Kapitalizm wciąż jest sexy
Rafał Woś niemal samotnie buduje w polskiej prasie wiarę, że socjalizm ma przyszłość. Ostatnio (DGP, 9 maja) zaniepokoił się, że Thomas Piketty, nowy lider intelektualny lewicy, jest trafnie atakowany przez wolnorynkowych rycerzy i pospieszył z uspokajającą analizą - kto broni wolnego rynku, racji nie ma z zasady. Nie czytałem książki Piketty’ego, nie chcę się rozprawiać z autorem, który być może nie radzi sobie z materią podstawowych faktów, ale za to pisze ciekawie i stymuluje szare komórki czytelników. Ze smutkiem obserwuję natomiast, że mój kolega z łamów próbuje ustawić rzeczywistość w ten sposób, że krytyka Piketty’ego z zasady świadczy o intelektualnym zaślepieniu. Medice, cura te ipsum... nawet lewicowiec John Kenneth Galbraith twierdzi, że nie istnieją żadne dowody potwierdzające fundamentalną obserwację Piketty’ego (że nierówności w USA są wyższe niż w krajach rozwijających się, takich jak Chiny, Brazylia czy RPA). Cullen Roche zauważa, że jak przypatrzymy się liście Forbes 400 w latach 1992-2008, tylko 1 proc. osób na niej figurujących utrzymało się tam przez cały ten okres. Ten sam twardy keynesista dziwi się, że Piketty nie zatrzymał się nad tym, że w ciągu ostatnich 20 lat, gdy nierówności i akumulacja kapitału zwiększyły się na całym świecie, ponad miliard ludzi wygrzebało się ze skrajnej biedy.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.