Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Samorządowcy, ratujcie nas przed nauczycielami

28 czerwca 2018

Jako ojciec trójki dzieci bardzo się ucieszyłem, że nie będę musiał im kupować do szkoły podręczników, ćwiczeń i innych pomocy edukacyjnych. Na to wszystko znajdą się pieniądze w budżecie. Ktoś powie, że to i tak idzie z moich podatków. Nieważne - idea słuszna. Niepokoją mnie tylko zachcianki nauczycieli.

W poniedziałek opisywaliśmy, jak w jednej ze szkół w gminie Nieporęt nauczycielka zażyczyła sobie, aby rodzice przyszłych pierwszaków kupili dodatkowy podręcznik za 50 zł. Nie wystarczy jej ten przygotowany przez MEN. Rodzicom pozostaje go kupić lub na początku drogi edukacyjnej narazić dziecko na szykany.

I tu jest pole do popisu dla samorządów i innych organów prowadzących szkoły, a także dla samych dyrektorów. Powinni dusić w zarodku zapędy nauczycieli do zakupoholizmu. Przecież przepisy oświatowe wskazują, że można uczyć dzieci nawet bez żadnego podręcznika. Ale to wymaga od pedagogów większego wysiłku i zaangażowania! Zapewne nie bez znaczenia jest fakt, że jeśli nauczyciele namówią opiekunów na dodatkową książkę, to mogą otrzymać np. gotowy program nauczania od wydawcy, który inaczej musieliby sami napisać.

Dziwi także to, że pedagodzy błędnie i niezgodnie z przepisami wybierają rodziców jako adresatów swoich zachcianek. A przecież w ustawie o systemie oświaty jest jasno powiedziane: nauczycielu, jeśli nie podoba ci się darmowy podręcznik przygotowany przez MEN, to zgłoś się do wójta lub burmistrza, by kupił wszystkim dzieciom inny. Za środki z gminnej kasy. Z takimi prośbami nauczyciele wylecieliby jednak z hukiem z gminnego wydziału edukacji, a może i z pracy. Dlatego się nie narażają. Doskonale wiedzą, że samorządy nie mają środków na spełnianie ich żądań. Inaczej jest z rodzicami. Ci muszą mieć, a jeśli nawet nie mają, to można przecież zagrać na ich emocjach i pieniądze się znajdą.

W całej sprawie nie bez winy jest też resort edukacji, bo mógł przecież dać gminom dotacje nie tylko na zakup ćwiczeń lub książki do angielskiego, ale także elementarza. Znów wygrał rządowy PR. Już widzę po wakacjach, jak premier z szefową MEN rozdają dzieciom podręczniki w podwarszawskiej wiejskiej szkole podstawowej. W efekcie na pierwsze miejsce wysuwa się dobry wizerunek rządu, a nie dobro dziecka. Za to wszystko na końcu i tak muszą zapłacić rodzice.

@RY1@i02/2014/131/i02.2014.131.18300050a.802.jpg@RY2@

Artur Radwan dziennikarz Gazety Prawnej

Artur Radwan

dziennikarz Gazety Prawnej

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.