Wielka Pardubicka gadżetów
Lubię sobie czytać nowinki technologiczne. Fascynują mnie gadżety. Chcę wiedzieć, kto zrobił cieńszy komputer, kto mniejszy zegarek, kto lżejsze smartokulary. Niektórzy mądrzy ludzie mają takie niusy w nosie. Nie chcą śledzić degrengolady umysłu wspierającego się na kolejnych krzemowych protezach. Nie rajcują ich coraz to nowe sposoby, na jakie można robić rzeczy miałkie. Ja jednak nie uważam swojego zainteresowania za frywolne. Gadżety, które odniosły sukces, żyją bowiem w punkcie przecięcia wielu szalenie istotnych kwestii.
Po pierwsze, zwykle identyfikują nieznaną nam wcześniej, niezagospodarowaną dotąd przestrzeń potrzeb. Komu potrzebne jest pięć tysięcy piosenek w kieszeni? Nikomu, kto nie widział jeszcze iPoda. Który kierowca zamiast mapy musi mieć panią, która mu powie: "Skręć w lewo" czy "Jedź prosto"? Żaden, dopóki ten pierwszy raz nie zda się na GPS-a. Ile możemy się więc o sobie nauczyć rzeczy nieznanych, śledząc postęp popularnej technologii! Po drugie, dobrze zrobiony gadżet jest jak sonda wysłana w głąb naszego mózgu. Sukces jakiegoś urządzenia jest często rezultatem odkrycia, że główny pstryczek musi być czerwony, a nie zielony - bo tak są nasze neurony zaplątane, że czerwony znajdziemy szybciej. Skoro już nie oczekujemy od mózgu, żeby się naginał do urządzeń, tylko chcemy, by urządzenie było dostosowane do naszych fabrycznie zainstalowanych instynktów, musimy je poznać, zanim spuścimy z taśmy produkcyjnej jakiś sensowny telefon. Po trzecie, technologia to nauka spełniona i obowiązkiem każdego, kto chce rozumieć świat, jest orientacja w tej sprawie. Po czwarte, implikacje dla formy życia, jakie wnoszą wystarczająco wszędobylskie urządzenia, są spektakularne. Jakże inaczej wygląda nasz dzień dziś niż 20 lat temu! I jakie to fascynujące! A po piąte, nie ma nic piękniejszego niż estetyka pisana gramatyką ergonomii - gadżety bywają piękne tym pięknem, które wyrasta nie tyle z artystycznej fantazji, ile z rygorystycznej fuzji z funkcją.
Może więc nie trzeba tracić z oczu rzeczy ważnych, przeglądając fora dyskutujące przydatność nowego zegarka? Może gadżety mogą stać się pretekstem do podróży w głąb natury ludzkiej? Może zainteresowanie technologią codzienności to dziś najlepsza droga do samopoznania? Przyjemnie byłoby tak myśleć, jeśli tak jak ja spędza się co najmniej tyle samo czasu na Slashdocie czy Engadgecie, co na Pudelku. Ale mądrzy ludzie mają trochę racji: jest w czytaniu o gadżetach coś niepokojącego. Nie jest to jednak sam fakt zainteresowania technologią; niekoniecznie wszak prowadzi ona do umysłów zniewolonych. To raczej tendencja do upadku ciekawej refleksji w momencie, kiedy gadżetowi się uda.
Każdy gadżet bowiem przechodzi przez kilka faz opisu. Póki jest czymś niewiele większym niż idea wykluwająca się z jaja gdzieś w Kalifornii, wszyscy dziennikarze parający się IT stają się nagle filozofami. Google Glass! - krzyczą. Co z nami zrobi ten produkt? Jaki będzie świat, w którym każdy może mieć na sobie kontrolowane głosem okulary, zeskanować naszą twarz i nas potajemnie zgooglować, nagrać, opisać, sfilmować, przeżuć i wypluć? Jak zmienią się stosunki międzyludzkie? Jak trzeba będzie zmienić prawo, jak zmienimy się my? Równie głębokie pytania towarzyszyły wejściu pierwszych telefonów komórkowych (prywatność versus bezpieczeństwo, komunikacja a prawo do samotności) czy iPadów (czy chcemy z tworzenia przestawić się na konsumpcję treści?). Niech no tylko taki gadżet zadomowi się w teczkach i kieszeniach. Zaczyna się za to Wielka Pardubicka. "Amazon wprowadza nowe gadżety tak jak armia partyzancka szykuje się do ataku - najpierw niepewnie, a potem z dzikim okrucieństwem" (New York Times o telefonie Amazona). Kidle był brzydki, Kindle Fire jest ładniejszy, ale czy waży o dwa gramy mniej? Czy Motorola sama się podda, czy iPhone musi ją zmiażdżyć? I tak filozofia zmienia się w sportowy komentarz, gdzie urządzenia ścigają się na kapitalistycznym torze przychodu firm, walcząc w nieistotnych konkurencjach (Więcej pikseli! Pół grama mniej!). Technologia może być pożywką dla umysłu. Ale zwykle bywa Pudelkiem. Chyba że czytamy o czymś, co dopiero ma się stać - dlatego idę teraz poczytać o przynoszących paczki dronach.
@RY1@i02/2014/212/i02.2014.212.000002400.802.jpg@RY2@
Karolina Lewestam etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski
Karolina Lewestam
etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu