Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Komu został czarny Piotruś

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 14 minut

Nie wiem, czy teraz grywa się w czarnego piotrusia - w moim dzieciństwie bardzo popularnego. Gra polegała na tym, aby jak najprędzej pozbyć się trefnej figury karcianej. Przegrywał ten, kto z nią zostawał

Historia o czarnym piotrusiu przyszła mi do głowy, gdy czytałam wstrząsający tekst ("Gazeta Wyborcza" z 31 grudnia - 1 stycznia) o tym, jak komornik wykonał skuteczną egzekucję z konta osoby o tych samych personaliach (choć nie adresie i PESEL-u) co właściwy dłużnik. Wyegzekwowane kwoty oddano wierzycielowi (firma w złej kondycji finansowej), który zaspokoił ZUS (zalegał ze składkami). Oczywiście powiadomienia o egzekucji wysyłano właściwej dłużniczce, zaś poszkodowana płatniczka cudzego długu o niczym nie miała pojęcia.

"To nie ja popełniłem błąd - usłyszała od komornika. - Winny jest adwokat, pełnomocnik wierzyciela". (...) "Pojechałam od razu do kancelarii L. - opowiada pani Danuta. - Tu potraktowano mnie równie obcesowo. Pan mecenas kpiącym tonem zapowiedział, że muszę najpierw udowodnić, iż nie jestem tą prawdziwą dłużniczką. Nie wytrzymałam i odpowiedziałam, że w takim razie idę na skargę do prokuratury. Wtedy zmienił ton. Obejrzał mój dowód osobisty i zadzwonił do właściciela spółki, którą reprezentuje. Chwilę rozmawiał. Czekałam w napięciu na to, co powie. Usłuszałam: »Od mojego klienta nie otrzyma pani pieniędzy. Musiał zaspokoić własnych wierzycieli« (...) - Pełnomocnik dostarczył wyciąg ksiąg wieczystych (szukał majątku, na który komornik mógłby położyć łapę) z moim PESEL-em - opowiada dalej pani Danuta. - Na tej samej stronie, na której zostały zakreślone moje dane, widniały również dane prawdziwej dłużniczki".

Komornik wyjaśnił dziennikarce opisującej tę historię, że "imię i nazwisko Danuty B., wraz z podkreślonym PESEL-em, otrzymał od adwokata L. z poleceniem egzekucji od tej właśnie osoby. Rzeczywiście, w przekazanym dokumencie nazwisko i PESEL zostały podkreślone na żółto. Na tej samej stronie jest też nazwisko drugiej kobiety. Przy nim PESEL-u nie ma. Obie panie występują razem z mężami. Jeden ma na imię Jacek, drugi Zbigniew. Poza tym obie mają innych rodziców, a przede wszystkim inne drugie imiona. Zadłużona to Danuta Elżbieta, a bohaterka tej opowieści to Danuta Anna. Nietrudno domyślić się, że to dwie inne osoby. Ale w dokumencie, który trafił do komornika, nie było drugich imion. Ktoś je usunął? Ktoś ich nie wpisał? Sąd? Adwokat? Pozostaje też pytanie: dlaczego pełnomocnik wierzyciela podkreślił tylko nazwisko nieodpowiedniej osoby? Mec. L. nie chciał ze mną rozmawiać".

Skarga do prokuratury nic nie dała, bo wprawdzie dopatrzono się błędów po stronie komornika, ale nie w stopniu uzasadniającym postępowanie karne. Zresztą dla prokuratury strata 28 tys. zł nie jest znaczna (ta ostatnia zaczyna się dla prokuratury od 200 tys. zł). Nic nie dała skarga na czynności komornika - bo egzekucję już zakończono. Nikt do niczego się nie poczuwa, wszyscy odsyłają p. Danutę B. na drogę powództwa cywilnego. Na jej głowie teraz kłopot. Została z czarnym piotrusiem w ręku.

