Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Hardcorowy normal

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 10 minut

Gdy młodzi ludzie mają tyle szczęścia, że mogą zająć się sobą, a nie przetrwaniem, moda staje się dla nich narzędziem filozofii praktycznej. Używa się jej do samopoznania, próbując zrozumieć siebie poprzez przymierzanie różnego rodzaju szat (czy lepiej się czuję jako aspirujący intelektualnie rozczochraniec w rogowych okularach, czy raczej jako nieogolony nerd w koszulce z napisem "Atari"?), lub do ekspresji wykształconej już osobowości (tylko kolor czarny plus okazjonalny ćwiek może w pełni wyrazić głębię mojej ogólnej niezgody/ tylko niedopasowana sukienka w kwiaty opowie moją ironiczną, lecz jednak nostalgię za nieuchwytną kobiecością dawnych czasów). To, co i jak się nosi, staje się językiem osobistej polityki (np.: precz z futrem/ ubraniami z Bangladeszu/ garniturem jako symbolem kapitalizmu/ ogólnym konformizmem tekstylnym). Z wysokości starszego wieku lub prawdziwych problemów życiowych semantyczna gęstość stylu młodych ludzi może wydawać się śmieszna. Ale szukać swojej drogi przez rzeczywistość musi każdy, nawet dzieci dobrobytu - i błahość medium, w jakim odbywa się walka o własną narrację, niekoniecznie ujmuje tej walce subtelności. Widać to na przykładzie normcore, czyli hardcorowej normalności - najnowszego stylu nowojorskich hipsterów.

O co chodzi z normcore? Fiona Duncan z "New York Magazine" napisała tak: "Zeszłego lata zdałam sobie sprawę, że gdy patrzę na przechodniów w Soho od tyłu, nie jestem już w stanie stwierdzić, czy to mieszkająca tu artystowska młodzież, czy turyści w średnim wieku". I jedni, i drudzy mieli na sobie zwykłe tenisówki, słabo dopasowane płócienne spodnie, wygodny polarek i czapeczkę "Kocham Nowy Jork". Innymi słowy, wśród młodzieży, która do tej pory wedle ścisłych przepisów żonglowała Pradą i lumpeksem, modne stało się ubieranie w zwyczajne rzeczy ze zwyczajnych sklepów, jak Gap czy Target, na wzór ludzi, którzy o zawiłościach stylu nie słyszeli nigdy. Tłumacząc na polski, normcore byłoby warszawką znienacka odzianą w skarpety do granatowych basenoklapek KicKars, szare bluzy z kapturem H&M, nieobcisłe dżinsy z wyprzedaży w Carrefourze i znoszone polary z naszywką "Polartec".

Dla większości komentatorów normcore to ostateczny dowód na to, że nowojorska młodzież po pierwsze jest całkowicie oderwana od rzeczywistości, a po drugie potwornie się nudzi. Ale lektura manifestu normcore, spisanego przez badającą trendy grupę K-Hole, pokazuje, że ruch w stronę zwykłości stylu może być o wiele głębszy, niż się może zdawać zdziwionemu liczbą swoich klonów turyście w Soho.

"Dawno temu ludzie rodzili się w społecznościach i spędzali życie, szukając indywidualności. Dziś rodzą się indywidualnościami i całe życie szukają społeczności" - pisze K-Hole. Dotychczasowy nacisk na poszukiwanie własnej, niepowtarzalnej narracji i budowę unikatowej osobowości porozstawiał młodych ludzi na archipelagach; widzą się ze swoich maleńkich, wyjątkowych wysepek, ale nie potrafią się ze sobą skomunikować. "Obrzeża stały się zbyt tłumne" - czytamy dalej, zaczynając rozumieć, że w sytuacji gdy każdy słucha innej muzyki, ma inaczej przebite uszy i ubiera się u innego podziemnego designera, "największą odmiennością staje się całkowite odrzucenie odmienności". Wyrafinowana konsumpcja stylu, według K-Hole, okazała się słabym narzędziem samoaktualizacji; autentyczność przez odmienność okazała się mitem. Globalizacja i dostęp do sieci wreszcie zdołały uświadomić młodemu człowiekowi, że jest jednym z siedmiu miliardów ludzi i kropka - żadna manipulacja stylem, ironią i odmiennością tego nie zmieni. Normcore jest "postaspiracyjne", niezainteresowane wyjątkowością. Przyjmuje własną niespecjalność, wyrzeka się indywidualizmu na rzecz przynależności. To odrzucenie barier, jakie subkultury wzniosły między sobą w poszukiwaniu samookreślenia, tęsknota za życiem niezironizowanym. Przestańmy konsumować w nadziei na autentyczność, zajmijmy się rozmową.

Całkiem niegłupie, jak na dzieci dostatku, prawda? W kategorii manifestów stylu normcore wygrywa dzięki ważnej misji i antykonsumpcyjnemu przekazowi. To znaczy wygrywa przez następny miesiąc lub dwa, zanim "zwyczajne" sandały Birkenstock na dobre zadomowią się na wybiegach, a Marc Jacobs wypuści spodnie prawie jak z Gapa, tylko z inaczej wszytą kieszonką. Wtedy wprawne oko zacznie odróżniać turystę od mieszkańca Soho - i turysta z ikony mody zmieni się w obiekt subtelnej drwiny stylem. A normcore z wyciągniętej do innych ręki - w nieuchwytny dla plebsu wyznacznik wyrafinowania. Ale tak to już jest.

@RY1@i02/2014/167/i02.2014.167.00000130a.802.jpg@RY2@

WOJTEK GÓRSKI

Karolina Lewestam etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski

Karolina Lewestam

etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.