Bucem być
Czy wszyscy wokół ciebie są niekompetentni? Czy pretensje, jakie mają do ciebie inni, są nieracjonalne i nieuzasadnione? Czy przynajmniej kilka razy dziennie musisz sobie dawać radę z idiotami, bo tacy pracują na poczcie, na kasie w markecie, w twojej firmie? Jesteś otoczony ćwokami, bęcwałami, tumanami i palantami, wśród których okazjonalnie kryją się, ku twemu wytchnieniu, nieco mniej szkodliwi osioł i matołek? Jeśli tak, to przykro mi, ale jesteś bucem.
Tak przynajmniej twierdzi Eric Schwitzgebel, filozof z University of California w Riverside, którego wnikliwą analizą bucowatości (jerkitude) chciałabym się podzielić. Po co? Po pierwsze dlatego, że to ciekawe: zbyt rzadko filozofowie moralności zajmują się tym, co nas faktycznie otacza (jak buce, chamy, dupki, wredne typy czy jak tam jeszcze dobrze przetłumaczyć dość obraźliwe słowo "jerk"). A po drugie dlatego, że czytanie takich analiz ma wymiar terapeutyczny. Wszyscy pamiętamy Jamesa Fallona, słynnego badacza mózgu - biedny Fallon badał mózgi psychopatów do momentu, w którym zrozumiał, że sam również jest psychopatą. Przynajmniej zrozumiał to na tyle szybko, że zdołał pochować ostre narzędzia. Ponieważ bucowatość nie jest cechą zero-jedynkową, ale rozpiętą na kontinuum, każdy z nas może być trochę bucem - a zdobyta przez lekturę samoświadomość będzie naszym pierwszym krokiem do poprawy jakości życia społecznego i zdebucowania zabucowanej rzeczywistości.
Kim jest buc? To ktoś, pisze Schwitzgebel, kto jest ślepy na emocjonalne i intelektualne perspektywy otaczających go ludzi. Inni nie są dlań równoprawnymi aktorami na moralnej scenie życia, nie rozumieją też rzeczywistości tak dobrze jak buc. A ponieważ są od buca gorsi i głupsi, buc czuje się usprawiedliwiony, traktując ich instrumentalnie lub uważając ich istnienie za generalnie obraźliwe. Tak więc ludzie, z którymi buc jedzie w przedziale, chrupią głośno jabłka nie dlatego, że są głodni, ale po to, by go denerwować. Gdyby buc nie był porządnym człowiekiem, którym jest ku własnemu utrapieniu, wyrwałby im te jabłka i porozkwaszał na twarzach ku przestrodze innym bezmyślnym jabłkożercom. Pracownik buca, który się spóźnił pięć minut, to nie istota, której zamknięto drzwi autobusu przed samym nosem, ale nieodpowiedzialny patafian i zagrożenie dla firmy - przy czym buc, oczywiście, zawsze rozumie, dlaczego on sam się spóźnił minut dwadzieścia, i oczekuje, że inni także go zrozumieją, chyba że są nieczułymi tumanami. Człowiek, który kupuje przed bucem ostatnie na półce mleko, nie jest po prostu miłośnikiem owsianki - jest za to przedstawicielem mułowatej gawiedzi złożonej z półgłówków, która nie rozumie, że bezrefleksyjnie utrudnia życie obywatelom od niej istotniejszym.
Udziałem buca jest więc po pierwsze defekt emocjonalno-moralny (odmowa empatii, wykształcona obojętność na problemy innych), a po drugie intelektualny (przecież nikt, pisze Schwitzgebel, nie ma zawsze racji w konfliktach z innymi). Są to moralne braki, za które można i należy buca winić - buc jest bowiem, inaczej niż dziecko lub skrajny psychopata, zasadniczo zdolny do zrozumienia odmiennych perspektyw. Bucowatość jest cechą nabytą, którą zresztą tym łatwiej w sobie wykształcić, im wyżej w hierarchii społecznej się znajdujemy. Bo skoro tak nam się udało, to chyba musi w nas coś być, prawda? A skoro jesteśmy tacy fajni, to czemuż, ach czemuż, wciąż jeszcze musimy użerać się z plebsem?
Buce pochodzą jednak zarówno z nizin, jak i z wyżyn; zasadniczo rzecz biorąc, bucowatość to cecha egalitarna. Biednych i bogatych buców łączy brak poczucia wstydu, automatyczna racjonalizacja własnej gburowatości i zniecierpliwienie wszechobecną moralną i intelektualną ciemnotą. Buc lubi oceniać moralnie innych, ale zawsze zrobi to tak, żeby na tym wygrać. Jeśli buc jeździ do pracy tramwajem, to tych ciołków, co ładują forsę w auta, żeby stać w korkach i zatruwać powietrze innym, będzie darzył głęboką pogardą. Jeśli spędza dużo czasu przed lustrem, będzie uznawał szykowny wygląd za świadectwo charakteru, a brak makijażu lub drogiej koszuli za nieumiejętność radzenia sobie z życiem. Nawykowe wyłączanie empatii sprawia, że buc nie potrafi zrozumieć innych form życia, a wiara we własną wyższość zamienia to niezrozumienie w pogardę moralną. Nie ma więc w bucu za grosz tego, co według Schwitzgebela leży w samym sercu praktycznej, życiowej moralności: miłosierdzia.
Nie jest dobrze być bucem. Buc nie jest dobry ani dla samego siebie (nieustająca pogarda człowieka wykańcza), ani dla świata społecznego, który wszak trzyma się w kupie dzięki poczuciu jakiej takiej wspólnoty, której buc jest antytezą. Ale jak poznać, że jest się bucem? Podobno, twierdzi Schwitzgebel, jest to jedna z cech, które umykają introspekcji. Dlatego zamiast zaglądać sobie w serca, lepiej zrobić to statystycznie: sprawdzić, ile wokół nas jest idiotów, bęcwałów i jełopów. Jeśli zaliczymy do tych grup więcej niż 50 procent naszej puli społecznej, prawdopodobnie jesteśmy bucami. Możemy też po prostu przeczytać powyższy opis buca. Jeśli rozpoznaliśmy w nim swoich przyjaciół, podwładnych, szefów, rodzinę, krewnych i znajomych oraz panią z poczty, ale dziwnym trafem nie siebie, to są duże szanse, żeśmy, moi drodzy, zwykłe buce.
@RY1@i02/2014/162/i02.2014.162.00000150a.802.jpg@RY2@
Karolina Lewestam etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski
Karolina Lewestam
etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu