Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Ewangelizowanie nawróconych

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Bartosz Marczuk to od lat czołowe pióro krajowej publicystyki ekonomicznej. Cóż jednak z tego, skoro swoje argumenty konstruuje tak, by mogły dotrzeć wyłącznie do osób, które i tak się z nim już zgadzają?

Nie ma najmniejszych powodów, by wątpić w szczerość deklaracji komentatora "Rzeczpospolitej" (kiedyś związanego również z DGP). Wierzę mu, gdy pisze, że "książka powstała z troski o to, jak urządzone jest nasze podwórko". Podzielam ten niepokój. I kibicuję Marczukowi, który krytycznie rozprawia się z naszymi "absurdami i wykoślawieniami". O to chodzi przecież w dziennikarstwie i publicystyce. I z tego punktu widzenia "Nie daj sobie wmówić. 20 mitów, którymi władza ogłupia społeczeństwo" to pozycja sto razy cenniejsza niż błogie napawanie się polskim sukcesem gospodarczym ostatnich 25 lat, którego pełno w innych tytułach.

A jednak książka mnie nie porywa. Czy chodzi tylko o odmienność poglądów na gospodarkę? Nie wiem. Na pewno czytelnik, który nie podziela arcyliberalnego światopoglądu Marczuka, szybko wyczuje, o co mi chodzi. Problem zaczyna się już od wyboru samej formy książki. Czyli 20 mitów na temat gospodarki, które autor stawia, a następnie obala. Taka konwencja ma oczywiście swoje zalety. Pozwala wyostrzyć problem i przeprowadzić argumentację dokładnie tak, jak nam wygodnie. Mity z reguły jednak najlepiej sprawdzają się w gazecie lub innych drukach ulotnych. Z definicji pokazujących tylko fragment dużo bardziej skomplikowanej rzeczywistości. Mam jednak wrażenie, że od książki czytelnik domaga się więcej. Pewnego usubtelnienia narracji. Rzucenia pokazywanych w niej zjawisk na pewne szerokie tło. Gdy tego zabraknie, książka przestaje być książką. A staje się pamfletem, w którym mało jest prawdziwej wartości dodanej.

Mam wrażenie, że Marczuk wpada właśnie w taką pułapkę. Od razu odpala te wszystkie 20 pocisków, a gdy już opadnie kurz, czeka, co z czytelnika zostało. Przetrwał i kiwa potakująco głową? Znaczy, że swój. Uciekł albo rozerwany na strzępy? Tym gorzej dla niego. W efekcie książka przypomina ewangelizowanie nawróconych. Każdy, kto sięgnie po tę książkę, będąc święcie przekonanym, że Polska jest krajem urzędniczej samowoli, przyklaśnie rozdziałom numer 4, 19 czy 20. Zwolennik deregulacji zachwyci się rozdziałem 6 i 15. A rozdziały 2 albo 8 porwą tych, których już i tak irytują branżowe przywileje niektórych grup zawodowych. Tylko... co z tego? Skoro cała reszta czytelników uzna argumenty Marczuka za uproszczone i jednowymiarowe. Podobne raczej do rytualnych utyskiwań na brak wolności gospodarczej, których od lat pełno w polskiej publicystyce ekonomicznej. I które nazwałbym nawet nutą w tej publicystyce dominującą.

Uderza to również w samego autora. Bo załóżmy, że po książkę Marczuka chce sięgnąć osoba zainteresowana jego koncepcją polityki rodzinnej. Na tle innych publicystów bardzo fachową i przemyślaną. Ale zanim do niej dotrze, najpierw musi przebrnąć przez te wszystkie opowieści o złych urzędnikach, leniwych nauczycielach, pijawkach w mundurach. Które gdzieś po drodze same stają się karykaturą mitów, z którymi Marczuk się za ich pomocą rozprawia. Nie zdziwię się więc, jeżeli taki czytelnik po prostu do tej najcenniejszej i oryginalnej części wcale nie dotrze. A szkoda. Bo autor mógłby tego wszystkiego uniknąć, gdyby starał się kierować pisanie również do innego typu czytelnika. Takiego, którego razi cytowanie klasyków tylko jednej słusznej szkoły ekonomicznej. I argumenty w stylu: "wszystkie badania empiryczne dowodzą, że mam rację. A te, które tego nie dowodzą, prawdopodobnie nie są empiryczne".

@RY1@i02/2014/104/i02.2014.104.000003200.802.jpg@RY2@

Bartosz Marczuk, "Nie daj sobie wmówić. 20 mitów, którymi władza ogłupia społeczeństwo", 3S MEDIA, Warszawa 2014

Rafał Woś

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.