Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Deprecha na Facebooku

30 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 9 minut

Facebook znowu zdenerwował ludzi (kto nie wierzy, niech wejdzie na ten portal i przeczyta liczne opinie użytkowników o tym, jak beznadziejny jest Facebook). Ostatni głośny problem z dotyczył współpracy firmy z NSA, amerykańską Agencją Bezpieczeństwa Narodowego (okazało się, że FB w imię walki z terroryzmem i w ogóle wszelkim złem udostępniał NSA dane o swoich użytkownikach). Obecny problem jest nieco bardziej subtelny. Nikt z Facebooka nie opowiadał po agencjach rządowych, na jakie chadzamy imprezy i czy kupujemy napalm za to pod lupą znalazły się nasze nastroje. Zbadano mianowicie, co się stanie, gdy użytkownik będzie widział tylko te posty przyjaciół, które są miłe, wesołe i z przytupem, a co, jeśli przepuści się na jego stronę startową tylko informacje o huraganach i pogrzebach. Eksperymentem z 700 tys. użytkowników udowodniono, że człowiek albo zaraża się ogólną euforią i też zaczyna wrzucać na Facebooka pieśni Louisa Armstronga i grupowe zdjęcia labradorów, albo sam popada w depresję i dzieli się wyłącznie fragmentami rumuńskich filmów o aborcji i opisami konfiguracji własnych pryszczy. A więc możemy podnieść lub ovbniżyć nastroje społeczne na wielką skalę, manipulując wymową emocjonalną dostępnych informacji.

Dlaczego te badania wzbudzają takie kontrowersje? Prawnie, jak się zdaje, wszystko jest w jako takim porządku (nie tak dawno Facebook dodał do swojej umowy z użytkownikiem mętny zapis o możliwości prowadzenia badań i analiz, które mogą się przyczynić do "poprawy jakości serwisu"). Mogłoby chodzić o to, że badania te odbyły się w ramach inicjatywy związanej z Departamentem Obrony (znów stary znajomy FB, amerykański rząd), która ma na celu badanie nastrojów społecznych na świecie ale większość oburzonych nawet nie dotarła do tej informacji. Są proceduralne kontrowersje związane z tym, że wbrew niejasnym deklaracjom firmy z Menlo Park komitet etyki na Cornell nie wydał pozytywnej opinii co do tych badań, zanim je rozpoczęto. Ale takimi drobiazgami niestety mało kto się martwi. Większość komentatorów koncentruje się na kwestii pogwałcenia prywatności użytkowników. Rzecz to niebłaha i warta osobnego poematu (w końcu wszyscy wiemy, że wara od naszych danych, na pohybel itp.), ale wydaje się, że w tym konkretnym przypadku chodzi o coś innego.

O wolną wolę mianowicie. Pojęcie to jest być może filozoficznie przestarzałe, może trudne do wyjaśnienia, nieco zbyt religijne w konotacjach. Wciąż jednak funkcjonuje w języku naturalnym i pozostaje kryptonimem czegoś istotnego dla sposobu, w jaki poruszamy się po świecie. Zdrowie psychiczne człowieka współczesnego, który wie wiele o kwestiach takich jak determinizm, efekt Wertera czy wpływ pogody na ludzkie nastroje, wymaga, żeby człowiek ten przynajmniej mógł wyobrażać sobie autonomię własnych motywacji. To ja głosuję na torysów, to ja zdecydowałem się na czerwone auto, to ja sam poczułem nagłą chęć wrzucenia grupowego zdjęcia labradorów na Facebooka. Oczywiście człowiek współczesny bardzo dobrze wie, że żadne z poruszeń jego duszy nie jest tak autonomiczne, jak by chciał. Człowiek współczesny zaręcza się, bo obejrzał komedię romantyczną, pije latte, bo to właśnie zamówił pan w kolejce przed nim, dzieli się konstelacją swych pryszczy z przyjaciółmi na Facebooku, bo taki efekt wywiera nań zmanipulowane prodepresyjnie środowisko informacyjne. Ale do diabła, mówi człowiek współczesny, czyż nie mogę żyć dalej w schizofrenicznym świecie, gdzie wiem, że nie mam wolnej woli, ale jednak wiem, że ją mam? Zdać sobie sprawę, że było się szczurem laboratoryjnym w badaniu Facebooka to jak być zmuszonym do przyznania się przed sobą: tak, owszem, jestem zewnątrzsterowny, nie stanowię o sobie, nie mam pojęcia, dlaczego robię to, co robię.

Sądzę, że to właśnie dlatego tak nas zdenerwowały badania FB. Dzielenie się naszymi danymi wzbudza oburzenie raczej polityczne; traktowanie nas jak przedmioty eksperymentu - również. Ale ten konkretny występek Facebooka powoduje lęk niemalże egzystencjalny. Niech sobie Wielki Brat patrzy w nasze dane osobowe, ale od danych naszej duszy, od intencji, myśli i nastrojów wara. Bo zaraz wcale nas nie będzie, a to się nam na pewno nie spodoba, ot co.

@RY1@i02/2014/128/i02.2014.128.00000070a.802.jpg@RY2@

Karolina Lewestam etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski

Karolina Lewestam

etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.