Sprawę uważam za obrzydliwą. Przecież zarówno adwokat L., jak i komornik M., widząc, że mają dwie osoby o identycznym imieniu i nazwisku, ale których personalia różnią się co do imion mężów czy ich własnych drugich imion, muszą zdawać sobie sprawę, że chodzi o dwóch różnych ludzi. W takim wypadku nie wystarczy rutynowe wszczęcie egzekucji wobec pierwszego lepszego z otrzymanej listy, ale konieczne jest dodatkowe sprawdzenie w celu wykluczenia osoby, która przypadkiem znalazła się na liście dłużników. Umieszczenie osób o jednakowych personaliach na liście domniemanych dłużników nie czyni ich dłużnikami solidarnymi! A egzekucja długu to nie dziecinna gra w czarnego piotrusia, gdzie za wyrok wystarczy losowe upolowanie ofiary.

Zarówno adwokat, jak i komornik są tu nie w porządku. To, że komornik uwierzył w moc żółtego flamastra i uznał, że podkreślenie jednego z nazwisk wystarcza i zwalnia go od dalszego trudu ustalenia, o którą z osób chodzi, zupełnie go nie usprawiedliwia. Z kolei adwokat, przesyłając dokumenty i wskazując dwie osoby, powinien wyraźnie wręcz awizować komornikowi możliwość pomyłki. Obaj panowie są nie w porządku, a ich arogancja i dobre samoczucie są nie na miejscu. Co przystoi infantylnym graczom w czarnego piotrusia, nie przystoi ani poważnym adwokatom, ani solidnym komornikom. Dlatego sprawa musi mieć dalszy ciąg - czy to na gruncie prawa cywilnego, czy/i prawa korporacyjnego.

Zresztą coś się ostatnio ruszyło, bo jednak minister sprawiedliwości zawiesił komornika w czynnościach, a izba komornicza też się zabrała do wyjaśniania sprawy. No i ruszyła się prokuratura: podobno wytoczyła powództwo przeciw Skarbowi Państwa - o odszkodowanie. Nie bardzo wiem, jaki przepis ma to uzasadniać, bo media nie podają, a - tak cywilistycznie - byłabym ciekawa. Bo przecież ani za komornika (obecnie), ani za adwokata (zawsze tak było) Skarb Państwa nie odpowiada jak za swoich funkcjonariuszy.

Od strony cywilnoprawnej kazus jest zresztą smakowity. Mamy tu bowiem do czynienia z pięknym przypadkiem odpowiedzialności in solidum aż czterech osób: wspomnianych komornika i adwokata, odpowiadających ex delicto za szkodę wyrządzoną własnym czynem, polegającym na niedołożeniu należytej staranności; przy czym istnieje tu współsprawstwo powodujące istnienie między nimi solidarności. Do tego dochodzą - jako trzeci dłużnik in solidum - wierzyciel, który dzięki ściągnięciu długu z konta p. Danuty B. doznał bezpodstawnego wzbogacenia, jako że zaoszczędził sobie wydatku, spłacając zadłużenie w ZUS. Czwartą osobą, przeciw której p. Danucie B. przysługuje roszczenie, jest jej imienniczka (bo to na poczet jej ciągle niespłaconego długu komornik zajął jakże skutecznie konto p. B.).

Czyli osoba Bogu ducha winna i niemająca do czasu nic z tą sprawą wspólnego, ma kłopot na głowie, pustki w kasie, konieczność użerania się z niedbałymi prawnikami i funkcjonariuszami oraz perspektywę wieloletniego procesu (dodatkowe koszty!). Jak już kiedyś, za lat kilka wygra (może przy tych cywilnych procesach prokuratura pomoże), to jeszcze sama musi przejść trudy egzekucji, bo wątpię, aby przy tym nastawieniu współsprawców błędu egzekucyjnego i przy kiepskiej kondycji majątkowej wierzyciela i właściwej dłużniczki którykolwiek z dłużników in solidum świadczył dobrowolnie.

