Filozofowie za kraty!
Nie, nie jako osadzeni. Jako nosiciele nadziei dla wymiaru sprawiedliwości i systemu penitencjarnego. I nie żartuję, bo mi wcale niewesoło, i to z kilku przyczyn
Ostatnimi czasy przetacza się przez media fala dyskusji związana z kondycją humanistyki. Okrojone finanse, zmniejszone możliwości studiowania drugich fakultetów, co godzi właśnie w filozofię, zwijanie się niektórych kierunków badawczych jako "bezużytecznych" czy "niemających bezpośredniego wpływu na rozwój gospodarczy" i "produkujących bezrobotnych" - te wszystkie zewnętrzne oznaki kryzysu są aż nadto widoczne. I nawet nie tyle są groźne jako symptom krótkiej kołdry, ile niebezpieczne na dłuższą metę. Bardzo użyteczna dla buchalteryjnej wizji rządzenia jest atmosfera, w której humaniści przepraszają, że żyją. Zajęci tym przepraszaniem, kreatywnym liczeniem punktów za publikacje wymagane przy awansie, ustawianiem się w kolejce, będą trochę mniej myśleli o stawianiu niewygodnych (także w demokracji) pytań. Posłuch można wszak kupić lub wymusić. A tu mamy obie strategie naraz.
12 lat za niewinność
Ale od początku. Otóż w "Dużym Formacie" (24 kwietnia 2014 r., "Głupia sprawa", A. Śmigulec) ukazał się wstrząsający tekst o człowieku, który 12 lat przesiedział, odbywając karę dożywocia za niepopełnione zabójstwo. Pomyłka sądowa. Mężczyzna jest teraz na wolności. Życie - osobiste, rodzinne, zawodowe - zrujnowane. Mienie - rozkradzione. Dom - zdewastowany. W takich wypadkach, niestety częstszych, niż powinno się to zdarzać w europejskim państwie średniej wielkości, o demokracji i standardach praw człowieka baaaardzo średnich, stawia się oczywiście zwyczajowo pytania o to, kto zawiódł: państwo czy człowiek? I odpowiada się też oczywiście zwyczajowo, że wychodzi tak fifty fifty.
To są źle postawione pytania (i tu kłania się brak kultury filozoficznej). Bo pomyłki sądowe oczywiście wszędzie się zdarzają, ale właściwe pytanie powinno brzmieć: A co się robi, jak już wiadomo, że do pomyłki doszło? I jaki jest zakres i dynamika takich naprawczych działań? Reportaż nie jest tu precyzyjny, ale kontekst i doświadczenie mówią, że z tym jest "normalnie". A zatem opornie, powoli, trzeba sobie wszystko wyszarpać "na zasadach ogólnych", od nader niechętnej administracji, której przedstawiciele wszak w takim wypadku "nie zawinili". Trzeba zaangażować adwokata, bo to trudne sprawy, a przecież chodzi o ludzi skrzywdzonych przez władzę jako taką i zazwyczaj po prostu niemających funduszy na opłacenie adwokata.
Właściwe pytanie w wypadku pomyłki sądowej dotyczy kalibru błędów. Tego chyba nikt nie bada. Po dużej katastrofie specjalna komisja szuka przyczyn, w wypadku pomyłek sądowych też tak być powinno, zwłaszcza w sprawach najpoważniejszych. I nie chodzi o postępowanie prokuratorskie, bo prokurator szuka przestępstwa i winnego, a tu idzie o błędy i przyczyny. W ogóle chyba za dużo u nas błędów powtarzalnych, systemowych, za wiele wiary sądu nie tyle w nieomylność, ile w staranność prokuratury. Zbyt dużo przekonania, że jak już wniesiono akt oskarżenia, to na pewno prokurator wiedział, co robi. Niestety, często nie wie, nie chce wiedzieć, chce skończyć sprawę.
Sąd lekceważąco o wyroku ETPC
Ale sprawa opisana w "Dużym Formacie" jest szokująca z kilku innych powodów. Po pierwsze, trafiła do Strasburga, gdy jeszcze zainteresowany siedział, a tam stwierdzono, że Polska w sprawie Czesława K. naruszyła art. 5 ust. 3 konwencji europejskiej (dotyczący sądowych gwarancji pozbawiania wolności). No i Sąd Apelacyjny w Gdańsku, w orzeczeniu z 24 sierpnia 2008 r. tak się do tego odniósł: "Mimo że Europejski Trybunał Praw Człowieka uznał, iż (...) nastąpiło naruszenie art. 5 par. 3 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności poprzez stosowanie wobec Czesława K. aresztu tymczasowego w nadmiernym wymiarze, wskazać należy, że sądy krajowe nie są związane orzeczeniami Europejskiego Trybunału Praw Człowieka". Krótko, jasno i lekceważąco.
