Mamy prawo do informacji. Ale po wyborach
Konstytucja RP w art. 61 wyraźnie mówi, iż obywatel ma prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne. Prawo to obejmuje również uzyskiwanie informacji o działalności organów samorządu gospodarczego i zawodowego, a także innych osób oraz jednostek organizacyjnych w zakresie, w jakim wykonują one zadania władzy publicznej i gospodarują mieniem komunalnym lub majątkiem Skarbu Państwa.
Zapis ten doprecyzowała ustawa z 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej (Dz. U. nr 112, poz. 1198 ze zm.), która w art. 2 precyzuje, że każdemu przysługuje prawo dostępu do informacji publicznej (z zastrzeżeniem art. 5, czyli m.in. informacji niejawnych, o ochronie innych tajemnic ustawowo chronionych i co do zasady ograniczeń ze względu na prywatność osoby fizycznej lub tajemnicę przedsiębiorcy). Od osoby powołującej się na takie prawo nie wolno żądać wykazania interesu prawnego lub faktycznego.
Artykuł 3 tejże ustawy mówi także, iż prawo do informacji publicznej obejmuje uprawnienia do:
● uzyskania informacji publicznej, w tym uzyskania informacji przetworzonej w takim zakresie, w jakim jest to szczególnie istotne dla interesu publicznego,
● wglądu do dokumentów urzędowych.
Każdy radny, posiadający mandat społeczny udzielony w demokratycznych, wolnych i bezpośrednich wyborach, sprawuje swoje funkcje kontrolne względem władz wykonawczych danej jednostki samorządu terytorialnego, używając dostępnych i przewidzianych prawem narzędzi. Nic więc dziwnego, że chciałby korzystać z takich możliwości.
Do najczęściej stosowanych narzędzi, z których korzystają radni, zaliczyć można zapytanie i interpelację. Poszczególne regulaminy i statuty jednostek samorządu terytorialnego precyzują w swoich zapisach charakter tych narzędzi.
Czy ustawodawca przewidział jednak, że przepisy niższego rzędu w praktyce blokować będą możliwość udzielenia odpowiedzi na zadawane przez radnego pytania? Wydaje się, że nie.
Gdy bowiem radny zadaje pytanie zarządowi jednostki w trybie interpelacji, pytanie np. o wydatki na funkcjonowanie urzędu, zachowując naczelną zasadę troski i działania na korzyść jednostki samorządu, ten opierając się na regulaminie oraz statucie odmawia udzielenia odpowiedzi. Działanie takie, może rzeczywiście zgodne z regulaminem i statutem, stoi w kolizji z wyżej wymienioną ustawą i Konstytucją RP, które są przecież aktami normatywnymi wyższego rzędu.
Bez względu jednak na niuanse prawne i opieranie się na zapisach lokalnego czy krajowego prawa - wskazać należy na kwestię zasadniczą. Jest nią transparentność i odpowiedzialność władz publicznych.
Transparentność władzy publicznej w wydatkowaniu środków publicznych stanowi naczelną zasadę demokracji. Czy zatem można pozbawić obywatela, tym bardziej radnego, dostępu do takich informacji? Jaka jest zatem faktyczna kondycja polskiego samorządu i demokracji lokalnej skoro podstawowa zasada może być i jest łamana? Oczywiście można takie działania zaskarżyć do sądu, ale te rozstrzygają powoli i przed wyborami samorządowymi raczej na ostateczne rozstrzygnięcie i uzyskanie informacji nie ma co liczyć.
Może jednak rok 2014, będący rokiem wyborczym, zweryfikuje ten stan.
Transparentność władzy publicznej w wydatkowaniu środków publicznych stanowi naczelną zasadę demokracji. Czy zatem można pozbawić obywatela, tym bardziej radnego, dostępu do informacji publicznej?
@RY1@i02/2014/054/i02.2014.054.08800020a.802.jpg@RY2@
Grzegorz Pietruczuk radny Sejmiku Województwa Mazowieckiego
Grzegorz Pietruczuk
radny Sejmiku Województwa Mazowieckiego
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu