Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Podatki przyszłości i miasta ogrody

29 czerwca 2018

Kiedyś mogło nam się wydawać, że żyjemy w kraju (nie raju) bez podatków. Scentralizowane państwo łupiło nas jak chciało, ale nazywało to sprawiedliwością społeczną (ludową), a nie systemem podatkowym. Przełom nastąpił z wprowadzeniem takich danin, jak m.in. PIT czy VAT. Nawet ich nazwy wskazują, że nie są naszym wynalazkiem, ale powszechnie spotyka się je na świecie. Dołączyliśmy więc do grona nowoczesnych - nowocześnie opodatkowanych - społeczeństw. Dziś być może trudno nam sobie wyobrazić inne rozwiązania. Ale to tylko kwestia wyobraźni - prace nad nimi trwają. Zapadają też decyzje, jak te dotyczące podatku bankowego czy niedawno na Węgrzech - internetowego. Węgry ostatecznie pod wpływem protestów społecznych się wycofały, ale wbrew pozorom ich zamysł wcale nie był oryginalny. Nad podobnymi narzędziami fiskalnymi pracują eksperci OECD i Unii Europejskiej, mówiący o daninie od bajtów. Nasi bratankowie przodują za to w przypadku daniny od przychodów reklamowych czy od obrotu dużych sieci handlowych.

Pomysłów i projektów podatkowych będzie więcej, bo Europa jest bardzo zadłużona, a niskie tempo rozwoju gospodarki każe upatrywać kapitału na spłatę długu tam, gdzie do niedawna nikomu nie przyszłoby do głowy go szukać.

Nowe pomysły (niektórzy powiedzą: wymysły) ekspertów OECD mogą się komuś bardzo spodobać. Oczywiście są trochę oderwane od realiów. Zniechęcanie podatkami do zakupu aut (na rzecz komunikacji zbiorowej) brzmi dobrze, ale nie w czasach, gdy jeszcze niedawno poprzez ulgi i dopłaty namawiano bogate zachodnie społeczeństwa do zmiany samochodów, by ożywić gospodarkę. I nie w krajach, gdzie komunikacja publiczna (u nas rozbita kolej i "zdewastowane" PKS-y) pozostawia wiele do życzenia. Podatkowe uderzenie w samochody służbowe też brzmi bardziej jak pobożne życzenie niż poważna propozycja. Ale jednak OECD mówi expressis verbis o zniechęcaniu - poprzez system podatkowy - do kupna pojazdów i zachęcaniu w ten sam sposób do bezemisyjnych form transportu. To rewolucyjne idee.

I piękne. Większość z nas nie dożyje, ale prawnuki może, Warszawy bez ruchu kołowego, z wąskimi ulicami dla świetnej, bezszelestnej, zaspokajającej potrzeby mieszkańców komunikacji publicznej, za to z szerokimi trawnikami, ławeczkami, rzędami drzew zamieszkałych przez liczne ptactwo, wygodnymi, szerokimi trotuarami, ścieżkami rowerowymi. Wyobraźmy sobie Warszawę (i inne duże miasta) bez aut, jako miejscowości - ogrody, zatopione w ciszy i zieleni. Jako fantastyczne miejsca do normalnego życia bez hałasu, ołowiu i spalin. Pytanie - oczywiście, że kontrowersyjne - czy lepiej rozwijać przemysł motoryzacyjny, czy realizować taką wizję, choćby za cenę wolniejszego wzrostu PKB? I dodatkowe - czy podatki (i jakie?) są właściwym narzędziem do jednego lub drugiego?

@RY1@i02/2014/242/i02.2014.242.183000200.802.jpg@RY2@

Krzysztof Jedlak szef Gazety Prawnej

Krzysztof Jedlak

szef Gazety Prawnej

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.