Dziennik Gazeta Prawana logo

Zbyt długa lista legislacyjnych bubli

30 czerwca 2018

W prowadzane w życie zmiany przepisów prawa pracy nie zawsze się udają. Dziś boleśnie przekonają się o tym pracodawcy, którzy zatrudniają osoby na podstawie umów terminowych. Mijają właśnie dwa lata od momentu wejścia w życie przepisów, zgodnie z którymi zobligowani są do wystawienia świadectwa pracy dla zakończonych umów terminowych w dniu upływu 24 miesięcy, licząc od daty zawarcia pierwszej z tych umów. W praktyce oznacza to tyle, że pierwsze takie dokumenty należało wydać już 20 marca 2013 r.

Teoretycznie dzięki tym rozwiązaniom miało był łatwiej. Jeśli pomiędzy zakończeniem jednej umowy a podpisaniem drugiej wystąpi krótka przerwa, pracodawca nie musi wydawać za każdym razem świadectwa, a jedynie zbiorcze za okres dwóch lat. I taka była intencja senatorów, którzy przygotowali i przeforsowali te zmiany w kodeksie pracy.

Praktyka jest jednak zupełnie inna. Tryb wydawania świadectw nie jest prostszy, a wręcz odwrotnie - bardziej skomplikowany. Projektodawcy zapomnieli bowiem, jak delikatną materią jest prawo pracy i jak jedna, choćby w szczytnym celu przeprowadzona zmiana może wywołać negatywne skutki. Nowe przepisy nie przewidują np., kiedy i za jaki okres należy wydać świadectwo, jeśli pomiędzy umowami na czas określony zawarty zostanie kontrakt bezterminowy lub gdy umowa ta przekształci się w umowę na czas nieokreślony. Dodatkowo pracodawcom przybyło biurokratycznych obowiązków. Muszą oni pilnować, kiedy dokładnie mijają dwa lata od podpisania pierwszej umowy z danym pracownikiem, po to aby w terminie wydać mu wspomniany dokument. Trudno liczyć na wyrozumiałość inspektorów pracy w tym zakresie, skoro niewydanie świadectwa pracy jest wykroczeniem przeciwko prawom pracownika zagrożonym grzywną do wysokości 30 tys. zł. Swoją drogą inspekcja też będzie miała trudny orzech do zgryzienia, bo przepisy są sformułowane tak niejasno, że ciężko ustalić jednolitą ich interpretację.

Przedstawione zmiany w kodeksie pracy wydają się tak absurdalnie niepotrzebne, że aż trudno uwierzyć, że w ogóle zostały wprowadzone: analizowali je przecież nie tylko senatorowie, ale także posłowie, a na końcu podpisał je prezydent. Tymczasem to tylko jedna z pozycji na długiej liście uchwalonych w ostatnich latach bubli w kodeksie pracy. Przy okazji ustanowienia Trzech Króli dniem wolnym posłowie (wbrew stanowisku resortu pracy) zdjęli z pracodawców obowiązek oddawania wolnego w innym terminie, jeśli święto przypadło w dzień niepracujący danej osoby (najczęściej chodzi o sobotę). Trybunał Konstytucyjny przywrócił jednak tę zasadę, uznając, że zmiany prowadziły do nierównego traktowania zatrudnionych. Warto zauważyć, że resort pracy sygnalizował to jeszcze przed uchwaleniem nowych rozwiązań. Problemy interpretacyjne stwarzają też np. nowe przepisy dotyczące szkoleń pracowniczych lub badania trzeźwości pracownika. Te ostatnie też były wprowadzone w imię odciążenia firm z obowiązków biurokratycznych. Skończyło się na tym, że do końca nikt nie wie, kto ma za badania trzeźwości zapłacić i jaki tryb należy stosować przy takich testach. Nie można wreszcie nie wspomnieć o chyba najbardziej spektakularnym bublu: obowiązku zatrudnienia inspektora ochrony przeciwpożarowej w firmie. Zniesiono go szybko, ale pozostałe nadal obowiązują.

To znak, że najwyższa pora skończyć z wyrywkowymi nowelizacjami kodeksu, które zamiast wspierać, utrudniają zatrudnienie. Może warto wreszcie rozważyć prace nad całkowicie nowym kodeksem, który będzie wolny nie tylko od zaszłości wynikających jeszcze z poprzedniego ustroju, ale też bubli bezrefleksyjnie wprowadzanych w ostatnich latach.

@RY1@i02/2013/057/i02.2013.057.217000200.802.jpg@RY2@

Łukasz Guza dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej

Łukasz Guza

dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.