Dziennik Gazeta Prawana logo

Rankingi wymuszają konkurencyjność

28 czerwca 2018

Jednym z pierwszych aktów prawnych III RP była uchwalona w 1990 r. ustawa o szkolnictwie wyższym. Przy całej swej niedoskonałości wygenerowała ona wiele oczekiwanych i potrzebnych zmian. Najważniejszym jej osiągnięciem była niewątpliwie gwarancja autonomii szkół wyższych, której widocznym znakiem stały się demokratyczne wybory władz i samodzielnie opracowywane statuty uczelni.

Autonomia szkół wyższych wzbudziła z jednej strony naturalną potrzebę współpracy między uczelniami, a z drugiej pojawiła się rywalizacja i konkurencja między nimi - także o studentów oraz o środki finansowe. Uczciwa konkurencja wymagała jasnych kryteriów i komisji oceniających. Ten system ocen uczelni (akredytacja) rodził się stopniowo i formalnie powstał po powołaniu w 2001 r. Państwowej Komisji Akredytacyjnej. Wcześniej pojawiły się komisje akredytacyjne przy poszczególnych konferencjach rektorów.

Ale zanim jeszcze ukształtował się system akredytacji, powstał niezależny system ocen uczelni i studiów w formie rankingów szkół wyższych tworzonych przez dziennikarzy. Pierwszy taki ranking został opublikowany przez tygodnik "Wprost" w 1993 r. Pamiętam go dokładnie, gdyż pominięto w nim moją uczelnię. A jego zasady były mocno dyskusyjne.

Kilka lat później, gdy byłem ministrem, "Perspektywy" opublikowały swój ranking o wyraźnie kreślonych kryteriach. Stał się on najbardziej profesjonalnym rankingiem powszechnie w Polsce uznawanym, nie tylko przez uczelnie, ale przede wszystkim przez kandydatów na studia.

Zarówno jako rektor jak i minister byłem zdecydowanym zwolennikiem rankingów, nie ukrywałem, że popieram ich wielość i różnorodność, która, generując mechanizm konkurencyjności, sprzyja obiektywizacji tych rankingów. Bardzo dobrze się więc stało, że mamy różne listy rankingowe szkół wyższych, niektóre z nich są konstruowane według wąskich kryteriów, inne mają ambicje bardziej uniwersalnych, wszystkie są moim zdaniem użyteczne i pozwalają się zorientować o poziomie uczelni, a tym samym o wartości ich dyplomów.

Potrzeba jeszcze wielu lat, aby ten rynek się ukształtował, mechanizmy rynkowe nie działają w edukacji tak szybko jak w gospodarce. Mówiąc językiem fizyki, "mają dużą stałą czasową" i dlatego pełnią funkcję zastępczą w stosunku do mechanizmów czysto rynkowych.

Nie mam wątpliwości, że w najbliższych latach rola rankingów znacznie wzrośnie, gdyż w związku z wchodzącym do uczelni niżem demograficznym przesunie się równowaga rynkowa i to uczelnie będą walczyły o studenta i idące z nim pieniądze. W tej walce prestiż uczelni oraz jakość dyplomu będą decydujące.

Gratulując Fundacji "Perspektywy" jej rzetelnie opracowywanych rankingów szkół wyższych, życzę, aby kształtowały one rynek szkół wyższych, zapewniały ich prestiż społeczny i były istotną przesłanką w wyborze uczelni i kierunku studiów dla maturzystów.

@RY1@i02/2014/097/i02.2014.097.00000100h.802.jpg@RY2@

Prof. dr hab. Mirosław Handke minister edukacji narodowej 1997-2000, rektor AGH 1993-1997

Prof. dr hab. Mirosław Handke

minister edukacji narodowej 1997-2000, rektor AGH 1993-1997

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.