Stabilność i marzenie
Kiedy życzymy sobie, kiedy planujemy okres świąteczno-noworoczny, kiedy spędzamy ten czas, zdajemy sobie sprawę, chociaż niekoniecznie uświadamiamy to sobie wyraźnie, że święta Bożego Narodzenia mają zupełnie inny charakter niż sylwester i Nowy Rok. Różnica dotyczy nie tylko sposobu ich spędzania, tradycyjnych potraw (jest to różnica między śledziem a szampanem), ale przede wszystkim charakteru tych świąt, charakteru, który odpowiada na nasze całkowicie odmienne potrzeby.
Boże Narodzenie to przede wszystkim święta powtarzalności, stabilności, tego, co spodziewane, mimo że zawsze od nowa cudowne. Zasiadamy do stołu w tym samym składzie i tylko co pewien czas ktoś nieuchronnie odchodzi, a ktoś dochodzi. Jemy mniej więcej te same rzeczy, chociaż - jak wskazują badania - coraz rzadziej karpia, a częściej inne lepsze ryby. I śpiewamy te same kolędy lub ich słuchamy, jeśli śpiewać nie umiemy. Nie lubimy, ja w każdym razie bardzo nie lubię, innowacji i silenia się na oryginalność, czyli na przykład nowoczesnych szopek czy nowych kolęd w stylu jazzowym. Powtarzalność, jak u Kierkegaarda, odgrywa tu zasadniczą rolę i w olbrzymim stopniu właśnie powtarzalności oczekujemy.
Nasza potrzeba stabilności jest zaspokojona i właśnie z tej racji cieszymy się ze świąt. Kościół też wie, że oczekujemy od niego powtarzalności i z tej perspektywy doskonale rozumiem starszych przyjaciół, którzy narzekali ogromnie na zaprzestanie mszy łacińskich. Pamiętam, że Stefan Kisielewski szukał po Warszawie (w każdym dużym mieście musi być taki kościół), gdzie celebrują mszę po łacinie, chociaż w ogóle lubił chodzić do kościoła tylko w dni powszednie, kiedy jest mało ludzi i nie trzeba męczyć się na kazaniu.
Święta mijają i nadchodzą sylwester i Nowy Rok, a nasze oczekiwania podlegają radykalnej zmianie. Najpierw chcemy się zabawić do upojenia (w przenośni i dosłownie), a często decydujemy się na tę zabawę w towarzystwie nieznanych nam ludzi. Całujemy się o północy (brr!) z mężczyznami i kobietami i życzymy sobie nie spokojnych i wesołych świąt, lecz szczęśliwego Nowego Roku. W gruncie rzeczy cieszymy się lub przed samymi sobą udajemy, że się cieszymy, ze zmiany, z nowego, z nieoczekiwanego.
I chociaż dobrze w głębi duszy wiemy, że nic nadzwyczajnego się w nowym roku nie zdarzy, nic takiego, co by odmieniło nasze życie, to pojawia się marzenie o zmianie. Marzymy o zmianie w świecie nas otaczającym, w życiu publicznym, ale przede wszystkim o zmianie w naszym życiu prywatnym. O tym - co najbardziej zrozumiałe - że będziemy mieli więcej pieniędzy i że ze zdrowiem będzie jako tako, życzymy tego nie tylko sobie, ale wszystkim bliskim. Marzymy też - co znacznie mniej zrozumiałe - o zmianach w naszym życiu i nawet przez moment niektórzy, całkiem liczni, spośród nas sądzą marzycielsko, że uda im się dotrzymać noworocznych obietnic, przestaną palić, spędzą więcej czasu z dziećmi. Będą bardziej wyrozumiali i czuli dla żony i przyjaciół.
Marzenia są konieczne w ludzkim życiu. Bez marzeń musielibyśmy cieszyć się tylko tym, co jest, a nie byłoby nam dane cieszyć się tym, co może być, co może się zdarzyć, lecz najpewniej się nie zdarzy. Marzenia bywają mniej lub bardziej oparte na przewidywaniu. Można w miarę rozsądnie przewidzieć wycieczkę do Hiszpanii lub tylko do prześlicznego Supraśla, ale nie można przewidzieć, jak będziemy się czuli i czy los nam spłata figla, czy też nie. Kiedy marzymy, zachowujemy się jak dzieci, które czekają na konkretny prezent pod choinkę, ale to nic zupełnie nie szkodzi. Odnajdywanie w sobie tego, co dziecięce, jest wielkim zwycięstwem nad ponurym kształtem rzeczywistości.
Zmiana i marzenie są nam równie potrzebne jak stabilność. To nie my wymyśliliśmy Boże Narodzenie i Nowy Rok w takim kształcie i chociaż w historii formy obchodzenia tych świąt nieco się zmieniały, to historia kultury między innymi na tym polega, że otrzymujemy wzory zachowań, które odpowiadają naszym oczekiwaniom. I na szczęście, i bez nowinek, czego Państwu i sobie życzę.
@RY1@i02/2014/250/i02.2014.250.000000700.802.jpg@RY2@
Marcin Król filozof, historyk idei
Marcin Król
filozof, historyk idei
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu