Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Papierowy kodeks

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę

Ociężkiej doli pracujących na śmieciowych umowach, bezrobociu i beznadziei wśród młodych czy też trudnej sytuacji emerytów i rencistów pisze się i mówi codziennie. Prawa do lamentu nie ma tylko zwykły pracownik. Przecież ma etat i wszystkie związane z tym przywileje - minimalną pensję, płatne urlopy i zwolnienia, długie okresy wypowiedzenia, ograniczony czas pracy. Na papierze. W praktyce może bowiem co najwyżej pomachać kodeksem pracy przed oczami pracodawcy, który i tak zorganizuje mu zadania tak jak będzie chciał. Bo który zatrudniony, jeśli nie chce stracić etatu, wytknie firmie naruszenie przepisów?

Słodka zemsta dokonywała się do tej pory w sądzie pracy. Gdy firma zwolniła pracownika, ten - nie mając już nic do stracenia - przypominał sobie wszystkie nieprawidłowości i składał pozwy o odszkodowanie, zaległe wynagrodzenie, wypłatę premii itp. Ten bat miał dwa końce. Jeśli orzeczenie zapadało szybko, pracodawca nie musiał wydawać fortuny na prawników i szybko też wiedział, czy złamał prawo, czy też nie. Na wydłużeniu czasu postępowań - co wskazują dane statystyczne - tracą więc i pracownicy, i pracodawcy. Z tego też powodu kodeks pracy staje się powoli kolejnym jedynie papierowym dokumentem, którego wytyczne są trudne do wyegzekwowania. I tak wpływa na rzeczywistość, jak unijne przepisy o krzywiźnie banana. Niedługo trzeba będzie więc pisać o rzeszach samozatrudnionych i pracujących na śmieciowych umowach, którzy nie wiedzieć czemu, marzą o etatach.

@RY1@i02/2014/093/i02.2014.093.00000020a.802.jpg@RY2@

Łukasz Guza dziennikarz Gazety Prawnej

Łukasz Guza

dziennikarz Gazety Prawnej

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.