Tak wygląda prawdziwa ekologia
Przykuwają się do drzew i blokują budowę autostrad. Chcą zabronić jeżdżenia SUV-ami. Przez nich musimy uczestniczyć w chorych i kosztownych porozumieniach typu Kioto i przez nich nie można nam jeździć na nartach tam, gdzie jest najfajniej. Ekolodzy to prawdziwa zakała naszych czasów. Zawsze tak uważałem i mam na to mnóstwo dowodów. Możecie zatem spróbować wyobrazić sobie ogrom mojego zdumienia, gdy ładniejsza, lepsza i rozsądniejsza połowa mnie któregoś dnia podsunęła mi pod nos papier, z którego wynikało, że zgodziła się co miesiąc przekazywać jakimś wariatom 20 zł na ochronę rysi. Namówiła ją do tego dwójka domokrążców, którzy - wbrew głoszonym przez siebie ideałom - nie byli odziani w papierowe koszulki i spodnie utkane z trzciny. Za to wszystkie dokumenty ładnie opakowali w foliowe koszulki (bo, jak wiadomo, folię wytwarza się z morskich alg i rozpuszcza się ona w ciągu trzech sekund od momentu włożenia do posolonej wody). Nie wytłumaczyli niestety, jak zamierzają zajmować się tymi rysiami. Możl i we, że kupują im kocimiętkę, ale nie sądzę, aby to poprawiło ich libido i zachęciło do prokreacji. Nie słyszałem też, aby w Polsce odbywały się jakieś polowania na te dzikie kotki, więc nie widzę specjalnej potrzeby ich chronienia. Nie wykluczam jednak, że WWF chce wysiedlić kilkadziesiąt wsi w Bieszczadach, aby "powiększyć terytorium łowieckie rysi". Ci sami ludzie są święcie przekonani, że gdyby żyli 100 mln lat temu, ocaliliby dinozaury i dziś po naszych ogrodach zamiast jamników hasałyby triceratopsy. Jak by tego dokonali? Możliwe, że zebraliby od każdego po 20 zł i za uciułane fundusze odwołali wszystkie wybuchy wulkanów, uderzenia asteroid w ziemię oraz ocieplenia klimatu.
Wszystko to pachnie megalomanią, wyłudzaniem kasy i obłudą. Tak samo jak bojkotowanie morskich platform wiertniczych. Ekofanatycy wywieszają na nich transparenty w stylu "Stop zalewaniu środowiska ropą naftową". Przepraszam bardzo, a w jaki sposób dopłynęliście do tej platformy? Na własnoręcznie zbudowanej tratwie czy może holowały was grenlandzkie foki? Bo na mój gust, to była to motorówka albo trawler, w którego baku było to, co wydobywa się na bojkotowanej przez was platformie. I odczepcie się w końcu od myśliwych! Prawda jest taka, że wódka na polowaniach ocaliła więcej zwierząt niż Greenpeace.
Prawdziwa ekologia polega na czymś zupełnie innym - na czerpaniu pełnymi garściami z tego, co dała nam matka natura. Przy czym trzeba to połączyć z tym, co wymyślił człowiek. Czyli ze skuterami wodnymi, motolotniami, żaglówkami, quadami, sprzętem do wspinaczki etc. Innymi słowy, fajny sprzęt i piękne miejsce gwarantują przednią zabawę. (Eko)logiczne, prawda? I właśnie znalazłem samochód, który doskonale w tę logikę się wpisuje. To nowa toyota land cruiser.
"Nowa" to może za dużo powiedziane, bo auto po prostu przeszło facelifting, czyli to, co kobiety przechodzą każdego ranka w łazience. Generalnie Toyota podłubała trochę przy światłach i paru detalach, ale efekt jest mniej więcej taki, jak dłubanie chirurga przy Ani Grodzkiej - motyla nie da się z tego zrobić i koniec. Land jest więc brzydki. Tak brzydki, że aż ładny. Serio. Nie potrafię wytłumaczyć, o co dokładnie w tym chodzi, ale jego toporność, wielkość i stylistyczna niezdarność sprawiają, że jako całość prezentuje się zaskakująco dobrze. To samo tyczy się wnętrza - konsola środkowa ma kształt nagrobka wyciosanego w kamieniu, a mimo to rewelacyjnie pasuje do charakteru auta. A skoro już przy wnętrzu jesteśmy, to zapewniam was, że będziecie zachwyceni jego przestronnością. Miejsca jest tyle, że do porozumiewania się z pasażerami drugiego i trzeciego rzędu siedzeń (auto może być siedmioosobowe) przydałby się interkom. Wyposażenie? Jakość wykonania? Komfort? Do żadnej z tych rzeczy nie można mieć zastrzeżeń, choć jednocześnie trzeba pamiętać, że to nie bmw X5 ani mercedes klasy M.
Land cruiser jest jednak od nich znacznie lepszy. Widząc X5 na ulicy, myślicie: facet je ukradł, ma małego i pewnie parkuje pod żeńskim liceum. A gdy spotykacie na drodze land cruisera, oczami wyobraźni widzicie biznesmena, który w każdej wolnej chwili ładuje na przyczepę quada, skuter wodny i żaglówkę i z całą rodziną jedzie cieszyć się z życia. I dokładnie taka jest toyota - daje poczucie wolności. Możecie nie mieć bladego pojęcia, do czego służy te pięćdziesiąt przycisków odpowiadających za wszystkie ustawienia napędu i zawieszenia, ale wiecie, że wyciągną was z każdej ewentualnej opresji. Ten samochód jest po prostu cholernie skuteczny w każdych warunkach. Oprócz tych asfaltowych. Na każdym rondzie pokonywanym z prędkością powyżej 5 km/h przednie koła piszczą niczym szczeniak przeciągany przez maglownicę, dlatego łatwiej, skuteczniej i szybciej po prostu przejeżdżać je na przełaj, nie przejmując się garbami, krawężnikami czy dziurami. I tak nic wam się nie stanie. Z drugiej strony po autostradzie z dużym spokojem możecie jechać 160-180 km/h. Bo jest cicho. I wszyscy zjeżdżają wam z drogi. A nawet jeżeli któregoś razu ktoś nie zdąży, to wierzcie mi - nie będzie to wasz problem, tylko jego.
Land mnie urzekł. Zbudowali go ludzie, którzy święcie wierzą, że wszystko jest dla nas - także najdziksze góry, dżungle, jeziora, rzeki, pustynie, wydmy, plaże etc. I że wszędzie tam da się dojechać samochodem. Innymi słowy są to zupełnie inni ludzie niż ci, którzy stworzyli priusa. Ci hodują w domu paprotki, krzyczą coś o emisji CO2 i prawie do życia tygrysów bengalskich, ale nigdy nie wyjechali za miasto. Bo boją się, że w lesie pokąsałyby ich komary, w górach mogliby się pośliznąć i zwichnąć kostkę, nad jeziorem - utopić, a w Bieszczadach zjadłyby ich rysie.
@RY1@i02/2014/128/i02.2014.128.00000130b.803.jpg@RY2@
Toyotą Land Cruiser
@RY1@i02/2014/128/i02.2014.128.00000130b.804.jpg@RY2@
Łukasz Bąk szef sekretariatu redakcji
Łukasz Bąk
szef sekretariatu redakcji
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu