Wojownicy Temidy na peronie
Felieton
W poprzednim felietonie, poświęconym wojownikom Temidy, mianem tym określiłem polskich radców prawnych i adwokatów ("Wojownicy Temidy w koszarach" - DGP 89/2014). Koszarami - także jako metaforą - posłużyłem się, aby zasygnalizować, że spora część spośród ponad czterdziestotysięcznej rzeszy wykonujących zawód radców prawnych i adwokatów - nie licząc aplikantów - mogłaby być znacznie lepiej wykorzystana w interesie publicznym, świadcząc swą pomoc ludziom ubogim, gdyby państwo było stać - a stać powinno - na opłacenie tej pomocy. Dzięki temu mniej mielibyśmy wykluczonych z powodu złej kondycji finansowej i jednocześnie pokrzywdzonych z powodu niewiedzy prawnej. Nazwałem to frontem, na który należałoby wysłać zmobilizowane - m.in. wskutek otwarcia zawodów - rzesze głównie młodych profesjonalnych prawników. Korzyść z tego podwójna: mniej pokrzywdzonych; ale i mniej młodych adeptów prawa, rozgoryczonych z powodu niespełnienia rozbudzonych przez polityków - doktrynerów deregulacji nadziei. Bez rozsądnej interwencji państwa żaden z tych dwóch obszarów niezadowolenia nie zniknie.
Warto by się też zastanowić nad interwencją państwa w jeszcze jednym obszarze wymiaru sprawiedliwości. Myślał o tym przed kilku laty jeden z wiceministrów resortu sprawiedliwości - zresztą już w rządzie obecnej koalicji - ale jakoś nie miał odwagi albo u znał, że nie pora, aby swe pomysły upowszechniać. Mowa o rozszerzeniu zakresu przedmiotowego i instancyjnego przymusu adwokacko-radcowskiego. Mówiąc prościej, chodzi o rozszerzenie gatunku spraw, z którymi do sądu można iść tylko z radcą prawnym lub adwokatem. Przymus taki nie mógłby jednak - w teorii, przede wszystkim jednak w praktyce - powodować naruszenia konstytucyjnego prawa do sądu .
Czyli jak zwykle mamy dwie strony równania czy też bilansu. Co po stronie aktywnej? Chociażby trzy składniki:
● zapewnienie faktycznej i profesjonalnej kontradyktoryjności postępowań przed sądem i równości stron,
● znaczący przyczynek do skrócenia czasu rozpatrywania spraw,
● ograniczenie kierowania do sądu sporów, które mogą być rozstrzygnięte w sposób alternatywny.
Jest jednak, rzecz jasna, i strona pasywna takiej inicjatywy: zaangażowanie państwa, bez którego wspomnianych korzyści w sferze społecznej nie da się osiągnąć. To zaangażowanie musiałoby polegać na pozyskaniu środków na opłacenie kosztów ponoszonych przez strony przymuszone do korzystania przed sądem z profesjonalnych pełnomocników, w sytuacji gdy realnie na takie koszty ich nie stać.
To sprawa dla funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości bardzo ważna. Na pewno ważniejsza niż ponownie rozdmuchiwana ostatnio przez media i publicystów kwestia celowości i możliwości fuzji zawodów radcy prawnego i adwokata. Znacząco pozytywnych skutków takiej ewentualnej fuzji w sferze interesu publicznego (pomijam świadomie kolizje interesów korporacyjnych) nie dostrzegam. Więcej zaś obligatoryjnej obecności profesjonalnych prawników w sądach to również więcej szans zawodowych dla coraz to liczniejszej rzeszy młodych radców prawnych i adwokatów. Bez hipokryzji stwierdzam wręcz, że to też jedna z pozycji zapisanych po stronie aktywów we wspomnianym wcześniej bilansie.
W jednym z dużych sądów okręgowych długi korytarz, z którego drzwi prowadzą do sal rozpraw, tamtejsi prawnicy nazywają potocznie peronem. Na ławach peronu zasiadają młodzi ludzie w togach, tak z zielonymi, jak i niebieskimi wypustkami. Czekają tam na okazję pozyskania klienta. W sześciu spośród ośmiu sal sądowych, w których trwają aktualnie rozprawy, nie widać - poza stołem sędziowskim - ludzi ubranych w togi.
@RY1@i02/2014/114/i02.2014.114.183001000.803.jpg@RY2@
Dariusz Sałajewski prezes Krajowej Rady Radców Prawnych
Dariusz Sałajewski
prezes Krajowej Rady Radców Prawnych
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu