Nie oddawajmy wojen ekstremistom
W 1856 r. Rosja doznała bardzo dotkliwej porażki w wojnie krymskiej o panowanie nad Morzem Czarnym i Turcją. Okazało się, że imperium jest zacofane i słabe. Na tron wstąpił nowy car - reformator. W dziejach Rosji cyklicznie powtarza się ten schemat: ujawnione zacofanie imperium, nowy car, wielkie reformy, wielkie zamieszanie. Tym razem reformatorem był Aleksander II. Panowanie jego poprzednika porównywano do długotrwałej zimy, początek panowania Aleksandra II - do odwilży.
Polacy zareagowali na zwiastuny tej odwilży z ogromnymi nadziejami. W takich okolicznościach przybył do Warszawy car (maj 1856 r.). Wykonał pod naszym adresem ładny gest - otworzył Szkołę Główną w Warszawie (czyli dzisiejszy Uniwersytet). Ale wygłosił do reprezentacji polskiej szlachty i duchowieństwa twarde przemówienie: "Pomyślność Polski zawisła od jej zupełnego zjednoczenia się z innymi narodami mojego cesarstwa. (...) Point de reveries, Messieurs (Panowie, żadnych marzeń!)".
W 2014 r. Putin wygrał drugą wojnę krymską (tę, której rzekomo wcale nie było) i przywraca Rosji granice sprzed 1991 r., oficjalnie tylko ubolewając z powodu "zamieszania" na Ukrainie. Jego imperium, mimo pospiesznie modernizowanej armii, nie jest potęgą, Zachód ma wielokrotną przewagę militarną i gospodarczą. W 1856 r. Europa Zachodnia była pełna cynicznej i uzasadnionej wiary w słuszność swojego postępowania. Dzisiaj łączy ona słuszne przekonanie o własnej wyjątkowości z przeświadczeniem, że dobrostanu europejskiego nie wolno podważać w imię najbardziej nawet oczywistych racji moralnych i politycznych. Ginąć w drodze do Europy - no, to jeszcze jakoś większość Europejczyków uznaje za normalną kolej rzeczy. Ginąć za Europę, a precyzyjnie mówiąc, raptem dopuszczać taką myśl, że ktoś "od nas" ma ginąć, wydaje się rzeczywistością, z którą godzą się tylko demony neofaszyzmu i postmilitaryzmu. My, Europejczycy, tym goręcej wierzymy, że wojny i rewolucje dotyczą "innych", im bardziej staje się jasne, że będzie odwrotnie. Chciałoby się krzyknąć do naszych europejskich liderów: "Żadnych marzeń, panowie (i panie)".
@RY1@i02/2014/202/i02.2014.202.00000270a.802.jpg@RY2@
Jan Wróbel dziennikarz i publicysta
Jan Wróbel
dziennikarz i publicysta
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu