Nad-użycie a dobro wspólne
Po czym poznać moją matkę w restauracji w Ikei? Po tym, że na tacę kładzie pełną garść opakowań z solą, chociaż użyje jednego. Z tym że tak naprawdę nie można jej po tym skutecznie poznać, bo wszyscy wokół robią to samo i pobierają sól, cukier i keczup, nawet jeśli kupili sobie tylko sernik. Po czym poznać moją dobrą koleżankę K. w kawiarni? Po tym, że nabiera pełne garście serwetek z dyspensera, chociaż kąciki ust dyskretnie obetrze sobie jedną, a resztę wyrzuci - z tym że to kiepska metoda na zidentyfikowanie jej, bo bywa, że ja robię dokładnie to samo. Po czym poznać mojego męża wśród golących się mężczyzn? Po tym, że odkręca wodę, zanim akcja na dobre się zacznie, i nie zakręca jej, dopóki nie wyjdzie z łazienki. Z tym że oczywiście trudno byłoby go po tym poznać, bo tysiące innych golących się facetów ma identyczną, wodno-rozrzutną procedurę. Wciąż nadużywamy rzeczywistości w jej drobnych przejawach: po co wycierać ręce jednym papierowym ręcznikiem, skoro można pięcioma? Po co zanosić zakupy w jednej plastikowej torbie, skoro fajniej w czterech? A skoro już jesteśmy w Ikei, to chyba możemy wziąć sobie ze dwa fajne i błyszczące katalogi, które potem wyrzucimy, bo przecież po kiego grzyba nam one? Nieważne, ile człowiek potrzebuje, ważne, ile mu się zmieści w dłoni (w torbie, na tacy, w kieszeni). Jest, to bierzemy.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.