Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Liberalny beret

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 12 minut

W 2005 r. symbolem radykalnego katolicyzmu w Polsce została starsza pani w moherowym berecie. Nakrycie głowy sugerowało, że jego nosicielka przeciwstawia się sekularyzacji państwa, nie lubi gejów, broni życia poczętego i religii w szkołach, posiada makatkę z papieżem, a przy tym uważa, że młodzież jako taką charakteryzuje dekadencja i degrengolada. Jeśli na potrzeby chwili zdefiniujemy konserwatyzm światopoglądowy jako niechęć do wprowadzania nowych wzorców społecznych i trzymanie się wartości "tradycyjnych" (religia jako rytuał, naród, hierarchia społeczna, rodzina itp.), to starsza pani w berecie była takiego konserwatyzmu zarówno najdojrzalszym wykwitem, jak i karykaturą. Gdyby tylko jeszcze wierzyła w państwo wolnorynkowe, można by ją bez wstydu pokazywać w USA i wzbudzać zazdrość Partii Herbacianej, radykalnego podzbioru ichniej Partii Republikańskiej.

Wyniesienie beretu do rangi symbolu sprawiło, że powoli rozkręcająca się wówczas polska wojna światopoglądowa zaczęła mieć znamiona wojny międzypokoleniowej - wszak młodzi berety nosili raczej niechętnie. Beret potwierdzał intuicję, że to wiek jest główną siłą, która czyni człowieka zatwardziałym konserwatystą. Mitt Romney, republikański kandydat na prezydenta USA w 2012 r., tak tłumaczył swoją radykalizację: "To życie czyni człowieka bardziej konserwatywnym". Łączeniu wieku z beretowatością sprzyjały badania nad związkiem między światopoglądem a osobowością. Gdy Erich Fromm usiłował postawić konserwatystom diagnozę psychologiczną, pisał, że czują się bezpiecznie, kiedy gromadzą (rzeczy, uczucia, pieniądze); akt oddawania (redystrybucja czy inwestycje uczuciowe, takie jak współczucie czy empatia) jest dla nich zagrożeniem. Dodawał do tego zaciśnięte usta i kompulsywną potrzebę, by rzeczy leżały na właściwym miejscu. Czyż nie kojarzymy tych cech ze starością? Ta zbieżność cech charakteru z politycznymi sympatiami po raz pierwszy potwierdzona została empirycznie przez Michaela Maccobyego, który udowodnił, że wyborcy głosujący na liberalnych światopoglądowo kandydatów na prezydenta w USA mieli o wiele więcej tolerancji na nieprzewidywalność rzeczywistości niż wyborcy konserwatywni. Późniejsze badania (polecam zwłaszcza Johna T. Josta) też pokazywały konserwatystów jako ludzi przerażonych zmianą. Mają sobie radzić z tym lękiem po pierwsze przez absolutyzowanie znanych i przetestowanych wartości i rozwiązań społecznych, a po drugie poprzez poczucie spokoju, jakie płynie z przynależności do instytucji hierarchicznych, takich jak Kościół czy wojsko. U liberałów tymczasem potrzeba bezpieczeństwa podobno przygrywa w meczu emocjonalnym ze współczuciem i ciekawością drugiego człowieka, ale także z buntowniczością i pewnego rodzaju życiowym niechlujstwem (znów cechy młodości przeciwko cechom starców). Za jedną z twarzy lęku przed nieprzewidywalnym obrotem spraw uznaje się często "potrzebę domknięcia" (need for closure). Jest to niska tolerancja na to, że się czegoś tak do końca nie wie. Teorie konserwatywne mają zwykle większą moc wyjaśniającą ("sprawy mają się tak a tak, i koniec"), a teorie liberalne zwyczajowo są "niedomknięte" (są na przykład wrażliwe na kwestię opresji grup społecznych i dlatego muszą bez końca dopuszczać do głosu kolejne mniejszości, nie mając pojęcia, jak to wpłynie na ich postulaty). I gdy się tak te rzeczy czyta, to wojna światopoglądowa coraz bardziej wydaje się konfliktem generacji.

Zawsze coś mi w tym nie pasowało. Jeśli współczucie jest jednym z najwierniejszych towarzyszy liberała, myślałam sobie, to wiek powinien właśnie człowieka liberalizować. Jednym z warunków współ-czucia z drugim człowiekiem jest przecież rozumienie jego problemu. Z tym się człowiek nie rodzi, tego się trzeba uczyć. Im dalej na osi czasu, tym więcej potencjalnych żyć spróbowaliśmy, tym bliżej obejrzeliśmy przeróżne inności (innymi słowy to, że teraz zawsze zostawiam napiwek w restauracji, wzięło się z mojej własnej przygody z kelnerowaniem - trudniej byłoby mi współodczuwać z kelnerami, gdybym nie otarła się o ich rzeczywistość. Podobnie poparcie dla małżeństw gejów w USA wzrasta wprost proporcjonalnie do ilości znajomych homoseksualistów - otrzeć się znaczy zrozumieć). A potrzeba domknięcia? Przecież im człowiek starszy, tym bardziej wie, że nic nie wie, bo rzeczywistość z uporem maniaka każdego dnia weryfikuje jego ostateczne teorie i w końcu nie ma innego wyjścia, jak tylko patrzeć na świat w niemym zadziwieniu, jak na stado ptaków, które owszem, leci, ale nie wiadomo, w jakim kierunku.

Dlatego cieszę się, że (dzięki "New York Times") znalazłam (dość stare, bo z 2007 r.) badania Nicka Dangelisa. Twierdzi on, że kojarzenie siwizny z rosnącym konserwatyzmem brało się z pewnego błędu: porównywano zawsze starszych i młodszych w danej chwili. Ale gdy zbadamy poglądy starszych ludzi na przestrzeni ich życia, okaże się, że w większości stają się bardziej otwarci. W porównaniu do wnuczki moherowy beret babci będzie więc większy, ale w porównaniu do samej siebie w wieku wnuczki babcia dziś może się okazać radykalnym liberałem.

A więc jest szansa, że życie otwiera, a nie zamyka. Dlatego uznanie starszej pani w berecie za symbol zamknięcia światopoglądowego mogło być mocno niesprawiedliwe. Być może jej podróż od, powiedzmy, całkowitego wyparcia świadomości istnienia homoseksualizmu do przeciwstawiania się legalizacji związków jednopłciowych była długa i pełna psychologicznych kompromisów. A jej wnuczka niech uważa, bo za pięćdziesiąt parę lat to o niej będą mówić, że ma zaciśnięte usta.

@RY1@i02/2014/148/i02.2014.148.00000170b.802.jpg@RY2@

WOJTEK GÓRSKI

Karolina Lewestam etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski

Karolina Lewestam

 etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.