Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Pokój własny, aż za bardzo

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Kac moralny

Pewna moja przyjaciółka, niejaka M., na pytanie: "O co tak naprawdę chodzi w życiu?", zwykła dawniej odpowiadać "No jak to, o co? Żeby się wszyscy wreszcie odczepili". Jak wszystkie genialne myśli, idea M. wyprzedziła swój czas i dopiero niedawno duch dziejów załapał, o co chodzi. Dziś nieproporcjonalną część energii i środków (jeśli takowe mamy) przeznaczamy właśnie na izolację. Z kolei wszelkie codzienne siły czyniące z naszych społeczeństw prawdziwe stado powoli tracą impet.

Weźmy najpierw rzeczy trywialne. Na przykład telewizję. Niegdyś, w zależności od wieku, łączyła nas dobranocka albo "Wiadomości". Cokolwiek by się działo, o siódmej zamierał świat dziecięcy, a pół godziny później świat dorosłych. Szklana pogoda, we wszystkich szybach w Polsce niebieskawy połysk telewizora. A teraz? Telewizory się mnożą, mnożą się programy, a poza tym porzucamy z góry narzucony czas projekcji i zaczynamy oglądać na żądanie. Amerykanie spędzają już trzynaście godzin miesięcznie, oglądając telewizję w serwisach streamingowych, takich jak Netflix czy Hulu. My też coraz częściej wolimy obejrzeć nowy serial w systemie pięć odcinków za jednym razem, zamiast czekać z resztą stada na wspólne przeżywanie "M jak miłość". Telewizja już nie łączy, ale dzieli.

A po filmie na Netflixie nie pójdziemy na Agorę dyskutować o "Breaking Bad" z potomkami Sokratesa, ale wejdziemy na serwisy społecznościowe. Facebook, LinkedIn. Na smartfonie. Gdzie? W kompletnej izolacji. W badaniach z 2012 r. okazało się, że 75 proc. Amerykanów przyznaje się do nagminnego korzystania ze smartfona w toalecie. Nie znam polskich badań, ale obserwacje własne wskazują na podobne tendencje w moim własnym stadzie. "Ile będziesz tam jeszcze siedział?" - będę niedługo wołać do męża - "Bo mi życie społeczne rujnujesz!". Ale jeśli uda nam się wspiąć trochę wyżej na społecznej drabinie, możemy wydać nasze środki na dalszą rodzinną izolację. Na przykład na dwie łazienki.

Ponieważ kierunkiem konsumpcji jest izolacja, zaczynamy budować mieszkania, w których powielamy tradycyjne miejsca spotkań, takie jak łazienka czy telewizor. Wreszcie nawet mąż czy siostra mogą się skutecznie odczepić - nie trzeba negocjować czasu szczotkowania zębów, kiedy umywalek jest w bród, ani wyrywać sobie pilota. Przestrzeń zewnętrzna też się indywidualizuje, jeśli się ma kartę kredytową. Nie trzeba ocierać się o innych w sklepach, skoro jest Allegro czy Amazon; nie trzeba wpychać łokcia we współpasażera, skoro w samolocie jest klasa pierwsza, a na lotnisku loża dla VIP-ów. Im wyżej w hierarchii korporacyjnej, tym dalej od biurkowych boksów, a bliżej do własnego biura. Jak człowiek będzie na szczycie, to dostanie jeszcze przedsionek z sekretarką, żeby przypadkiem ktoś nie wszedł i się nie przyczepił. Zamiast autobusu - limuzyna, a jak dobrze pójdzie, to zamiast pociągu będzie prywatny samolot.

Ale to brak buduje wspólnotę. To te punkty na mapie rzeczywistości, gdzie niegdyś kryły się zasoby ograniczone, ale potrzebne wszystkim - łazienka, sklep mięsny, poczta - były miejscami, gdzie musiał wytworzyć się spontaniczny komitet kolejkowy. Trzeba się było spotykać, inni czepiali się nas, my ich i coś tam się w końcu wspólnie uradziło. Człowiek się wkurzał, machał rękami, ale prędzej czy później wszyscy umyli zęby i nabyli papier toaletowy, bo spotkania z innym rodziły negocjacje, a negocjacje tworzyły strukturę społeczną. Czepialiśmy się, aleśmy też się iskali, i tak w końcu, w mękach, rodziło się stado, silniejsze emocjami i kompromisem. Fajnie było? Czasem strasznie. Ale stado to stado.

Czy dobrobyt sprawi, że nie będzie już stada? E, jakieś tam będzie. Choć skonstruowane tak, że żaden jego członek na pewno się do nas nie przyczepi. Kiedyś pryszczaty programista ze Skierniewic, który wyrabia krasnoludzkie miecze, jest na diecie składającej się z samych płynów i ogląda wyłącznie "My Little Pony", dostałby takie bęcki od komitetu kolejkowego, że trochę by znormalniał - a teraz znajdzie kolegów na sub-Reddicie, poświęconym właśnie płynom, krasnoludom i kucykom. I mogą się wzajemnie iskać, bez emocji i bez kompromisów. W izolacji życie społeczne jest łatwiejsze, bo klikamy tylko na te piosenki, które już znamy.

Czyli będą podstada. Małe stadka geograficznie dalekich sobie ptaków, które ćwierkają w niezrozumiałych dla innych dialektach. Nikt się nie będzie do nikogo przyczepiał.

@RY1@i02/2014/051/i02.2014.051.00000150a.802.jpg@RY2@

WOJTEK GÓRSKI

Karolina Lewestam, etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski

Karolina Lewestam

etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.