Po studiach za kółko. Na rynku pracy nic do siebie nie pasuje
Oprawie trzy tygodnie wydłużył się w 2013 r. przeciętny okres szukania pracy. W Polsce jest on najdłuższy w Unii i wynosi już 13,1 miesiąca. Średnia jak zwykle nie mówi wszystkiego. Osoby, które w urzędach pracy żadnych ofert nie znajdują, samodzielnie szukają zajęcia już ponad 18,8 miesiąca! Ponad półtora roku staramy się o robotę, mimo że w tym samym czasie więcej miejsc pracy w gospodarce utworzono, niż ich ubyło.
To alarmujące z wielu względów. Rujnuje ludzi psychicznie, ale także niweluje pozytywny efekt "reformy 67", wydłużającej okres aktywności zawodowej. Jak widać, wydłuża o wiele mniej, niż się wydaje, dużą część czasu, w którym powinniśmy pracować, spędzamy bowiem na bezrobociu. Naszego emerytalnego konta nie zasilają w tym czasie żadne składki. Takie wnioski płyną z najświeższego raportu NBP z 2014 r. "Badanie ankietowe rynku pracy" pod redakcją Joanny Tyrowicz.
To już kolejna edycja raportu, z której wynika, że na naszym rynku pracy nic do siebie nie pasuje. Sposoby działania urzędów pracy nie pasują do potrzeb pracodawców, więc firmy szukają nowych ludzi (jeśli w ogóle to robią) bez ich pośrednictwa. Poza tym pośredniaki obejmują swoim działaniem teren powiatu, więc wiedza ich pracowników na temat potrzeb rynku pracy w całym regionie jest żadna. Podobnie jak bliższa współpraca między urzędem a przedsiębiorstwami. Jeśli już, to tylko na własnym terenie. Jeśli więc bezrobotni są w jednym powiecie, a oferty pracy w sąsiednim, to dzięki PUP-om obie strony raczej się nie spotkają.
Ale nie zawsze winą za fatalny stan rzeczy da się obarczyć urzędy. Coraz większa liczba ofert pracy nie trafia do nich także dlatego, że to nie są pełne etaty. A tylko takie oficjalnie mają prawo znaleźć się w ofercie państwowego urzędu. Przepisy nie są więc dopasowane do rzeczywistości. Na umowy śmieciowe, które w przypadku osób nowo zatrudnionych stały się już regułą, firmy poszukują więc ludzi innymi kanałami. Czas tego szukania się wydłuża.
Twórcy przepisów krępujących urzędy pracy nie mogą nie dostrzegać zmian na rynku, nawet jeśli te zmiany idą w niedobrą stronę. Autorzy raportu uważają zresztą, że nie jest aż tak źle, jak nam się wydaje. Twierdzą, że aż połowa absolwentów, którzy rozpoczynali pracę u danego pracodawcy na gorszej umowie (określenie "umowy śmieciowe" w raporcie nie pada), przed upływem roku ma już umowę stałą. "Aż" połowa czy "tylko" połowa?
My też nie pasujemy do potrzeb rynku pracy. Ale wielu usiłuje się dopasować. Z raportu wynika, że coraz więcej osób poszukujących pracy (obecnie już 46 proc.) godzi się na każde warunki. Brak urlopu, ubezpieczenia chorobowego opłacanego przez pracodawcę, byle tylko móc zarobić. Nasza gospodarka nie jest w stanie wchłonąć tylu absolwentów wyższych uczelni. Rok 2013 był kolejnym, w którym liczba miejsc pracy dla takich osób była mniejsza niż liczba absolwentów. Narasta więc w Polsce niepokojące zjawisko, że osoby z dyplomami wyższych uczelni decydują się na pracę w prostych, marnie opłacanych zawodach, niewymagających ukończenia studiów.
Przybywa więc zawodowych kierowców z tytułami magistrów. Panie magister coraz częściej zatrudniają się w handlu i gastronomii, bo tu często brakuje ludzi. Coraz mniej natomiast potrzeba ich do pracy biurowej. Najwięcej miejsc pracy oferuje sektor usług, w którym jednak płace są w naszym kraju wyjątkowo niskie. Zaś elastyczność, jakiej wymaga się od zatrudnionych - wyjątkowo duża. Systematycznie ubywa też pracy w przemyśle oraz budownictwie.
Nie należy z obecnej sytuacji wyciągać wniosku, że zamiast na studiach lepiej kształcić dzieci w szkołach zawodowych. Po nich kłopoty ze znalezieniem pracy wcale nie są mniejsze.
Kiedy będzie lepiej? Ankietowani pracodawcy nie pozostawiają złudzeń. O zatrudnianiu nowych osób pomyślą dopiero wtedy, gdy popyt na oferowane przez nich towary lub usługi wyraźnie wzrośnie. Na to jednak przy obecnym tempie wzrostu zarobków się nie zanosi. Zwłaszcza że ci sami pracodawcy już alarmują, że płaca minimalna stała się zbyt wysoka i ona także hamuje wzrost zatrudnienia. Nasza gospodarka z powodu zbyt małej innowacyjności walnęła w szklany sufit.
Coraz więcej osób szukających pracy godzi się na każde warunki
@RY1@i02/2014/206/i02.2014.206.000000400.803.jpg@RY2@
Joanna Solska publicystka tygodnika "Polityka"
Joanna Solska
publicystka tygodnika "Polityka"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu