Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Prawa wolna

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 7 minut

Zbieranina politycznych outsiderów ukrywająca się pod skrótem PJN zaproponowała zniesienie ograniczeń prędkości na autostradach, obowiązku zapinania pasów, a także zakazu rozmawiania przez telefon podczas prowadzenia auta. Marek Migalski, jeszcze nie skończył konferencji na ten temat, a już swoje zdanie zdążyli wyrazić wszyscy święci oburzeni: policja, Adam "Dustin" Hofman, Kancelaria Prezydenta, rzecznik praw obywatelskich, ABW, CBA oraz KFC. Ludziom z PJN oberwało się nawet od samych kierowców - dziennikarz z pewnej telewizji próbował przez cały dzień znaleźć choć jednego takiego, który z aprobatą wypowiedziałby się o pomyśle Migalskiego. Nie znalazł. Wszyscy, jak jeden mąż, mniej lub bardziej dyplomatycznie stwierdzali, że PJN-owi brakuje piątej klepki.

W takim razie mnie również, bo wszystkie te propozycje uważam za najrozsądniejsze od czasów, kiedy pierwsi, wybrani w wolnych wyborach politycy otworzyli usta. Zacznijmy od ograniczeń prędkości na autostradach. Obowiązujące 140 km/h to prędkość z zakresu "jeszcze nie ruszyłem". Utrzymywanie jej przez dłuższy czas wzmaga senność, rozleniwia, obniża czujność oraz refleks, czego konsekwencją jest lądowanie w polu, na barierce rozdzielającej jezdnie, a gdy macie pecha - na filarze wiaduktu. Co innego, gdy jedziecie 180 km/h - wtedy musicie patrzeć daleko przed siebie, przewidywać i działać w stanie najwyższego skupienia. W takich warunkach jedynym niebezpieczeństwem, jakie na was czyha, są kierowcy snujący się 140 km/h. Przez nich możecie wpaść na filar wiaduktu.

Jeżeli zaś chodzi o obowiązek zapinania pasów, już dawno powinien zostać zniesiony. Bez odgórnego nakazu i tak używaliby ich wszyscy posiadający w miarę nowe auta, którymi bez pasów po prostu nie da się jeździć - bo wtedy piszczą, jęczą i wyją. A także ci, którzy są mądrzy i rozsądni. Czyli kto by nie zapinał pasów? Oczywiście głupi ludzie w starych autach. To oni zginęliby na drodze jako pierwsi, czym przysłużyliby się i gospodarce, i społeczeństwu, i bezpieczeństwu na drogach. W przyrodzie takie eliminowanie najsłabszych osobników w stadzie nazywa się "naturalną selekcją" i nie wiem, dlaczego my, ludzie, tak zaciekle się przed nią bronimy.

Aha, zostaje jeszcze kwestia rozmawiania przez telefon podczas jazdy. Jako że powoli kończy mi się już miejsce, a jeszcze nie napisałem słowa o samochodzie, którym jeździłem w tym tygodniu, ujmę to w ten sposób: właściciele skody superb ze skrzynią DSG powinni być zwolnieni z przepisu zabraniającego używania komórki podczas jazdy. W tym aucie prawa ręka nie przyda się wam do niczego innego, jak tylko do trzymania telefonu, ewentualnie pasażerki - dajmy na to, za kolano. Auto prowadzi się tak, że na autostradzie lewą ręką spokojnie opanowujecie każdy jego ruch, i jeszcze tą samą regulujecie sobie radio (przyciskami na kierownicy). A jak włączycie tempomat, to możecie nawet spróbować wykorzystać wolną prawą rękę do zrobienia sobie pedicure obu stóp. W tym czasie pasażer siedzący za wami może robić to samo i to mocząc nogi w wannie - bo miejsca z tyłu superba jest tyle, że wstydem okrywa się przy nim nawet mercedes klasy S. I to w wersji wydłużonej. Uwag nie można mieć również do wykonania i materiałów we wnętrzu - przy okazji ostatniej modernizacji poprawiono ich jakość.

Obawiam się jednak, że przy tej samej okazji zepsuto wygląd sztandarowej skody. Sami Czesi twierdzą, że jej zmienione tylne światła upodabniają ją do maserati, ale to tak, jakby zad kozy porównywać do krągłości Moniki Bellucci. Zresztą jest jeszcze inny problem z tyłem tego wozu - jego bagażnik można otworzyć na dwa sposoby: razem z tylną szybą (jak w hatchbacku) albo tylko samą klapę (jak w sedanie). Jestem pewien, że to skomplikowane ustrojstwo kiedyś się zatnie, i to najprawdopodobniej w dniu, kiedy dojedziecie na urlop na Krym, a do najbliższego serwisu Skody będziecie mieli 2 tys. km. Ale Czesi upierają się, że otwieranie z szybą to rozwiązanie praktyczne, zaś otwieranie samej klapy nadaje superbowi szlachetności luksusowej limuzyny. Hm... to tak, jakby próbować nadać szlachetności kromce chleba z pasztetową poprzez zawinięcie jej w papier z McDonalda.

PS Zapomniałem o silniku. Nie dajcie się czasem namówić na 200-konne TSI - nie zna umiaru w piciu i rozczarowuje osiągami. 170-konny TDI to wybór idealny i kosztuje poniżej 100 tys. zł.

@RY1@i02/2013/163/i02.2013.163.000002000.803.jpg@RY2@

skoda superb 2.0 TSI DSG

@RY1@i02/2013/163/i02.2013.163.000002000.804.jpg@RY2@

Łukasz Bąk, zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj

Łukasz Bąk

zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.