Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Ballada o żelaznym Leszku

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Ten wywiad rzekę warto przeczytać. Bo jest w nim cały Leszek Balcerowicz. Apodyktyczny, niechętny głębszej samorefleksji i wygodnie okopany na pozycjach libertariańskiego radykalizmu.

Od osób bliskich Balcerowiczowi wiem, że plany spojrzenia wstecz na dorobek minionych 25 lat istniały już od dawna. Bo i jest co wspominać. Ale jest coś jeszcze. Leszek Balcerowicz nie jest naiwny. Doskonale widzi, że z roku na rok jego dzieło coraz bardziej się pruje. Nie, nie chodzi o polityków, którzy porzucili "mityczne" reformy wolnorynkowe. Balcerowicz demokratycznie wybranych polityków nie darzy najmniejszym szacunkiem. I najchętniej by ich zastąpił delegowanymi technokratami (takimi, jak on sam). Problem polega na czymś dużo bardziej poważnym. W Polsce po 25 latach debata ekonomiczna zaczyna się pluralizować. Nie przypomina już czarno-białej bajeczki o dobrym rynku i złym państwie. "Liberalny" przestaje być synonimem rozwiązania "skutecznego" i "słusznego". Czasem nie bez przyczyny kojarzy się wręcz dokładnie odwrotnie. I Leszka Balcerowicza to chyba martwi. A może nawet irytuje. Tak to przynajmniej wygląda, jeśli obserwuje się jego ostatnie wystąpienia publiczne. Takie, jak ta książka.

Od strony warsztatowej "Trzeba się bić" to pozycja bardzo dobra. Rozmówczyni Balcerowicza Marta Stremecka (była wicenaczelna "Dziennika" i współszefowa wydawnictwa "Czerwone i Czarne") nie daje się swojemu bohaterowi zanadto wodzić za nos. Momentami próbuje go nawet przycisnąć. Szczególnie udanie, gdy idzie o koniunkturalną postawę młodego ekonomisty wobec reżimu (Balcerowicz był członkiem PZPR w latach 1969-1981) oraz jego początkowy dystans wobec opozycji. Stremecka próbuje też kontrować "Profesora" za błędy terapii szokowej. Robi to jednak w sposób dość sztampowy (PGR-y, protesty związkowe). Więc nawykły w odpieraniu tego typu zarzutów Balcerowicz wychodzi z tego starcia obronną ręką. I już jest w swoim żywiole, roztaczając przed czytelnikiem znane doskonale Balcerowiczowe pejzaże. Wychodzi więc z tego kolejna odsłona wyświechtanej ballady o żelaznym "Profesorze" walczącym z podłymi i twardogłowymi grupami interesu.

W warstwie faktograficznej niczego nowego się tu nie dowiadujemy. "Trzeba się bić" jest interesująca z innego powodu. Na jej podstawie można przeanalizować kilka Balcerowiczowskich chwytów, za pomocą których "Profesor" lubi obezwładniać swoich adwersarzy. Na przykład taki (w pierwszej chwili dość zaskakujący) skrajny manicheizm. Według zasady: moje pomysły są wyłącznie dobre, moich krytyków zawsze fatalne. To się u Balcerowicza płynnie przelewa na personalia. Gdy Stremecka pyta go o oponentów, Balcerowicz mówi tak: "Mam wrażenie, że powodował nimi jeden z dwóch motywów. Albo najczęściej kombinacji obydwu. Pierwszy to zwyczajna zawiść. Na zasadzie, dlaczego Balcerowicz stoi na czele zmian". Drugi motyw to "wpływ etatystycznych doktryn". Ale one nie są w pojęciu Balcerowicza nawet tematem do dyskusji. Raczej wyrazem pewnego intelektualnego upośledzenia. I tak na przykład o Karolu Modzelewskim Balcerowicz mówi: "Tak to już jest, że ludzie inteligentni w jednej dziedzinie są bezrozumni w innej". Innym razem postponuje dwóch noblistów Josepha Stiglitza i Paula Krugmana krótkim: "W odróżnieniu od nauk ścisłych Nobel z ekonomii nie jest żadną gwarancją ani wysokiej jakości intelektualnej, ani zwykłej rzetelności laureatów". I tak jest za każdym razem. Krytyk Balcerowicza z definicji musi być ignorantem. A już na pewno spieranie się z nim to tylko strata czasu.

Inny chwyt to instrumentalne traktowanie nauki. Gdy Stremecka pyta o PGR-y, Balcerowicz się denerwuje. Domaga się danych statystycznych, które mają zaświadczyć, że na terenach popegeerowskich faktycznie doszło do społecznej katastrofy. Obserwacje rozmówczyni wyśmiewa jako nienaukowe. Jednocześnie sam nie kwapi się bynajmniej do podpierania swoich tez wymaganymi od innych badaniami empirycznymi. Nie robi tego, bo takich badań nie ma. A przynajmniej nie ma takich, które by dawały potwierdzenie dla Balcerowiczowskiego radykalizmu w kwestii (powiedzmy) zwalczania "rozbuchanych" wydatków socjalnych czy palącej konieczności obniżania podatków.

Dla kogoś, kto nigdy nie spotkał się z Balcerowiczem twarzą w twarz, taki obraz może być zaskakujący. Bo od profesora, męża stanu i ważnego świadka historii oczekuje się jednak większej autorefleksji i umiejętności zejścia na poziom niuansu. A czasem powiedzenia "pomyliłem się". Tymczasem Leszek Balcerowicz z "Trzeba się bić" to radykał. Niemający problemu z przekraczaniem granicy libertariańskiego populizmu, obsługującego wyświechtane mity, że podatki wysokie, politycy marni, a państwo marnotrawne. Podczas gdy prawdziwe problemy są dziś zupełnie gdzie indziej. Taki Balcerowicz sam autuje się z debaty o najważniejszych dla polskiej gospodarki wyzwaniach.

@RY1@i02/2014/182/i02.2014.182.000002600.101.jpg@RY2@

Leszek Balcerowicz, "Trzeba się bić. Opowieść biograficzna", Wydawnictwo Czerwone i Czarne, Warszawa 2014

Rafał Woś

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.