Idealny wóz kempingowy
Dość często otrzymuję CV od ludzi, którzy chcieliby zostać dziennikarzami. Z miejsca odrzucam wszystkie te, w których znalazła się rubryka zatytułowana "hobby", a pod rozwagę biorę wyłącznie materiały, w których kandydat napisał o swoich "zainteresowaniach". Moim zdaniem istnieje subtelna różnica pomiędzy zainteresowaniami a hobby. Interesować można się wszystkim - muzyką, motorami, modelkami, znaczkami, grzybami, życiem pawianów, psychologią czy prokreacją pszczół i nie ma w tym niczego złego. Bo to nie oznacza, że te rzeczy przesłaniają wam cały świat. Po prostu wypełniacie nimi wolne chwile. Z hobbystami jest inaczej. "Mam hobby" to bardziej dyplomatyczny sposób powiedzenia: "Jestem nudziarzem, nie mam znajomych i nawet moja własna żona mnie unika". Wytłumaczę wam to na przykładzie filatelistów. "Zainteresowany" znaczkami pocztowymi czasami znajdzie jakiś fajny egzemplarz i umieści go w swojej kolekcji. Ale gdy okaże się, że musi pilnie wysłać list, a poczta jest zamknięta, bez mrugnięcia okiem wyciągnie jeden z eksponatów, naklei go na kopertę i wrzuci list do skrzynki. Hobbysta w takiej sytuacji spróbuje włamać się do urzędu pocztowego, a gdy to mu się nie uda, obleje się benzyną i dokona publicznego samospalenia.
Hobbyści to wariaci. Jedni przez pół dnia stoją zanurzeni do pasa w lodowatej wodzie tylko po to, aby wyciągnąć z niej uklejkę mniejszą niż przynęta, na którą się złapała. W drodze do domu kupują w rybnym największego możliwego suma, robią sobie z nim zdjęcie i zamieszczają je na Facebooku. Inni chwalą się zamiłowaniem do modelarstwa - przez pięć lat potrafią składać plastikowy jacht w skali 1:50 tylko po to, aby następnie uciąć rękę każdemu, kto spróbuje go dotknąć. Jednak najgorsi są miłośnicy caravaningu. Pewnego dnia sprzedają swoje domy, kupują przyczepy kempingowe i postanawiają, że resztę życia poświęcą na zwiedzanie świata. Ponieważ liczą się z każdym groszem, do ciągnięcia swoich plastikowych domów używają hyundaiów z najmniejszymi dostępnymi motorami. Nigdy nie przekraczają 50 km na godzinę, nie potrafią skręcać tak, aby czegoś wokół siebie nie uszkodzić, za to zawsze zapominają podłączyć do zasilania światła stopu. Dlatego gdy tylko widzę przed sobą wóz kempingowy, staram się jak najprędzej go wyprzedzić. Aby przeżyć. Żeby było jasne - sam lubię wypoczynek na łonie przyrody. Tylko że w moim przypadku nocleg w przyczepie stojącej na krawędzi Wielkiego Kanionu Colorado to nie "hobby", lecz "interesujące przeżycie". A aby było jeszcze bardziej interesujące, sprzedałbym swojego campera i zamiast niego kupił namiot. A resztę pieniędzy przeznaczył na bmw M6 cabrio. Pozwólcie, że wytłumaczę wam przewagę takiego rozwiązania nad typowym caravaningiem.
Nowa "emka" ma osiem cylindrów, dwie turbiny, 560 koni i przyspiesza do setki w 4,3 sekundy. Zatem gdziekolwiek byście się udawali tym samochodem, w zasadzie jesteście tam już od wczoraj. Jest odurzająco wręcz szybki - raz podczas jazdy autostradą kichnąłem, po czym okazało się, że w tym czasie minąłem docelowe miejsce podróży o jakieś 30 kilometrów. Innym razem wystawiłem na pośmiewisko porsche 911 carrera - nawet nie zdołało ruszyć z miejsca, bo jego kierowca udusił się w dymie z opon M6. Wszystko to gwarantuje, że w bmw bardzo szybko dojedziecie na miejsce, a co za tym idzie - więcej czasu będziecie mogli przeznaczyć na pieczenie kiełbasek i tłuczenie komarów na kempingu.
Możecie pomyśleć, że auto o takiej mocy będzie nieprzewidywalne i na dłuższą metę męczące. Gdy wsiadałem do M6, myślałem podobnie. Budziło we mnie uczucie, w którym szacunek mieszał się w równych proporcjach ze strachem. Im dłużej jednak nim jeździłem, tym dawka szacunku rosła, a strachu - malała. Bo samochód okazał się świetnie wyważony, zaskakująco komfortowy, fenomenalnie wyciszony oraz wyjątkowo łatwy w prowadzeniu. Zamienia się w demona dopiero po wciśnięciu klawisza z literą M na kierownicy - wtedy nie działa kontrola trakcji, wyostrza się reakcja silnika na dodanie gazu, zawieszenie utwardza, a kierownica precyzyjniej przekazuje kołom komendy.
Czy warto go kupić? Zdecydowanie tak. Pamiętajcie tylko, że to nie jest auto dla "hobbystów" szybkiej jazdy, palenia gumy i pokonywania zakrętów bokiem. To auto dla ludzi, którzy potrzebują normalnego, wygodnego środka transportu do codziennej jazdy, przy czym w rubryce "zainteresowania" w CV wpisują: egzorcyzmy.
@RY1@i02/2013/104/i02.2013.104.00000220b.803.jpg@RY2@
BMW M6
@RY1@i02/2013/104/i02.2013.104.00000220b.804.jpg@RY2@
Łukasz Bąk zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Łukasz Bąk
zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu