Jedziemy... palcem po mapie
Jeszcze nie przebrzmiała a właściwie w wielu miastach jeszcze brzmi awantura związana z ustawą śmieciową, a już gminy mają nowe zadanie. Muszą, i to bardzo szybko, dokładnie przewidzieć gdzie będzie jeździł tramwaj, którędy puścić autobus, a może trolejbus. Może jeszcze zmienić rozkład pociągów. Oczywiście upraszczam. Ale problemów jest kilka, a i kontrowersji nie brakuje. Pierwsze pytanie nasuwa się samo: po co takie szczegółowe i wieloletnie plany. Przecież komunikacja w mieście to jak żywy organizm, który na pewno będzie wymagał częstych zmian. Tony papieru mogą pójść na marne. Na makulaturę pójdą też takie plany, które nie będą kompatybilne z tymi wykonanymi przez powiaty i województwa, a których jeszcze nie ma. Bo sam zamysł ma wymiar niemal globalny, a przynajmniej europejski. Ale paradoksalnie może o to chodzi, żeby w różnych urzędach ludzie mieli pracę. A może jeszcze da się zatrudnić nowych urzędników. Chociaż nie, urzędników jest dużo, ale często zajmują się innymi papierami, a tych przybywa.
Tworzenie planów transportowych, nie tylko zresztą tych, to także okazja do zamawiania usług w firmach zewnętrznych. Właściwie można by się zastanowić, po co armia urzędników, skoro różne opinie, opracowania, a także i usługi transportowe zlecane są na zewnątrz. Oczywiście w ramach przetargów, ale często wygrywają w nich te same, zaprzyjaźnione z miastem czy gminą firmy. Pomysł tworzenia takich strategii pokazuje także, że nie umiemy jako społeczeństwo logicznie myśleć i działać. Po co rysować, którędy pojedzie autobus, a co będzie jeździło do sąsiedniej wsi, skoro w wielu miejscowościach plany miejscowe istnieją w ilościach śladowych. Postawmy się teraz w miejscu architekta, który ma zaplanować rozwój jakiegoś regionu. Czy wyobrażamy sobie, że skrawki planów nałoży na sieć tramwajowo-autobusowo-kolejową?
Ale transport to niejedyny obecnie problem gmin. Niejasne prawo administracyjne i niedobory finansowe zmuszają je do karkołomnych decyzji. W dużych miastach powstają sołectwa, co brzmi nie tyle zabawnie, ile smutno. Najgorsze, że i sąd sprawy nie wyjaśnia wydając orzeczenia kontrowersyjne i niespójne. A co do gminnych pieniędzy, to samorządy prześcigają się w pomysłach, jak je zdobyć. Tegoroczna moda to konkursy dla osób, które decydowały się na meldunek w danej gminie. Zwycięzcy otrzymują np. laptopy albo telewizory. Bogate gminy są w stanie dać nawet samochód. Czego się nie robi, by uszczknąć trochę z podatkowego tortu. W końcu przecież pieniądz robi pieniądz.
@RY1@i02/2014/029/i02.2014.029.088000100.802.jpg@RY2@
Monika Górecka-Czuryłło zastępca redaktora prowadzącego
Monika Górecka-Czuryłło
zastępca redaktora prowadzącego
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu