Halo, halo! Tutaj ptasie radio w brzozowym gaju
I jak to pisał Julian Tuwim: "Nadajemy audycję z ptasiego kraju. Proszę, niech każdy nastawi aparat, bo sfrunęły się ptaszki dla odbycia narad".
Czy to będzie audycja w lokalnym radiu, czy w gazecie gminnej, w niezależnym miejskim albo wiejskim informatorze, a ostatnio także na stronie internetowej. Z badań medioznawców wynika, że lokalna prasa rośnie w siłę. O ogólnopolskich sprawach już nawet czytać nie chcemy. Zerkniemy najwyżej na wiadomości w jednej ze stacji telewizyjnych. A tak właściwie, co nas obchodzi kolejna kłótnia w naszym Sejmie, wypadek autokaru pod Berlinem, wybory w Czechach czy nawet wojny na antypodach. To przecież daleko, wpływu na te wydarzenia nie mamy, a i one niespecjalnie przekładają się na nasze życie. Bo nas, wbrew pozornemu rozpolitykowaniu polskiego społeczeństwa od wielkiego miasta po malutką wioskę, najbardziej interesuje, tu znów wspomogę się Tuwimem i wierszem, wcale nie tylko dla dzieci: "co świtem piszczy w trawie", "gdzie się znajduje echo w lesie", "kto ma się pierwszy kąpać w rosie". No i najważniejsze, w naszej małej społeczności, "Jak poznać, kto ptak, a kto nie ptak". Czy wójt jest nasz, czy wywalczył asfaltówkę przez wieś. Czy pani prezydent zrobi wreszcie porządek z handlem majtkami na przystankach. A może pan burmistrz w końcu zadba o remont szkoły dla dzieciaków. A co tam panie w polityce? O, to mniej ważne.
Prasa lokalna przeżywa rozkwit i jak twierdzą specjaliści, to tendencja wzrostowa. My, jako czytelnicy, nie zawsze nawet odróżniamy, czy to wydawnictwo, strona internetowa, rozgłośnia finansowana z gminnych pieniędzy. Czy też to wydawnictwo niezależne. Bo te ostatnie też mają różne opcje, swoje preferencje polityczne, kulturowe, nawet wyznaniowe. Ale najważniejsza w nich wszystkich jest informacja. Im jej więcej, im bardziej neutralna i wszechstronna, tym cenimy ją bardziej. Bo z małą ojczyzną, choć to już trochę wyświechtana fraza, czujemy silny związek. Nawet jak pracujemy na drugim końcu miasta, przyjaciół mamy w sąsiedniej gminie, a uczelnię, hen, daleko, to i tak interesujemy się tym, co dzieje się w domu kultury, do którego chodziliśmy na pierwszy kurs tańca, albo kto został dyrektorem starej podstawówki. A dyskusje o wycince drzew, zanieczyszczeniu stawu, wyburzeniu pięknej kamienicy rozpalają nas do białości. O tym przeczytamy tylko w lokalnych gazetach. Dlatego je kochamy. Choć potrzeba na koniec dodać trochę dziegciu i zakończyć też Tuwimem.
"Nie dasz mi? Takiś ty? Wstydź się, wstydź! I wszystkie ptaki zaczęły się bić. Przyfrunęła ptasia milicja i tak się skończyła ta leśna audycja".
@RY1@i02/2013/046/i02.2013.046.088000100.802.jpg@RY2@
Monika Górecka-Czuryłło zastępca redaktora prowadzącego
Monika Górecka-Czuryłło
zastępca redaktora prowadzącego
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu