Kominówkę puścić z dymem
Przekaz w zasadzie jest prosty. I jak mantra powtarzany od lat przez kolejne ekipy rządzące. Jest ustawa kominowa, która reguluje maksymalne zarobki prezesów spółek Skarbu Państwa, więc ich wynagrodzenia nie mogą być wyższe niż sześciokrotność średniej pensji brutto w sektorze przedsiębiorstw. Czyli około 24 tys. zł brutto. I od razu przekaz podprogowy - to wpływa na jakość zatrudnianej kadry. Tym bardziej zadziwia, że jak przychodzi do roszad i łapanek na stanowiska rządowe, to poszukiwania rozpoczyna się od tej, wydawałoby się, gorszej kasty menedżerów. I przy okazji zwykły Kowalski dowiaduje się, że jednak czegoś nie zrozumiał. Bo jak ministrem zostaje prezes spółki X, gdzie Skarb Państwa ma swoje udziały, to dobrze czy źle? Bo w końcu specjalista czy nie? I tu zagadka się wyjaśnia. Kominówka kominówką, a faktyczne zarobki to inna sprawa. Wynagrodzenie wcale nie jest takie niskie, bo są sposoby na ominięcie nieżyciowych przepisów. Do tego dochodzi suta odprawa. W tym miejscu potwierdza się prawnicza anegdota. Zgodnie z nią dobry menedżer zaczyna negocjacje kontraktu od warunków swojego odejścia. I najczęściej udaje mu się wywalczyć wysokość odprawy nieosiąganą dla 90 proc. społeczeństwa. Pół biedy, jeżeli ma to zabezpieczyć interesy spółki, na wypadek gdyby specjalista chciał przejść do konkurencji. Gorzej, jeżeli taki bonus przysługuje niezależnie od tego, czy ona w ogóle istnieje na rynku i na czyj wniosek umowa jest rozwiązywana. Bo czy resort infrastruktury stanowi konkurencję dla PKP? Zrozumiałabym, gdyby prezes polskich kolei przechodził, powiedzmy, np. do Deutsche Bahn, której pociągi, załóżmy hipotetycznie, jeżdżą po naszych torach. Ale z tego, co wiem, w kraju jest tylko jeden publiczny przewoźnik, który świadczy tego typu usługi (inna sprawa, ile tam spółek). Fatalnego wrażenia związanego z zamieszaniem wokół ponadpółmilionowej odprawy dla minister Wasiak nie zmaże nawet jej deklaracja, że przekaże ją na cele charytatywne. To tylko rozpaczliwa próba rozwiązania jednostkowej sytuacji. Problem systemowy pozostaje. Ustawa kominowa to złe prawo. Staliśmy się mistrzami w jej obchodzeniu i dzięki temu lista spółek podległych Skarbowi Państwa, których szefowie zarabiają i po 60 tys. zł miesięcznie, wydłuża się. Bo tak się dzieje już nie tylko w energetyce czy górnictwie, ale też w placówkach ochrony zdrowia. I to niezależnie od tego, czy spółka na plusie, czy po raz kolejny zostanie oddłużona na koszt podatników. Do tego jest to prawo patologiczne, bo zmuszające do wchodzenia w buty kombinatorów. Stąd powszechna opinia, że jak się "upaść", to na państwowym. Problem w tym, że taką łatkę przypina się również przeciętnym urzędnikom, których płace od 2008 r. są zamrożone. Ale oni kontraktów menedżerskich, będących furtką pozwalającą na ominięcie kominówki, nie podpisują. Choroba będzie się pogłębiać, dopóki o obsadzaniu stanowisk w kluczowych spółkach będą decydować wpływy polityczne, a nie przejrzysta procedura konkursowa. I jeszcze nieraz przeczytamy komunikaty, jak ten wystosowany po wycofaniu się Igora Ostachowicza z wejścia do zarządu PKN Orlen: "Zrezygnował z pełnienia funkcji członka zarządu". Nie wiem tylko, czy mu to uwłacza, czy to jedynie niefortunny dobór słów.
@RY1@i02/2014/188/i02.2014.188.000000200.802.jpg@RY2@
Dominika Sikora zastępca redaktor naczelnej
Dominika Sikora
zastępca redaktor naczelnej
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu