Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Między elitą a gettem jest tylko cienka linia

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Nieodwołalnie głupiejemy! Nie jestem odkrywcza w tym stwierdzeniu. Mówią o tym filozofowie, choćby Tadeusz Gadacz czy Marcin Król, dowodząc, że nie zadajemy już sobie fundamentalnego pytania: "Po co żyjemy?". Za to pytanie: "Jak żyć?", spędza nam sen z oczu, więc szukamy rad u premiera, psychologów, w poradnikach. Ale co ja tu o pytaniach metafizycznych. Z tego szczytu zeszłam do bazy (współczesnej wiedzy) i wpisałam w wyszukiwarkę internetową sformułowanie "społeczeństwo głupieje". Argumentów bez liku. Od tego, że myślenie nie jest trendy (bo do wszystkiego są instrukcje), poprzez nowe technologie oduczające używania szarych komórek i powodujące stopniowy spadek inteligencji (są na to badania naukowe opublikowane w magazynie "Trend In Genetics"), spadek czytelnictwa (blogi i notki internetowe się nie liczą) po medialną papkę (bo poważnych tekstów i programów czytelnik/widz/słuchacz nie strawi, a tych, którzy dadzą sobie z tym radę, jest za mało, by mieć dobre wyniki czytelnictwa/oglądalności/słuchalności). Wszystko się zgadza. Dołożę jeszcze jeden dowód na ten fatalny trend.

Enklawy, salony, elity. Jest ich całe mnóstwo. Mieszkaniowe, finansowe, zawodowe, biznesowe, naukowe, środowiskowe, władzy, rodowe. Ludzi z odpowiednimi koneksjami. Ludzi zasłużonych dla kraju i społeczeństwa. Mogę tak wymieniać bez końca, bo każda społeczność ma to do siebie, że je tworzy. Wiadomo, że wyróżniające się w jakiejś dziedzinie jednostki łączą się w grupę, niekoniecznie formalną, z własną organizacją i odrębnością. Wystarczy, że ta grupa daje poczucie wyjątkowości, a to zaspokaja zwykłą ludzką potrzebę bycia kimś lepszym niż reszta świata. Osobną kwestią jest, czy konkretna elita zasługuje na to miano i czy tak jest postrzegana przez pozostałą część społeczeństwa. Bo czasem do tej elity trafia się przez przymus, modę, przypadek. Posłużę się własnym przykładem. Uwielbiam mieszkać na pograniczu miasta i wsi. Jeszcze większym sentymentem darzę wolne przestrzenie, pozbawione wszelkich płotów, z granicami wyznaczonymi jedynie przez przyrodę. I co? Nie ma takiej możliwości, abym mogła mieć nowe mieszkanie (dom w moim przypadku zupełnie odpada) w nieogrodzonym osiedlu. Takich ofert po prostu nie ma. Trafiłam więc do tzw. elity (albo enklawy) mieszkaniowej, bo przecież osiedle strzeżone, monitorowane, ogrodzone ze wszystkich stron. Wcale się z tego powodu elitą nie czuję. Zresztą z jakiegokolwiek innego powodu też nie. Może należę do jakiejś nieelitarnej elity, jeśli taka jest.

Kłopot z enklawami, salonami i elitami jest taki, że ich powstawanie przyspiesza, zatacza szerokie kręgi i się hermetyzuje. O ile dwa pierwsze zjawiska mogą co najwyżej zasługiwać na uśmiech i skwitowanie: cóż, jesteśmy po prostu ludźmi, o tyle trzecie jest bardzo niepokojące. Do czego prowadzi hermetyzacja? Do absolutnego poszatkowania społeczeństwa. Z tego szatkowania powstaje mnóstwo różnych grup, które nie mają ze sobą żadnego kontaktu i tego kontaktu nie szukają*. Wręcz przeciwnie, każda elita chce jak najbardziej odciąć się od innych, dlatego stawia mur, którego nikt nie przeskoczy. W ten sposób manifestuje swoją wyższość. Gdyby przyporządkowywać dzisiejsze elity według klasyfikacji prof. Czesława Znamierowskiego, znakomita ich większość trafiłaby do grupy elit pasożytniczych, dbających jedynie o własne dobro i interesy. Elit rycerskich, którym na sercu leży dobro reszty społeczeństwa, jest jak na lekarstwo, a i mieszanych nie za wiele, choć tych powinno być najwięcej. W sumie wcale mnie to nie dziwi. Takie elity pasożytnicze pasują jak ulał do będącego wciąż na topie indywidualizmu. Można by rzec, że to taki indywidualizm grupowy, wręcz elitarny, a jak się go uda zinstytucjonalizować, to nawet kastowy, z czasem będzie dziedziczony jak w Indiach.

W zdumienie mnie wprawia to, że ani nie myślimy o hermetyzacji elit, ani tym bardziej nie przeciwdziałamy temu trendowi. Chociaż w sumie powinnam się z tym pogodzić, bo przecież społeczeństwo głupieje, a budowanie elit pasożytniczych (nierzadko zwalczających się wzajemnie) jest tego kolejnym świadectwem. Jednak godzić się nie zamierzam. Tak się składa, że elitę pasożytniczą od getta oddziela tylko cienka linia i łatwo ją przekroczyć. Czy ktokolwiek chciałby znaleźć się w getcie? Nie sądzę, nawet ono jest luksusowe. I nie mieści mi się w głowie, że można chcieć tam być na własne życzenie. Nie muszę tłumaczyć dlaczego.

* To przypomina trochę męski mózg. W pewnym filmiku, który można znaleźć w internecie (zabawny), składa się on z pudełek z różnymi napisami, np. praca, żona, dzieci, hobby. I żadne ze sobą nie mają połączenia. Zupełnie inaczej niż w mózgach pań, które są niczym ich torebki - wszystko tam jest, i to w ciągłym kontakcie

@RY1@i02/2014/031/i02.2014.031.00000220a.802.jpg@RY2@

Jadwiga Sztabińska redaktor naczelna

Jadwiga Sztabińska

redaktor naczelna

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.