Ukraina wierzy w siebie
Nie jęczymy jak stropione kobiety/gdy czuć silny spadek lub ostre podejście wzwyż./Nagrodą naszą jest dostarczony ładunek./Wszak nas czekają; dotrzemy za wszelką cenę./Ni wybuchy, ni kule nie zatrzymają nas,/nie wróciliśmy z trasy, naprzód pełznie kamaz" - śpiewał w czasie inwazji ZSRR na Afganistan Aleksiej Smirnow. A jako że historia powtarza się jako farsa, tym razem kierowcy mieli nieco inne zadanie: nastraszyć Ukrainę.
Od marca, gdy rosyjskie wojska stanęły na ukraińskiej granicy, w tamtejszych mediach pojawiają się zatroskani specjaliści z Rosji (w tym pewien były doradca Kremla), podający kolejne daty inwazji wojsk rosyjskich - sprawdzone, pewne, bazujące na dobrze poinformowanych źródłach. Początkowo to działało, zwłaszcza że towarzyszyły im doniesienia o podejrzanych ruchach sąsiedniej armii, która potrafiła pomaszerować na granicę, by zatrzymać się kilkaset metrów od terytorium Ukrainy.
Teraz jednak Ukraina robi swoje. Kolejne miasta są odbijane z rąk separatystów; obszar ich władania szybko się kurczy. Jeśli Kijów wierzy Władimirowi Żyrinowskiemu, że Putin podjął już decyzję o III wojnie światowej, nie pomoże mu nawet najbardziej ugodowa postawa wobec tzw. republik ludowych. Jeśli nie wierzy - a takie i ja mam wrażenie - to w rękach ukraińskich żołnierzy oraz głowach ich dowódców leży wyzwolenie ostatnich skrawków ich ojczyzny.
@RY1@i02/2014/158/i02.2014.158.000000200.802.jpg@RY2@
Michał Potocki zastępca szefa Dziennika
Michał Potocki
zastępca szefa Dziennika
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu