Supermarket i superbodziec
Najpierw trochę historii. Cztery biliony lat temu Ziemia zaczęła się ochładzać, potem ze stygnącej magmy wylazły pierwsze jednokomórkowe brzydale, a potem, ponieważ w kupie raźniej, sprytne mikroby zbiły się w nieco większe organizmy wodne. Potem były dinozaury, potem małpy, a potem - bingo! - my.
Jak to się stało? Jedna teoria mówi, że wcale się nie stało, bo Bóg nas stworzył całkiem niedawno i że liberalne lobby podrzuca nam skamieliny (wciąż uczą tego w niektórych szkołach w USA). Darwin z kolei twierdzi (mniej więcej), że organizmy ewoluują w odpowiedzi na warunki zewnętrzne. Okazuje się, że dłuższa trąbka mrówkojada jest lepsza od króciutkiej? No to niech wymrą te z króciutką, a te z długą niech triumfują, ucztując na mrowiskach. I tak dalej, aż trąbka odpadnie, mrówkojad stanie na tylnych łapach i nadejdzie homo sapiens.
Ewolucja kształtuje naszą odpowiedź na bodźce. Jeśli twoje jaja są w kropki, to z korzyścią dla ciebie będzie umiłowanie dla nakrapianych wzorków. Jeśli lepiej ci zrobią słodkie owoce, to dobrze, byś się wykazał umiłowaniem różnych glukoz i sacharoz. I tak kończymy, my, ziemskie gatunki, niezrozumiale dla nas samych kochając to kropki, to paski, to deszcz, a to suszę.
Niestety, tysiące lat ewolucji można zhakować. Jak? Tworząc bodziec, którego umiłowanie wzbudziła w nas selekcja naturalna, ale mocniejszy - czyli tak zwany superbodziec. Okazuje się, że ptaki, które kochają swoje kropkowane jaja, na sztuczne, ale bardziej wykropkowane, rzucą się ze zdwojonym entuzjazmem i nie będą chciały zleźć. Pawice, które nauczyły się preferować panów o wielkich ogonach, całkiem tracą rozum, gdy zobaczą sztuczny ogon gigant. W ten sam sposób człowiek, o mózgu rodem z mezolitu, zapada się pod ciężarem rzeczywistości współczesnego kapitalizmu: traci wolę, kontrolę i rozsądek.
Wszystko, co oferuje nam zwykły supermarket, jest dzisiaj superbodźcem. Truskawki są czerwieńsze i pięć razy większe od tych, które zrywały ludy zbieracko-łowieckie, nie mówiąc już o dyniach. Marsy i snickersy żerują na naszym dawniej sensownym umiłowaniu słodyczy, słodkością, jakiej człowiek pierwotny by sobie nie wyobraził. Fast foody oferują żarcie, które jest jak pawi ogon gigant: bardziej kaloryczne, tłustsze, bardziej słone niż to, które dawniej ze smakiem przebilibyśmy dzidą. Potrafimy narysować stworzenia rozczulające mocniej niż nasze ludzkie dzieci, hakując człowiecze upodobanie do wielkich oczu, małych nosów i wydętych brzuszków. Ewolucja pcha nas w stronę piersi czy penisów; okazalszych przedstawicieli tych szlachetnych gatunków znajdziemy w superbodźcu, jakim jest porno. Zapominając o całym świecie, rozsiadamy się więc zadowoleni na sztucznym, kropkowanym jaju, niepomni na to, że nic się z niego nie wykluje (z porno nie będzie dzieci, z marsa błonnika i potasu, a Hello Kitty nie poda nam na starość szklanki wody).
Jak się bronić? Jest trudno. W końcu każdy superbodziec został specjalnie zaprojektowany tak, by ciągnął nas ku niemu przemożny instynkt. Ale trzeba. Może nie zawsze, nie w każdej sytuacji - w końcu jako całkiem sprytny gatunek zasłużyliśmy sobie, żeby żyć nie tylko po to, by przetrwać, ale także po to, by się dobrze bawić. Jednak z każdym dziesięcioleciem, kiedy hakujemy samych siebie coraz lepiej i z coraz większym zapamiętaniem, naszym głównym zadaniem moralnym (przynajmniej w krajach o jakim takim dobrobycie) staje się rozróżnianie sztucznego i prawdziwego. Prawda i fałsz. Jajo prawdziwe, jajo malowane. Rzeczywista potrzeba, bieg do spreparowanego ogona.
@RY1@i02/2014/046/i02.2014.046.00000170a.802.jpg@RY2@
WOJTEK GÓRSKI
Karolina Lewestam etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski
Karolina Lewestam
etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu