Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Kłamcy, oszuści i studenci

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 9 minut

W moim liceum ściągali wszyscy. Nie każdy miał telefon komórkowy, ale jakoś sobie radziliśmy. Moja przyjaciółka na przykład wygrzebała skądś starego walkmana, nagrała na kasetę dopływy Wisły i Odry oraz kompletną listę polskich jezior i ukrywszy słuchawki pod czupryną, dostała czwórkę z geografii. Na maturę z historii przyszliśmy sztywnym krokiem, by nie szeleścić upchanym w zakamarkach ubiorów papierem. Pani przechadzała się wśród nas i zamiast wyrzucać oszustów grzebiących w majtkach w poszukiwaniu daty pierwszej wolnej elekcji, dawała im smutny znak brwią, który mówił "teraz lepiej nie".

Studia nie były wiele lepsze, chociaż mniej było tam inwencji, a więcej kooperacji (stąd może polska preferencja dla egzaminów ustnych, mimo że są czasowo kosztowniejsze i oceniane mniej fair). Skąd ta powszechna, uderzająca niemoralność? Ano znikąd - bo oszustwo akademickie w Polsce nie jest niemoralne. Owszem, jest trudne. Bywa ryzykowne. Ale prawdziwa moralność manifestuje się, uwaga, poprzez ściąganie.

Po pierwsze, studenci nie mają zbyt wielkiego szacunku dla instytucji uczących. Zdarza im się szanować konkretnego pracownika danej instytucji - nauczyciela lub profesora - ale szkołę czy uniwersytet najczęściej widzą jako opresyjny system o dość niezrozumiałych celach. Ten dziwny system ma nad nimi władzę - a przeciwstawianie się opresji jest w naszej skromnej kulturze świadectwem honoru. Ściąganie staje się więc symbolem oporu, niezgody na współpracę z wrogim najeźdźcą. Lepszy człowiek ściąga, tchórz się poddaje.

Po drugie, wymagania są często (słusznie) postrzegane przez uczących się jako nie fair. Dałoby się co prawda nauczyć na pamięć dopływów rzek, ale dorzucenie jeszcze listy zbiorników wodnych to już przesada - zwłaszcza w erze Google i Wikipedii. Brak nawyku tłumaczenia sensowności wymaganej wiedzy sprawia, że student czuje się, jakby kazano mu zrobić dwadzieścia pompek za nic. Ściąganie staje się aktem cichego nieposłuszeństwa obywatelskiego lub symbolem walki z nieracjonalnością. Znów lepszy człowiek ściąga, gorszy bezrefleksyjnie ćwiczy przysiady.

Po trzecie, kooperacja, drużyna i koleżeństwo. Z pewnego, dość rozpowszechnionego punktu widzenia moralność powinna się rozgrywać przede wszystkim w obrębie grupy, do której jednostka przynależy. Uniwersytet jako instytucja nie jest w stanie dać studentom wystarczającego poczucia wspólnoty - ale znajomi z akademika już tak. I tak lepszy człowiek daje ściągnąć, egoista zdradza ziomków.

Po czwarte, wbrew temu, co głosił Kant, moralność gestów i nawyków codziennych nie może się rodzić w próżni - uczymy się cnót wszelakich od naszych towarzyszy. Co oni robią, robimy i my. A kultura moralna szkoły i uniwersytetu jest w kwestii ściągania permisywna (vide: pani od historii) i praktykująca. Kto protestuje, jest jak weganin na Grenlandii - niby ma trochę racji, ale tak naprawdę mógłby się uspokoić i dać ludziom żyć. W Polsce i tak akceptacja ściągania nie jest tak powszechna, jak na przykład w Indiach (rządowe próby zapobiegania ściąganiu spotykają się tam z protestami studentów, którzy twierdzą, że ogranicza się w ten sposób ich przyrodzone prawa) czy w Chinach (sama uczyłam kiedyś chińskich studentów, którzy byli na mnie tak źli z powodu odebrania im telefonów i książek przed testem, że część z nich demonstracyjnie opuściła salę).

Co robić, by ściąganie stało się złe? Amerykańscy studenci, choć zdarza im się to i owo, są w porównaniu z polskimi wręcz aniołami uczciwości. Nie wynika to bynajmniej z wrodzonej czystości ducha, ale z tego, że czują się ważni. Mają zaufanie do instytucji (uniwersytet nie jest twoim wrogiem, raczej, dzięki twoim własnym wyborom, otwiera przed tobą możliwości), poczucie kontroli nad własnym losem (ewaluacje studentów zmiażdżyłyby profesorów, którzy każą wkuwać bez sensu) i zdroworozsądkową intuicję biznesową (skoro płacę za edukację/wkładam w nią dużo czasu i wysiłku, to chcę to wykorzystać). Młodzi Amerykanie nie czują się prześladowani, nie wydaje im się, że ktoś ich pragnie skrzywdzić lub wykiwać - dlatego im częściej niż nam reguły wydają się w porządku.

Uczciwość akademicka stanie się w Polsce cnotą tylko wtedy, gdy skorzystamy z przykładu amerykańskiego i wciągniemy uczniów głębiej w konstruowanie ich własnej szkoły i uniwersytetu. Większa swoboda w dobieraniu zajęć, wpływ na uczących i na program, obywatelska i bardziej osobista struktura instytucji edukacyjnych mogą sprawić, że normy i reguły staną się dla studentów bardziej "własne" - i podział na "my" i "oni", który w dużej części motywuje ściąganie, stanie się bezsensowny. Oszustwo zacznie wyglądać na oszustwo tylko wtedy, gdy zaczniemy szanować oszukiwanego.

@RY1@i02/2014/226/i02.2014.226.000002200.802.jpg@RY2@

Karolina Lewestam etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski

Karolina Lewestam

etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.