Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Historia pewnego spustoszenia

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

W zblazowanym świecie rodzimego dzien- nikarstwa ekonomicznego mało kto czemukolwiek się dziwi. Po co, jeśli wszyscy wszystko wiedzą? Jak pomysły na gospodarkę, to skrajnie liberalne. Jak oszczędności, to na biedniejszych, bo ich jest masa, a poza tym z bogatym nie ma co zadzierać, bo jeszcze się obrazi i ucieknie za granicę. Sednem uprawiania polityki gospodarczej oraz probierzem jakości rządzenia stała się równowaga budżetowa, deficyt jest gorszy niż Jocker nękający Batmana. A z podatkami to już jedna litania - liniowe, jak najmniejsze, a w ogóle to najlepiej, żeby ich nie było. Gospodarcza rzeczywistość dawno temu została opisana, skatalogowana i odłożona na półkę. Ta zadowolona z siebie gromadka dziennikarzy ekonomicznych dawno zapomniała, co jest sednem uprawiania tego zawodu - zadawanie pytań. Rafał Woś, na co dzień publicysta DGP, daje nadzieję, że jeszcze dziennikarstwo ekonomiczne nie zginęło.

"Dziecięca choroba liberalizmu" to zbiór tekstów, który niejednego doprowadzi do pasji. Woś bez skrupułów atakuje wizję świata, z której wielu z nas jest tak dumnych - neoliberalizm. Ideologię (to najwłaściwsze słowo), która poczyniła w naszych umysłach i w naszej gospodarce tak wielkie spustoszenia, że jeszcze długie lata będziemy się z niej leczyć.

Można czytać " Dziecięcą chorobę liberalizmu" jak alternatywną - wobec dominującej - wersję rzeczywistości. Można jako zjadliwą krytykę. Można też jako diagnozę, która ma być punktem wyjścia do najważniejszego pytania: jak to wszystko naprawić? Ta perspektywa jest chyba najbliższa autorowi. Bo Woś się nie zgadza. Nie zgadza się, że to, co nas spotkało w ostatnich 25 latach, było niekończącym się pasmem sukcesów, że model transformacji ustrojowej, który przyjęliśmy na przełomie lat 80. i 90., był najlepszym z możliwych, prywatyzacja w takiej skali niezbędna, a zdegenerowany rynek pracy pozwala optymistycznie myśleć o przyszłości. To nie jest niezgoda krnąbrnego uczniaka, ale dogłębny namysł, poparty argumentami, liczbami i faktami.

Woś rozprawia się z mitami, które nie pozwalają nam spojrzeć na gospodarkę świeżym okiem. Bo jeśli państwo jako takie nie jest złe, biznes prześladowany, praca za droga, związki zawodowe niedobre, a wydatki socjalne zbyt duże? A jeśli podatki nie są za wysokie, tylko system ich zbierania dziurawy? Co taka perspektywa oznacza dla obywatela, co dla państwa, a co dla ekonomistów? Jak urządzać świat, jeśli komunizm umarł, a neoliberalizm zapadł na śmiertelną chorobę?

Można się z Wosiem nie zgadzać. Można się na niego wściekać. Ale swoje publicystyczne zadanie wypełnia on doskonale: stawia pytania, nad którymi musimy się zastanowić.

@RY1@i02/2014/197/i02.2014.197.00000280a.802.jpg@RY2@

Rafał Woś, "Dziecięca choroba liberalizmu", Studio Emka, Warszawa 2014

Andrzej Andrysiak

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.