Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Samotny lunch Putina

30 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Widzieliśmy, jak Putin je lunch w Brisbane. Sam, po drugiej stronie stołu pani prezydent Brazylii. Takie lunche bufetowe ze stolikami bez oznaczenia miejsc są częste na rozmaitych konferencjach. Na ogół każdy z uczestników szuka przyjaciół czy dobrych znajomych albo kogoś, z kim ma do załatwienia sprawę niezwiązaną z tematem konferencji. Tym razem nikt Putina nie szukał, więc nie należał on ani do jednej, ani do drugiej kategorii. Przywódcy zachodni nie chcieli z nim sobie porozmawiać, bo zapewne już się przekonali, że nic to nie daje, że Putin mówi co innego, a robi co innego. Rozumiem ich. Jednak widok samotnego Putina skubiącego jedzenie (a może i nie, bo on przecież nie jada niepewnych potraw) poszedł w świat i niewątpliwie przywódca Rosji został poniżony w stopniu większym, niż czynią to rozmaite sankcje. Trudno, sam do tego doprowadził.

Jednak zachwyty dziennikarzy nad tym, jak Putin został potraktowany w czasie szczytu G20, zwłaszcza przez gospodarzy - Australijczyków, nie są zrozumiałe. Przywitał go urzędnik niższego stopnia niż wszystkich innych gości. Na wspólnej fotografii postawiono go z samego boku. Nie wiem, czemu miały służyć te symboliczne gesty. Nie rozczulam się nad losem Putina w Brisbane, ale mam wątpliwości co do zasad dyplomacji i gościnności. Można go było nie zapraszać, albo jak już go obrażać, to w sposób spektakularny i merytoryczny, tak żeby musiał wyjechać. Takie dąsy doprawdy nie przystoją poważnym ludziom.

Oczywiście, politycy zachodni nie całkiem zdają sobie sprawę z tego, że w ten sposób obrazili nie tylko Putina, ale i Rosję taką, jaką on sobie wyobraża. I to może mieć konsekwencje, o których zapewne nie myślano i których nie przewidywano. Rosji putinowskiej nie ma sensu obrażać, można ją atakować werbalnie, gospodarczo czy na inne znane sposoby - to może być skuteczne. Obrażanie Putina nie tylko nic nie daje, ale może przynieść konsekwencje, jakich wszyscy politycy, nieustająco wzywający do rozmów, nie przewidzieli. Przypomina to - oczywiście porównanie odległe - fakt, że na początku 1938 r. ambasador Wielkiej Brytanii z upoważnienia swojego ministra, czyli lorda Halifaxa, wszczął w Berlinie rozmowy na temat zaproszenia Hitlera do Londynu. Halifax nawet już wyobrażał sobie, jak Hitler jedzie ulicami Londynu w towarzystwie Jerzego VI. Oczywiście, nic z tego nie wyszło, ale - jak podają różni pamiętnikarze - Hitler był dotknięty tym przecież nieomal oficjalnym, a niepoważnym zaproszeniem. Uczucia Hitlera są oczywiście mało istotne, ale tak się po prostu nie prowadzi skutecznej polityki.

Niedawno niekryjący sympatii dla Putina Steven Seagal (który o dziwo podobno śpiewa) został odproszony przez Estonię, gdzie miał wystąpić. To jest w porządku. Mam jednak pytanie, czy rzeczywiście przywódcy Zachodu już nie chcą rozmawiać z Putinem. Jeżeli tak, niech to jawnie zadeklarują, bo zachowanie w Brisbane przypominało dziecięce zabawy. Jeżeli jednak chcą z nim rozmawiać i - jak deklarują - rozwiązać dyplomatycznymi metodami konflikt na Ukrainie, to mogą go zostawiać samego przy lunchu, ale nie dyplomatycznie poniżać. Nawet delikatnie.

Takie zachowanie bowiem dobrze pokazuje postawę Zachodu i marnie o niej świadczy. Samochody i statki będzie się do Rosji sprzedawało, gaz naturalnie od niej kupowało, ale z braku innych satysfakcji można Putina tak dyplomatycznie i na oczach całego świata ukarać. Przecież to jest zachowanie mało poważne. Pewnie, Putin sam sobie winien, ale lepiej zastosować wobec niego sankcje wyjazdowe i nie wpuszczać go po prostu, niż sprawiać sobie takie wątpliwe przyjemności i popisywać się przed światem, jacy to my jesteśmy stanowczy.

A Putin to sobie zapamięta i tak zacznie się gra w dyplomację poniżej przyjętych w niej obyczajów. Drobny przykład to sprawa polskiego konsulatu w Petersburgu, ale takich przykładów będzie znacznie więcej. Czy to jest dyplomacja na miarę XXI wieku?

@RY1@i02/2014/225/i02.2014.225.00000050a.802.jpg@RY2@

Marcin Król filozof, historyk idei

Marcin Król

 filozof, historyk idei

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.