Kto chętny do wykarczowania dżungli podatkowych przepisów
Kilka dni temu (DGP nr 152 z 7 sierpnia) opublikowaliśmy zapis redakcyjnej debaty poświęconej planowanej przebudowie Ordynacji podatkowej. Z różnych powodów ustawodawca gmera w niej często (trwają prace w parlamencie nad dwoma nowelami - jedną wymusił Trybunał Konstytucyjny, orzekając o wadliwości przepisów dotyczących przedawnienia i zawiadamiania o zawieszeniu jego biegu, w drugiej chodzi o międzynarodową wymianę informacji podatkowych). Jednak żadne dotychczasowe modyfikacje nie mogą się równać z tym, co proponuje Ministerstwo Finansów - ani pod względem skali, ani charakteru i głębokości zmian. Stąd debata na ten temat. Analizowaliśmy już poszczególne pomysły (m.in. klauzula przeciwko omijaniu opodatkowania, opinie zabezpieczające i nowy kształt interpretacji indywidualnych, większe kompetencje administracji skarbowej, w tym w zakresie tajemnicy bankowej), więc nie będę się nad nimi rozwodził. To, co uderzyło mnie w debacie najbardziej, to ton wypowiedzi. Uczestnicy - ludzie niezwykle kompetentni, rzeczowi i zazwyczaj spokojni - nie zostawili suchej nitki nie tylko na projekcie nowelizacji, ale i na przepisach podatkowych w ogóle. Używali przy tym mocnych słów i soczystych porównań. Najłagodniejsza teza: mamy w Polsce kryzys procesu stanowienia prawa podatkowego. To zresztą charakterystyczne: gdy jest o tym mowa, natychmiast dają znać o sobie emocje. I nic dziwnego.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.