Głos w wyborach powinien być jawny i podpisany
Nie jest to reakcja na skandaliczne wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego, lecz kwestia, która nęka mnie od dawna, a którą jednoznacznie rozwiązał jeden z najwybitniejszych teoretyków rządu przedstawicielskiego (i demokracji), czyli John Stuart Mill. Mill jest za wyborami jawnymi i za tym, by obywatele podpisywali imieniem i nazwiskiem karty do głosowania, które wrzucają do urn. Jego argumenty za takim trybem postępowania są jasne i zasadnicze. Jeżeli jest to najwyższy wyraz obywatelskiej decyzji, to nie tylko głosowanie powinno być obowiązkowe, ale także obywatel ma się bardzo poważnie zastanowić, na kogo chce głosować. Wszyscy inni mają prawo wiedzieć, jak głosował, bo wtedy dopiero może się toczyć między nimi debata. Już w latach 60. XIX wieku Mill uważał, że w Anglii nie ma obaw co do tego, że ktoś wykorzysta nasz głos przeciwko nam i nas ukarze. Powiada, że marna to byłaby demokracja, w której obywatel bałby się jawnego głosowania. I ma całkowicie rację. Argumentacja ta spodobałaby się Janowi Jakubowi Rousseau, a na pewno współczesnym komunitarianom czy republikanom (tym z prawdziwego zdarzenia, bo w Polsce nazwę republikanów przywłaszczyła sobie grupa o bardzo podejrzanych poglądach).
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.