Gdzieś słyszałem...
Skłonność tę zauważyłem wyraźnie dopiero po wyborach, chociaż występuje już od pewnego czasu. Otóż politycy - pal ich sześć - ale i dziennikarze oraz publicyści coraz częściej mówią lub - rzadziej - piszą, że coś słyszeli, gdzieś przeczytali, podobno nie było kart do głosowania na PiS albo ktoś powiedział kiedyś, że demokracja opiera się na uczciwym głosowaniu.
Mam wrażenie, że to swoisty "postmodernizm" (niech się postmoderniści nie obrażają) w podejściu do faktów. Opinii tego rodzaju dziennikarzom po prostu wyrażać nie wolno, a politycy - cóż, z trybuny sejmowej mogą mówić niemal wszystko, ale poza nią także podlegają krytycznemu osądowi, który powinien prowadzić do istotnych konsekwencji w przypadku mijania się z prawdą lub mówienia o faktach, na których zaistnienie nie ma żadnego dowodu. Osądzającymi są raczej wyborcy, chociaż mogliby być dziennikarze, gdyby się na tyle energii chcieli zdobyć. Tyle, ile trzeba, by wykazać, że politycy mówią nie o faktach, lecz uprawiają dowolną narrację.
Przed laty, żeby ogłosić wiadomość, zwłaszcza sensacyjną, w poważnym piśmie, trzeba było informacji z co najmniej dwu niezależnych źródeł. Tylko tabloidy miewały jedno lub żadnego. Historycy do dzisiaj pieczołowicie wskazują w przypisach, skąd zdobyli nową informację, chociażby była mało ważna. Kłopot z dokumentowaniem sprawia zresztą, że powstaje coraz mniej prac opartych na źródłach, a coraz więcej pisanych na podstawie cudzych badań. Nie zawsze winni są historycy. Twórca francuskiej szkoły historycznej, tak zwanej Szkoły Annales, wielki Francois Braudel, pisał swoją pierwszą pracę o ziemiach wokół Morza Śródziemnego przez dwadzieścia lat. Dzisiaj przed jej ukończeniem usunięto by go z uczelni, bo nie publikuje.
Podobnie bywa z dziennikarzami. Wiem, że zbadanie prostego faktu, jak to, czy na przykład w danym miasteczku dawano po dwie karty do głosowania jednej osobie, wymaga spędzenia tam co najmniej tygodnia, wielu rozmów, czasem bardzo trudnych. Normalnych redakcji po prostu nie stać na takie - wydawałoby się - banalne dziennikarskie prace. Rozumiem, że doskwiera brak wiedzy, ale nie wolno zastępować go ogólnikowymi, zupełnie nieweryfikowalnymi (ani falsyfikowalnymi) informacjami. Jeżeli już cytuje się pogląd na temat demokracji, to trzeba koniecznie powiedzieć, kto tak mówił. Po wyborach powstała moda na wiedzę o demokracji. Moda ta jednak polega na formułowaniu zupełnie dowolnych opinii na temat tego, czym jest demokracja i co w niej wolno, a czego nie wolno. To jest kolejna dziennikarska (i polityczna) dezinformacja.
Otóż przypomnę tylko z okazji planowanej na 13 grudnia demonstracji, że oczywiście w demokracji demonstrować wolno, natomiast nie wolno demonstrować przeciwko demokracji. Marsz ma się odbyć w obronie demokracji, ale to jeszcze nic nie znaczy. Jakiej demokracji? Może na przykład socjalistycznej albo nowej - pisowskiej. Obrona demokracji jest zadaniem niesłychanie odpowiedzialnym i bardzo często tylko krok dzieli obrońców od ataku na demokrację. Obrona demokracji to przede wszystkim obrona prawa i obrona przed siłami zagrażającymi demokracji. Zaś oskarżenie o to, że ktoś zagraża demokracji, jest najpoważniejszym oskarżeniem w demokracji i powinno być niesłychanie precyzyjnie i odpowiedzialnie formułowane.
Zwolennicy tezy, że demokracja została naruszona w ostatnich wyborach, muszą to udowodnić, a jeżeli nie będą potrafili, to powinni publicznie powiedzieć, że posunęli się za daleko i że nas wszystkich przepraszają. Nie może być tak, że ktoś powie, że gdzieś podobno słyszał, że ktoś fałszował. Mam coraz częściej w związku z tym wrażenie, jakby dziennikarze myśleli, że z racji ich zawodu wolno im więcej. A jest dokładnie przeciwnie - z racji ich zawodu wolno im mniej, a my wymagamy od nich więcej. Taki już zawód, a jak ktoś nie chce go uprawiać, niech się zajmie czym innym.
@RY1@i02/2014/239/i02.2014.239.000000400.802.jpg@RY2@
Marcin Król filozof, historyk idei
Marcin Król
filozof, historyk idei
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu