Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Którą drugą Japonią chcemy być

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Na przełomie XIX i XX wieku japońskie partie polityczne były legalnymi mafiami, niebudzącymi szacunku i niestanowiącymi moralnej alternatywy dla tradycyjnych instytucji - ocenia wielu historyków. Japonia zafundowała sobie wybory w ramach pakietu reform mających unowocześnić XIX-wieczny kraj. Modernizacja, jak wiemy, udała się, Japończycy zaczęli budować szkoły, koleje i pancerniki, ale akurat parlamentaryzmu "europejskiego" wprowadzić się wówczas nie udało. Bo dekoracje dekoracjami, ale treść polityki miała być taka sama: lojalność personalna, a nie wobec idei. Jeden z rozczarowanych modernizatorów pisał: "Partie polityczne, które powinny być budowane i rozwiązywane wyłącznie w myśl zasad i poglądów politycznych, są w istocie sprawą osobistych powiązań i sentymentów, a relacje pomiędzy przywódcą i członkami partii są podobne do więzów pomiędzy feudalnym lordem i jego wasalami".

Demokracja w Polsce Anno Domini 2013 pozostaje w stanie o niebo lepszym niż ta japońska sprzed stu lat. Przykład? Nasze partie nie współpracują z mafiami, nie aprobują fizycznych ataków (zdarzają się prawicowcy skłonni bronić "prawicowych" zadymiarzy, ale to tylko prawoskrętne fagasy, którzy sami oberwą kiedyś od zadymiarzy po mordzie i pierwsi polecą oburzeni wyżalać się w TVN). Niepokojąco brzmi jednak analogia na trudnym odcinku zasad. Zasadą jest rozmydlenie programów, budowanie wyrazistej narracji emocjonalnej usprawiedliwiającej niemal każdą woltę programową. Drugą zasadą jest to, że postępowanie: "Ja ci dzisiaj to, ty mi kiedyś tamto", nie jest środkiem prowadzącym do realizacji istotnych politycznych celów. Jest celem.

Inna sprawa, że trudno znaleźć Polaka, któremu przychodzi do głowy dziękować za własne sukcesy politykom i pokładać jakieś specjalne nadzieje w rządzących. A przecież i jako kraj, i jako Jan Kowalski osiągnęliśmy sporo. Tolerujemy polityków, ale tylko niektórzy z nas oczekują po niektórych z nich wielkich dzieł. Deklaratywnie popieramy zmiany na lepsze, w rzeczywistości wystarcza nam, aby nasi okładali tamtych ostrym słowem (ale nie kijem!).

Polski premier ma straszyć PiS, polski były premier na straszyć PO i tyle. Bezideowość i personalizm głównych polskich partii politycznych nie musi przeszkadzać modernizacji kraju, skoro nie przeszkadzał modernizacji Japonii.

@RY1@i02/2013/158/i02.2013.158.00000230a.802.jpg@RY2@

Jan Wróbel dziennikarz i publicysta

Jan Wróbel

dziennikarz i publicysta

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.