Orban i Kaczyński, pochwała niekonsekwencji
Deklaracja Viktora Orbana, że nie chce u siebie demokracji liberalnej, wywołała sporo paniki, że Węgry ostatecznie podryfują w stronę autorytaryzmu. Orban, udowadniają to jego rządy, lubi wygłaszać zdecydowane sądy, a następnie je wprowadzać w życie. Ale wyrywkowo. Bo jednak, kto by pomyślał, przejmuje się ewentualnymi konsekwencjami swoich posunięć.
To Orban powiedział, że dla zagranicznych firm skończyła się na Węgrzech era kolonizacji. Ale jak podają analitycy Instytutu Sobieskiego, udział zagranicznych firm w tworzeniu PKB jest drugi co do wielkości w UE (po Irlandii). Zwolennicy Orbana jako dowód na to, że nie rzuca słów na wiatr, wskazują podatki nałożone na banki czy firmy energetyczne.
Przy okazji otwarcia placówki Huawei - raptem trzy miesiące po przemówieniu o "końcu ery kolonializmu" - premier Węgier powie, że "tylko kraje otwarte na Chiny (...) będą w stanie utrzymać się na powierzchni i zostaną zwycięzcami w pokryzysowym świecie". Może Orban za kolonizatorów uważa tylko zachodnie firmy, a te chińskie są OK? No, nie. Za 1/4 eksportu węgierskiego odpowiada przemysł samochodowy, znajdujący się aż w 90 proc. w rękach zagranicznych (niemieckich). Czy Orban atakował z taką werwą niemieckie firmy samochodowe jak niemieckie firmy energetyczne? Bynajmniej. Witał radośnie nowe inwestycje zagraniczne w tym sektorze i zachęcał ulgami podatkowymi, w imię tzw. reindustrializacji. O kolonizacji całkiem się w tym wypadku zapomina.
Dobrze świadczy o premierze, jeśli mierzy siły na zamiary i wie, gdzie wolno robić rewolucję, a gdzie lepiej sobie odpuścić. Ale to właśnie rozbieżność pomiędzy słowami a działaniami premiera Orbana pozwala nam spać spokojnie. Do tej pory Orban wsławił się negatywnie atakiem na sąd najwyższy (ikona demokratów prezydent Roosevelt robił to samo 80 lat temu) czy zmniejszaniem niezależności banku centralnego. Niemniej o wiele więcej mówi, że zrobi, niż robi naprawdę. Oby i w Polsce było podobnie, kiedy Jarosław Kaczyński zrealizuje wreszcie obietnicę, że "tutaj, nad Wisłą, będzie Budapeszt".
@RY1@i02/2014/157/i02.2014.157.000002300.802.jpg@RY2@
Jan Wróbel dziennikarz i publicysta
Jan Wróbel
dziennikarz i publicysta
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu