Gminy coraz skuteczniej walczą o swoje
W tegorocznych wyborach samorządowych partie polityczne zapewne poniosą klęskę, zdominują je komitety bezpartyjne oparte na lokalnych liderach. Tym razem może ich powstać rekordowa liczba na każdym szczeblu samorządu - od gminy poprzez powiat, a na sejmiku skończywszy. Aż strach pomyśleć, co się stanie, jeśli ktoś kiedyś pozbiera wszystkich bezpartyjnych samorządowców i utworzy z nimi ruch samorządowy.
Na razie będziemy świadkami powstania silnych komitetów wyborczych do sejmików skupionych wokół prezydentów miast. Z powodzeniem funkcjonuje to w województwie dolnośląskim (inicjatywa prezydenta Wrocławia Rafała Dutkiewicza), za chwilę powstanie taki w woj. lubuskim (inicjatywa prezydentów Nowej Soli Wadima Tyszkiewicza oraz Zielonej Góry Janusza Kubickiego) i pewnie w kolejnych regionach.
Przy obecnym podziale sceny politycznej aż się prosi o nową siłę skupioną wokół konkretnej idei - w tym przypadku wokół samorządu. Klasyczny podział na prawicę i lewicę powoli się zaciera. Natomiast samorząd w Polsce to gigantyczny, ale jak do tej pory uśpiony potencjał.
Od kilku lat obserwujemy coraz większą profesjonalizację gmin - widać to szczególnie w walce o ich interesy. Warto tu wymienić chociażby Inowrocław, który wypunktował wszystkie słabości ustawy śmieciowej - dzięki czemu być może niebawem gminy, które mają swoje spółki, nie będą musiały robić przetargów na wywóz odpadów.
Obecnie lubuskie gminy pod przewodnictwem Nowej Soli złożyły skargę do Trybunału Konstytucyjnego. Chodzi tu przede wszystkim o ocenę zgodności art. 7 ust. 1 ustawy z 13 listopada 2003 r. o dochodach jednostek samorządu terytorialnego (t.j. Dz.U. z 2010 r. nr 80, poz. 526 z późn. zm.) z Konstytucją RP oraz Europejską Kartą Samorządu Terytorialnego w zakresie, w jakim przepis ten nie przewiduje mechanizmów kompensujących utracone dochody i koszty dodatkowych zadań jst. W skrócie chodzi o to, że przez lata gminy były traktowane jak worki, do których można było wrzucić wszystko. Nakładano na nie kolejne obowiązki bez zapewnienia finansowania. Lubuskie gminy skupione wokół Nowej Soli wyliczyły konkretne sumy, które jst straciły przez wejście w życie konkretnych ustaw. W efekcie doszło do trwałego uszczerbku w ich budżetach. Tej akcji nie należy traktować jako politycznego ataku na kogokolwiek, tym bardziej że wyliczenia sięgają wiele lat do tyłu i dotyczą kilku kolejnych rządów. Powyższe przykłady świadczą o tym, że gminy mają siły i środki o to, aby walczyć o swoje interesy.
Coraz modniejsze stają się też samorządowe grupy zakupowe, np. w sprawie wspólnego zakupu energii lub grupy negocjacyjne, chociażby w sprawie konserwacji oświetlenia ulicznego. Samorządy coraz częściej sięgają po renomowane kancelarie prawne czy wyspecjalizowane firmy konsultingowe - czasy, kiedy w urzędzie siedział jeden radca prawny od wszystkiego, powoli odchodzą do lamusa.
Szkoda, że oczywiste czasem racje gmin muszą być udowodnione dopiero przed wymiarem sprawiedliwości. Czasem warto usiąść do stołu i porozmawiać, zanim konkretne ustawy wejdą w życie. Domagał się tego chociażby prof. Michał Kulesza, który postulował, aby zanim rozwiązania wejdą w życie, mogły być przetestowane na jednej gminie czy województwie. Dopiero po takim eksperymencie można w pełni ocenić skutki danej ustawy. Warto, żeby w przyszłości samorządowcy pełnili ważne funkcje w państwie. Pozwoli to na lepsze traktowanie, a przede wszystkim lepsze zrozumienie materii samorządowej.
@RY1@i02/2014/065/i02.2014.065.18300070b.802.jpg@RY2@
Bartłomiej Bartczak burmistrz Gubina
Bartłomiej Bartczak
burmistrz Gubina
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu