Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Czas na zmiany w IKZE i IKE

30 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 8 minut

Kolejny już raz zajmuję się polskimi konstrukcjami dobrowolnych zabezpieczeń emerytalnych znanych jako IKZE (indywidualne konto zabezpieczenia emerytalnego) i IKE (indywidualne konto emerytalne). Sytuacja w obszarze III filaru zabezpieczenia emerytalnego, czyli dobrowolnych form oszczędzania - wobec szybko pogarszającej się sytuacji demograficznej Polski i jeszcze gorszych prognoz w tym zakresie - powinna stać się obiektem pilnego zainteresowania i legislacyjnej interwencji rządu. Opublikowane ostatnio dane statystyczne pokazują wyraźnie, że instytucja IKZE, wprowadzona jako substytut zmniejszonej części składki emerytalnej odprowadzanej do otwartych funduszy emerytalnych - zupełnie nie zdała egzaminu. Co prawda otwarto ok. 500 tys. rachunków IKZE, lecz efektywne wpłaty dokonywane są jedynie na ok. 33 tys. rachunków. Oczekiwano, że w pesymistycznym wariancie rachunki IKZE otworzy ok. 1600 tys. podatników. Zestawienie obu tych liczb - spodziewanych i faktycznie działających IKZE - stanowi jaskrawy dowód, że dotychczasowa konstrukcja IKZE - podobnie jak znana od lat formuła IKE - wymagają pilnej i zdecydowanej zmiany, jeżeli mają zostać instytucjami realnie dającymi uzupełniające zabezpieczenie dla przyszłych emerytów, a nie tylko ciekawostkami podatkowo-prawnymi, o marginalnym znaczeniu. Lepsze, choć też niezbyt imponujące dane liczbowe dotyczą rachunków IKE - otwarto ich nieco ponad 800 tys., ale suma zgromadzonych na nich środków to jedynie nieco ponad 3 mld zł.

Koncepcja, zgodnie z którą IKZE i IKE oferują jedynie minimalne zachęty podatkowe w postaci zwolnienia od podatku odsetek naliczonych od inwestycji w postaci kwot wpłacanych na IKE, względnie czasowego odroczenia poboru podatku od kwot przekazywanych na IKZE - w praktyce nie sprawdziła się. Z kilku przyczyn. Istotnym problemem natury ekonomicznej jest to, że tylko niewielka część polskiego społeczeństwa jest w stanie odkładać część dochodów, większość wydaje wszystko na bieżące utrzymanie. Nawet jednak gdyby przyjąć, że adresatami obu konstrukcji są tylko te osoby, które w ogóle są w stanie - w sensie dochodowym - odkładać część zarobków na przyszłość, to podstawową kwestią jest brak - w obu konstrukcjach - atrakcyjnego, wyraźnego bodźca podatkowego. Brak powszechnej świadomości emerytalnej też przyczynia się do małego zainteresowania tą formą oszczędzania.

Dodatkowym hamulcem jest też, jak się wydaje, dychotomiczna regulacja prawna - nasuwa się oczywiste pytanie, po co tworzyć dwie odrębne, mało atrakcyjne i dość skomplikowane konstrukcje, zamiast jednej, prostej i opartej na realnym, a nie iluzorycznym zwolnieniu podatkowym? Tylko taka, zupełnie nowa konstrukcja ma szanse przyciągnąć większą liczbę podatników.

Aktualna sytuacja budżetowa oczywiście nie sprzyja wprowadzaniu elementów zmniejszających wpływy, lecz dalsze odkładanie koniecznych zmian w IKZE i IKE byłoby - z punktu widzenia długoterminowych skutków społecznych - bardzo niekorzystne i przypominało taktykę strusia, czyli udawania, że problemu nie ma.

Niezbędne wydaje się więc szybkie: (a) zunifikowanie obu konstrukcji i stworzenie nowej - roboczo nazwę ją Nowe Indywidualne Konto Emerytalne, czyli NIKE; (b) pełne i definitywne zwolnienie podatkowe wpłat dokonywanych na NIKE oraz (c) ustalenie jednolitej dla wszystkich podatników maksymalnej rocznej kwoty wpłat na NIKE (w granicach np. 12-15 tys. zł) objętej zwolnieniem podatkowym, która to kwota podlegałaby corocznej waloryzacji uwzględniającej wskaźnik inflacji w poprzednim roku.

Bez takich zdecydowanych zmian instytucje III filaru zabezpieczenia emerytalnego pozostaną tym, czym są obecnie, czyli regulacjami o ograniczonym zakresie zastosowania, bez większego znaczenia ekonomicznego, a państwo w przyszłości i tak będzie musiało wspomagać emerytów.

Koncepcja zachęt podatkowych w postaci zwolnienia od podatku odsetek od kwot wpłacanych na IKE nie sprawdziła się

@RY1@i02/2013/024/i02.2013.024.071000200.802.jpg@RY2@

dr Janusz Fiszer, partner w PwC, docent Uniwersytetu Warszawskiego

dr Janusz Fiszer

partner w PwC, docent Uniwersytetu Warszawskiego

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.