A że była płatniczką cudzego długu wbrew własnej woli? Dobrze jej tak, skoro została z wciśniętym jej czarnym piotrusiem. Nie wiem jeszcze, jak wygląda sprawa ubezpieczenia odpowiedzialności adwokata i komornika, ale znając naszą rzeczywistość, wątpię, aby nawet istnienie stosownych polis ubezpieczeniowych w jakikolwiek sposób pomogło i zwolniło Danutę B. z konieczności dochodzenia tego, co jej bezprawnie w imieniu prawa zabrano, z wyrokiem sądowym w ręku. Bo u nas ubezpieczyciele nawet w oczywistych sytuacjach asekurancko żadają wyroku.

Dawno temu, gdy jeszcze studiowałam, jako dewiację przedstawiano nam sytuację, iż przy odpowiedzialności deliktowej dłużnik, dobrowolnie, bez wyroku, nie płaci nigdy. Teraz chyba nikt tego za dewiację już nie uważa. Przeciwnie, opisana sytuacja wskazuje na to, że to nie tylko norma zachowania, ale już nawet norma aksjologiczna: nie ma wyroku, nie ma poczucia, że jest się nie w porządku, nawet jeśli czyjeś zaniedbania spowodowały uszczerbek. I to uważam za szczególnie znamienne.

Myślę, że profesorowie Janusz Czapiński (autor Diagnozy Społecznej, zwracający uwagę na katastrofalnie u nas niski poziom społecznego zaufania) i Piotr Sztompka (wskazujący w swojej monumentalnej monografii o zaufaniu, że bez niego państwo prawa nie istnieje) mogliby wykorzystać opisaną historię jako egzemplifikację zjawisk niszczących społeczne zaufanie. Esencją państwa prawa jest to, że siła ustępuje przed prawem.

Czy tak jest w opisanym wypadku? Podobne pomyłki mogą wystąpić wszędzie. I jeżeli prowadzenie procesu cywilnego, mającego przywrócić władanie prawa, jest szybkie i niekosztowne, nie byłoby specjalnym problemem zostawienie poszkodowanego samemu sobie. Oczywiście w kulturalnym państwie prawa komornik przeprosiłby elegancko poszkodowaną. Takoż uczyniłby adwokat wierzyciela. No, ale wtedy pewnie nie trzeba by było prowadzić cywilnego procesu (albo nie w takim podmiotowym zakresie). W słabym i niekulturalnym państwie prawa proces trzeba wytaczać i procesować się do upadłego. I mamy jak w banku, że postępowanie będzie niespieszne. W tej całej szarpaninie egzekucyjnej chodzi bowiem o to, aby ktoś dostał czarnego piotrusia, a kto - to wszystko jedno, dobiera się nawet z tych, co nie zasiedli do gry. W skórę biorą wtedy najsłabsi, a prawo jest dla nich dziurawą tarczą. A państwo prawa...

No właśnie, czy to jest dalej państwo prawa dla każdego, czy tylko dla tych, co mają szczęście albo/i na adwokata? Albo którymi - na szczęście - zainteresują się media.

W kulturalnym państwie prawa komornik przeprosiłby elegancko poszkodowaną. W słabym i niekulturalnym państwie trzeba wytoczyć proces i procesować się do upadłego

@RY1@i02/2013/026/i02.2013.026.070000600.803.jpg@RY2@

@RY1@i02/2013/026/i02.2013.026.070000600.804.jpg@RY2@

prof. Ewa Łętowska, rzecznik praw obywatelskich w latach 1987-1992, sędzia Naczelnego Sądu Administracyjnego w latach 1999-2002 i Trybunału Konstytucyjnego w latach 2002-2011

prof. Ewa Łętowska

rzecznik praw obywatelskich w latach 1987-1992, sędzia Naczelnego Sądu Administracyjnego w latach 1999-2002 i Trybunału Konstytucyjnego w latach 2002-2011

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.