Lepiej ostrzegać, niż się przyglądać
Lista ostrzeżeń np. przed oszustami udającymi banki czy poważne firmy inwestycyjne, prowadzona przez Komisję Nadzoru Finansowego, ma długą historię. Mimo braku (do niedawna) precyzyjnych regulacji spełniała pożyteczną rolę. Kto pod jej wpływem dmuchał na zimne, nie zaniósł pieniędzy do Amber Gold i latem 2012 r. nie płakał, kiedy złota piramida runęła. Nic nie wiadomo o przeciwnym przypadku: by nadzór przez pochopne umieszczenie na liście podciął skrzydła przejrzystemu biznesowi, a w rezultacie go zrujnował. Trzeba więc przyznać, że KNF zgrabnie wypełniała lukę między inercją organów państwa, takich jak prokuratura (pozwalającą różnym piramidom i ich twórcom hasać do woli) oraz brakiem uprawnień po swojej stronie a oczywistą potrzebą ochrony konsumentów, którzy na rynku finansowym często są zwodzeni i manipulowani. I KNF nie bała się odpowiedzialności.
To nie znaczy, że było dobrze tak, jak było. Jednak wprowadzając zmiany, wylano dziecko z kąpielą. Teraz na liście ostrzeżeń (a raczej w rejestrze zawiadomień) są wszystkie firmy, w przypadku których KNF wystąpiła z odpowiednim pismem do prokuratury. I są na niej wiecznie. To znaczy, że w systemie alertów są poważne błędy. Należy je poprawić. W interesie tych, którzy wolą wiedzieć, komu powierzają pieniądze.
@RY1@i02/2014/210/i02.2014.210.000000200.802.jpg@RY2@
Krzysztof Jedlak zastępca szefa Dziennika
Krzysztof Jedlak
zastępca szefa Dziennika
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu