Indyk i karp na talerzu
W czwartek mieszkańcy USA znów upamiętnili jesienny dzień 1621 r., kiedy to nowi na kontynencie pielgrzymi zasiedli do uczty wraz z rdzenną ludnością amerykańską, by razem dziękować siłom wyższym za bujne zbiory. Na upamiętnianie Dziękczynienia składa się w Stanach Zjednoczonych przybywanie z rodziną, kłótnie między wujkami z farmy w Ohio a przybyłym z Nowego Jorku młodym pokoleniem, oglądanie futbolu i jedzenie.
Na jedzenie natomiast składa się zupa z dyni, ciasto z dyni, spaghetti z dyni, ciapa z borówek, sos, ziemniaki i - oczywiście - indyk. Nie jakiś tam plaster indyka, wędlina z indyka, indyk w galarecie czy inne frywolne indycze części lub przetwory. Na stół wjeżdża INDYK - całe upieczone ptaszę.
Dlaczego Amerykanie mają monstrualnie wielkie piekarniki? Indyki potrafią ważyć ponad 20 kilo. Dlaczego Amerykanie mają tak duże pralki? Bo jak się cała rodzina upaćka sosem do indyka, to kończą się żarty i zaczyna pranie. Dlaczego mają takie wielkie, sześciopasmowe drogi? Żeby przewieźć indyki z rzeźni na dziękczynne stoły narodu. A dlaczego mają takie wielkie zęby? To się już chyba rozumie samo przez się.
Amerykanie i Polacy różnią się w wielu kwestiach. Jedni są dalej, drudzy znacznie bliżej Rosji, jedni są raczej mili, drudzy dość nerwowi (bliskość Rosji może grać tu pewną rolę). Jest jednak coś, co nas łączy: szaleńcza konsumpcja konkretnego gatunku w wybrane święto. Dziękczynienie jest ostatnim dniem znakomitej większości amerykańskich indyków; 24 grudnia skutecznie zakańcza żywot polskich karpi. Przekłada się to na duże liczby: USA produkuje rocznie około 3,5 mln ton indyka (najwięcej, bo 46 mln ptaków, zjadanych jest w Święto Dziękczynienia), a wartość indyczego rynku szacuje się na około 5,5 mld dol. Populacyjnie skromniejsza Polska produkuje ok. 19 tys. ton karpia rocznie (80 proc. sprzedaje się w święta Bożego Narodzenia), a wartość obrotu rybą to ok. 180 mln zł. W każdy inny dzień roku obie nacje zadowolą się kurczęciem lub krową, ale święta domagają się ofiar z konkretnego gatunku.
Dlatego właśnie obie te daty są dobrym momentem na refleksję o moralnym znaczeniu jedzenia zwierząt. Od razu mówię: nie domagam się, by wszyscy rzucili na wpół zjedzone karpie i indyki i zaczęli spożywać tylko to, co samo spadnie z drzewa. Ale wszystkie nasze działania codzienne mają aspekty i złe, i cnotliwe - a świadomy człowiek musi zdawać sobie sprawę z obu.
Najłatwiej zdać sobie sprawę z tych złych, gdy nasze ofiary mają konkretną twarz (pysk lub dziób). Lewe ucho świni w kabanosie czy kawałek osła w plasterku salami nie są z pewnością idealnymi kandydatami do ćwiczenia empatii - ale całe indyki czy (pół)żywe karpie już tak. Poza tym ukonkretnienie zagłady ją uwyraźnia. Nie będę sięgać po nasuwające się porównania z historią ludzką (choć sięgają po nie chociażby J.M. Coetzee czy Peter Singer), ale jest tak, że krzywda skupiona na konkretnym gatunku krzyczy głośniej niż krzywda rozproszona. Skosić łąkę to co innego niż specjalnie wyrwać z niej wszystkie stokrotki. Dlatego łatwiej zrozumieć ciemne aspekty konsumpcji w święta indycze czy karpiane.
A o czym myśleć konkretnie? O tym, czy mięso wyraźnie podnosi nam jakość życia i czy krzywda karpia jest za to dobrą ceną (może jest). O tym, jak ważna jest dla nas tradycja i jakie chcemy ponieść jej moralne koszty w postaci indyka (kto wie). O tym, kim są zwierzęta i czy jesteśmy im coś winni.
A przede wszystkim warto refleksją rozplątywać wszechobecną hipokryzję - bo w te dni właśnie sięga zenitu symboliczna hipokryzja naszej kultury. Rysunki uśmiechniętych karpi panoszą się po Carrefourach przy zbiornikach z tłoczącymi się w nich ledwo żywymi rybami. Amerykańskie supermarkety pełne są obrazów wesołych indyków, które tylko marzą o tym, by znaleźć się na naszym stole. Kolejni prezydenci Stanów Zjednoczonych co roku udzielają symbolicznej amnestii dwóm z nich (Co za ulga dla całej indyczej nacji! Co za radość! Super! Teraz zjedzonych zostanie tylko 45 999 998 indyków!). Symbolem tej hipokryzji stała się w 2008 r. Sarah Palin, gubernator Alaski, która też amnestionowała indyka - pech chciał, że filmowali ją przy farmie, z której pochodził ów szczęśliwiec. Palin udzielała więc aktu łaski wybrańcowi, a w tle panowie w kombinezonach jakby nigdy nic, spokojnie obcinali głowy jego braciom.
Żeby wznieść się na wyższy poziom świadomości moralnej, nie trzeba od razu być świętym - na początek warto wiedzieć, co się robi, komu z tego powodu jest dobrze, a kto cierpi. Dlatego życzę wszystkim tak indyków, jak i karpi - ale z odrobiną refleksji.
@RY1@i02/2014/231/i02.2014.231.000001900.802.jpg@RY2@
Karolina Lewestam etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski
Karolina Lewestam
etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu