Nie mają serca do NFZ
Trzeba mieć zdrowe nerwy i serce, aby bez fatalnych dla zdrowia konsekwencji kierować placówkami medycznymi w Polsce. Teraz także - zwłaszcza w tych, gdzie wykonuje się wysokospecjalistyczne procedury kardiochirurgiczne - pełne napięcia oczekiwanie. Do tej pory 12 takich drogich, wymagających umiejętności i odpowiedniego wyposażenia świadczeń zamawiał i opłacał minister zdrowia. Teraz mają one przejść - jak reszta świadczeń - pod zarząd Narodowego Funduszu Zdrowia. Szpitale, a zwłaszcza kliniki, gdzie trafiają najcięższe przypadki, obawiają się wycenowej urawniłowki - tego, że każda placówka dostanie tyle samo za procedurę, niezależnie od tego, jakim sprzętem i fachowcami dysponuje. Jeśli dostanie, bo NFZ jest znany z tego, że nie lubi płacić. Resort zdrowia był natomiast solidnym płatnikiem. Żeby uprzedzić zarzuty, że się czepiam funduszu, opowiem pewną ekstremalną może, ale wymowną historię. Otóż jest szpital w Pszczynie prowadzony przez prywatną spółkę. Szpital ma kardiologię inwazyjną, ale nie ma na nią kontraktu z NFZ. Mimo tego jest zobowiązany przyjmować na ten oddział pacjentów z zagrożeniem życia (ostra niewydolność wieńcowa, zawał serca, zatrzymanie krążenia z powodów sercowych). Zwykle tych przywożą nocą karetki. Więc przyjmują, ratują, leczą.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.