W bardziej filozoficznie zorientowanej literaturze prawniczej, w demokratycznym świecie, a więc gdzie indziej - coś się tam wypisuje o obowiązkach płynących z judicial comity, o szacunku, jaki sądy są winne swoim konfratrom, ich orzeczeniom i procedurom ich wiążącym. Chodzi o to, aby miara obowiązku i staranności intelektualnej nie była tak niziutko ulokowana i oportunistycznie sformalizowana - jak u nas. I to nie z solidarności korporacyjnej, ale w przekonaniu, że to lepiej służy sprawiedliwości, jej wymierzaniu i wartościom humanistycznym. Bo zaufanie do sądów bierze się stąd, że to instytucje o dłuższym horyzoncie, niż horyzont politycznej egzekutywy. Dlatego demonstracyjna wojna między jurysdykcjami jest szkodliwa, tak jak szkodliwa co do zasady jest demonstracja braku zainteresowania ze strony sądu tym, jak orzekł Strasburg. A trafia się to nie tylko w Gdańsku, i nie tylko na poziomie sądu apelacyjnego.
Ale jest jeszcze inna, druga przyczyna, która powoduje, że publikacja o losach Czesława K. jest ważna w ogóle, i ważna dla filozofów. Otóż Czesław K. przez dwanaście lat poznał od podszewki życie zakładu karnego, i to w wersji zaostrzonego reżimu, stosowanego wobec więźniów szczególnie niebezpiecznych. To, że stosuje się tam codzienne przeszukanie celi - w porządku. Ale nie musi się - już tak przy okazji - nawet jak wszystko wywalono na podłogę, deptać po rzeczach osobistych, fotografiach najbliższych. Trzeba spać przy świetle. No trudno. Ale nie musi się puszczać od apelu o godz. 6.30 do apelu o godz. 18 na cały regulator radia "tak, że kawa w kubku wpada w rezonans i powierzchnia drży jak przy trzęsieniu ziemi. Dzień w dzień przez trzy lata. Nie, w areszcie nie można mieć stoperów". Nie podaję nazwy stacji (w DF ją podano), bo uznano by to - i pewno słusznie - za co najmniej jej antyreklamę, jeśli nie naigrawanie się. Ale na miejscu dyrektora stacji zaprotestowałabym przeciw takiemu wykorzystaniu "mojego" programu. Bo może aż Abu Ghraib to to nie jest, ale udręka hałasem z pewnością mieści się w pojęciu nieludzkiego traktowania, o którym jest mowa w różnych konwencjach dotyczących pozbawionych wolności. Nie uchodzi.
Kilka lat siedzenia w samotności, potem więcej niż drugie tyle w bardziej normalnych warunkach. Pytany o to, jak sobie poradził, bohater reportażu powiada: "Czytałem też na głos. Bałem się, że po latach izolowania nie będę umiał myśli zamieniać w zdania. Myślę, że w areszcie przeczytałem ponad tysiąc książek. Niektórych nie zdołałem.... Ratował mnie Spinoza, Leibniz, Marek Aureliusz. I Horacy ze swoim nihil mirari. Niczemu się nie dziwić".
Nie ma lepszej pointy do dyskusji o rzekomej nieprzydatności filozofii. I proszę nie myśleć, że to ironia. W każdym razie nie wobec osoby, która w tak przejmujący sposób dzieli się opowieścią o swoim losie. Natomiast, tak, ironia - wobec naszego topornego aparatu ścigania, nieumiejętnie szukającego systemowych przyczyn pomyłek sądowych wymiaru sprawiedliwości, wobec arogancji sędziów traktujących per non est druzgocącą ocenę tego, co zrobili, z punktu widzenia standardu Strasburga. Ironia wobec niekoniecznych udręczeń w sposobie wykonania kary.
Byli więźniowie, czyli humaniści
Skoro nic nie można w tym wszystkim zmienić, skoro nie ma na to pieniędzy, chęci, pomysłu na polepszenie warunków odbywania kary - proszę, jest: zbędni "w cywilu" filozofowie za kraty! Uczyć. Czytać. Dyskutować. Pocieszać. Tłumaczyć. Może tam pójdzie lepiej i zostanie to lepiej przyjęte niż tu, na wolności. I wtedy dorobimy się humanistycznie wykształconych, umiejących stawiać właściwe pytania byłych więźniów oraz niewyedukowanej masy, w tym prawników i mediów nieumiejących humanistycznie poskładać otaczającego ich świata.
Za dużo u nas powtarzalnych błędów, za wiele wiary sądu w staranność prokuratury. Zbyt dużo przekonania, że jak już wniesiono akt oskarżenia, to na pewno prokurator wiedział, co robi. Niestety, często nie wie
@RY1@i02/2014/089/i02.2014.089.07000020a.803.jpg@RY2@
Rafal Oleksiewicz_Reporter
prof. Ewa Łętowska prawniczka, pierwszy polski rzecznik praw obywatelskich, sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku
prof. Ewa Łętowska
prawniczka, pierwszy polski rzecznik praw obywatelskich, sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu