Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

25 lat temu przegrali

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Zasługą generała Jaruzelskiego było to, że widząc gospodarczą ruinę socjalizmu oraz niemożność opierania dalszego istnienia Polski Ludowej na wojskach radzieckich, zdecydował się wypuścić cugle z rąk. Zasługą wszystkich głosujących w 1989 r. na Solidarność było utrudnienie mu decyzji odwrotnej. Zwolennicy Jaruzelskiego 25 lat temu... przegrali. Pokonani w 1989 r. akceptują współczesną, wolną Polskę na tyle, że uważają siebie za jej twórców. Tęsknotki za PRL nie owocują u tej grupy rodaków pragnieniem powrotu szkaradnej formy ustrojowej. Niektórzy, najbardziej butni, pozwalali sobie nawet porównywać rządy Kaczyńskiego do zbrodni komunizmu, a CBA do SB, wyrabiając wszystkim dawnym towarzyszom wygodne alibi: no, proszę, każdy grzeszy.

Legenda patriotyczna w ogóle jakoś pomija te parę milionów Polaków, by tak rzec, drugiej kolejności odśnieżania. 4 czerwca 1989 r. podreptali oni na swoich nawykłych do klęczek nogach do lokali wyborczych, aby zagłosować na wieczny sojusz polsko-radziecki, kontynuację rządów triady Jaruzelski - Rakowski - Kiszczak, szóstą czy siódmą już głęboką odnowę społeczno-gospodarczy PRL i sprawną Służbę Bezpieczeństwa. Wszystko, byle nie Wałęsa, Kuroń i Mazowiecki. Wszystko, byle nie ryzyko wolności.

Historia spłatała im brzydkiego figla. Nie miało sensu gospodarczego ani też moralnego podtrzymywanie PRL w pamiętnym dniu 4 czerwca. Głosowanie na gen. Jaruzelskiego oraz ekipę tak zwanej normalizacji przedłużało tylko trwanie fatalnej dekady lat 80. i oddalało koniec niewoli. Ludzie wystraszeni brutalnością stanu wojennego mogli chociaż symbolicznie, głosując tego dnia na Solidarność, oddać hołd ofiarom tego okresu i chociaż symbolicznie podziękować tym, którzy odważnie stawiali dyktaturze opór. Nie skorzystali z tej okazji. Pierwszy raz w życiu mogli bez narażania się poprzeć tych, którzy woleli Zachód od Wschodu i więcej wolności niż więcej niewoli. Poparli prześladowców. 5 czerwca musieli mieć trochę głupie miny (jak to było u Herberta? "Bez barbarzyńców - co poczniemy teraz? Ci ludzie byli jakimś rozwiązaniem"). Potem jakoś się otrząsnęli, a jeszcze później uznali się za ojców chrzestnych polskich przemian. W sumie, zestawiając z kłamstwami epoki socjalistycznej, to było małe kłamstwo, a cieszyło.

@RY1@i02/2014/104/i02.2014.104.00000310a.803.jpg@RY2@

Jan Wróbel dziennikarz i publicysta

Jan Wróbel

dziennikarz i publicysta

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.