swoich osobistych urazów czy antypatii. Ale w jednym trudno mu odmówić racji. Nadwiślańska transformacja ekonomiczna odbywała się w klimacie ostrego zaczadzenia neoliberalizmem. I to w wersji bardzo zwulgaryzowanej. To było coś jak bolszewizm. Tyle że niepochodzący z Moskwy, lecz z Chicago. I dlatego tę książkę warto przeczytać. Właśnie po to, żeby nigdy więcej do takiego myślowego wyjałowienia w naszym życiu publicznym nie dopuścić.

@RY1@i02/2013/183/i02.2013.183.000002800.802.jpg@RY2@

Witold Kieżun, "Patologia transformacji" wyd. uzupełnione, Wydawnictwo Poltext, Warszawa 2013

Rafał Woś

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.