Zagrożenie prywatności a siedzenie na piachu
kac moralny
Orany, natychmiast zmieńcie swoje ustawienia prywatności na Facebooku, oni chcą was sprzedać. Wejdźcie w "settings" i skasujcie zgody na wszystko: na profil, przyjaciół, lubienie tego i tamtego, oglądanie zdjęć. Nie podawajcie kodu pocztowego przy kupnie skarpet w H&M czy KappAhl: połączą go z numerem karty kredytowej i cap, mają wasze nazwisko, wasze imię, wszystkie głoski i spółgłoski, może nawet już wiedzą, że mówią na was "Łysy" i "Geniu". Nie szukajcie w góglu, bo Google będzie wiedział o was wszystko, że "Aleksandra Ambrosio topless", "ile kalorii ma pieróg z wiśnią" i "jak wywabić plamy z krwi". Nakryjcie się wysokonakładową gazetą, schowajcie w workach z wyciętymi na oczy dziurami, workach możliwie anonimowych, bez znaków szczególnych; niech nie pisze na nich ani "Jan Niezbędny’ ani "Paclan", bo oni mają przecież wasze rachunki z Carrefoura, zobaczą, kto co kupił i już, katastrofa gotowa, po was, koniec, szlus. Zniszczcie skrzynki pocztowe, bo to tam znajdują się wstydliwe dowody na to, że już was przecież mają: karty stałego klienta z Sephor i Empików, listy od złych ludzi, którzy znają wasz adres, pozdrowienia od NSA, gazetka z okazji urodzin Tesco i propozycje kart kredytowych z banku. Ukryjcie siebie, ukryjcie córki wasze i żony wasze - w dziurach, kanałach, zaułkach, wśród ludzi bez odcisków palców, pozbawionych kont na YouTubie, prowadzących zamaskowaną egzystencję na obrzeżach Tora, którzy umieją strzelać bronią bez numerów seryjnych do rządowych dronów, to wasza jedyna szansa, by zbiec przed okiem Wielkich Braci i Sióstr ku bezludnej wyspie, oazie prywatności, uff.
Zapis powyższej paniki jest dla wielu z nas całkowicie zrozumiały - jesteśmy w końcu nieustannie szkoleni w strachu przed zbierającymi nasze dane firmami oraz rządami. Każdy raport o wycieku haseł z Google czy Yahoo powoduje, że łapiemy się w strachu za perły; dzieci w szkołach nie opowiadają sobie już o rosyjskiej czarnej wołdze, ale o szpiegujących e-mail i telefon Amerykanach. Słowem kluczem jest "prywatność" - to ją chcemy zachować, to o nią się boimy, to jej będziemy bronić do ostatniej kropli krwi. To na nią nastają tajemnicze siły rządowo-korporacyjno-złoczyńcze. A czym tak dokładniej jest ten Święty Graal? Na pewno dość drastycznie się zmienił na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci. Niegdyś prywatnym było po prostu to, co dzieje się w domu. Freud rozumiał prywatność przez pryzmat osobowości, jako pole dla wolnego jej przedłużenia. Ale od czasu rewolucji internetowej o prywatności nie mówi się już w kategoriach przestrzennych (dom/świat) ani psychologicznych (myśl, osobowość, życie wewnętrzne versus życie na miejskiej agorze). Prywatność dziś to przede wszystkim kontrola nad informacją o sobie - głównie informacją wirtualną. Chcemy mieć absolutną pewność, że nie zostanie za nami cyfrowy ślad identyfikujący bądź identyfikujący w sposób, który nam się nie podoba. A polityczne oburzenie czujemy najgłębiej wtedy, jeśli ktoś nas wydał, pokazał, zidentyfikował.
Jest w naszej nienawiści do zbierających dane instytucji wiele słusznego gniewu. Gniew ten dotyczy spraw dużych, takich jak demokracja (zbyt duża informacyjna kontrola rządu może blokować proces demokratyczny), manipulacja (kupimy nie to, co chcemy, ale co nasz zaprogramowany przez ciągłą ekspozycję mózg uzna za dostępne), wolna wola i bezpieczeństwo. Ale nie da się ukryć, że siedząc w swoim worku na bezludnej wyspie, gdzie żadna nie dosięgnie nas kamera i żaden haker nie dorwie, zestrzeliwszy drony i wyrzekłszy się konsumpcji przyjaźni i produktów online, staniemy się powoli smutnymi wyrzutkami społeczeństwa. Nie zamówimy sobie książki w księgarni internetowej, nie zrobimy selfie pod palmą, żeby pokazać kolegom, no i nie zaproponują nam lepszej ceny za szminkę w Sephorze. Gapić się będziemy tylko w horyzont i nawet palmy nie zasadzimy.
I może wtedy przyjdzie nam do głowy, że nie przeszkadza nam, że patrzą nam przez okno, że słuchają, jak mruczymy, że zobaczyli nasz PESEL w negliżu. Byleby, panie, żyło się wygodnie i człowiek mógł wreszcie podnieść tyłek z tego piachu. Panika odchodzi, gdy zaczynają się codzienne potrzeby - dziś związane głównie z użytkowaniem nie do końca bezpiecznych dla naszych danych serwisów.
I - jak wszystko dzisiaj - powoli kwestia prywatności ze sprawy pryncypiów staje się sprawą negocjacji jakości życia.
@RY1@i02/2014/192/i02.2014.192.000002200.802.jpg@RY2@
Karolina Lewestam etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski
Karolina Lewestam
etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu