Troska czy kosztowna beztroska w świetle prawa
Wyłonienie nowego operatora doręczania przesyłek sądowych odbyło się zgodnie z prawem zamówień publicznych. Pierwsze dni nowej praktyki nie wróżą jednak najlepiej. Wygląda na to, że zaniepokojeni są nie tylko nadawcy (sądy) i adresaci przesyłek, a le i sam zamawiający, czyli Ministerstwo Sprawiedliwości. Czyżby więc było tak, że działanie zgodne z literą prawa nie przyniosło dobrego efektu?
Przypomina mi się w tym miejscu jeden z bohaterów kultowego przed laty filmu "Ostatnie takie trio", grany przez Zbigniewa Zapasiewicza. Tłumacząc swojemu młodszemu partnerowi z kapeli grającej na weselach, na czym polega solidność, mówił - tu staram się cytować - "jest zamówienie, jest wykonanie, jest honoracja".
W praktyce stosowania u nas prawa zamówień publicznych w ostatnich latach - posługując się przykładami wielkich zleceń w sferze infrastruktury, ale jak można sądzić, również w przywołanym na wstępie przypadku - "trio Zapasiewicza" najczęściej zamienia się w duet. Jest zamówienie i jest ustalona honoracja. To, co dla przyjmującego zamówienie jest honoracją, czyli wynagrodzeniem, dla zamawiającego jest po prostu ceną. Wykonanie jest co najwyżej w tle ceny, i to na dodatek najniższej z oferowanych.
I tu jest pies pogrzebany. Wszak przedmiot zamówienia, dobrze wykonany, wysokiej jakości i trwałości, usługa świadczona ze starannością powinny być celem zamówienia. Celem zaś nierzadko staje się wydanie jak najmniejszej kwoty z publicznej kasy, skutkujące nierzadko kupowaniem na rachunek publiczny kłopotów, zamiast osiągania celów zamówień.
Tak może się stać również w przypadku nowego operatora doręczania przesyłek sądowych. Używam trybu przypuszczającego, licząc, że nowy operator będzie w stanie naprawić - czy też usunąć - licznie sygnalizowane niedoskonałości w doręczaniu, a w zasadzie głównie w odbieraniu przesyłek awizowanych. Chodzi przede wszystkim o sieć punktów odbioru przesyłek, ich charakter i rozmieszczenie. Sygnały kierowane przez moich kolegów radców prawnych - znaczącą grupę adresatów przesyłeksądowych - napawają niepokojem.
Dotyczą one wielu kwestii, przytoczę tylko kilka z nich. Pojawiają się doniesienia o nienależytym awizowaniu przez doręczycieli przesyłek w kancelariach. Nadchodzą informacje związane z odbiorem awizowanych przesyłek pozostawionych do odebrania w punktach handlowych, co powoduje, że radcy prawni lub ich klienci odbierają pisma pomiędzy klientami kupującymi bilety, gazety czy piwo. Czy tak to powinno wyglądać?
Korespondencja z sądów jest korespondencją wrażliwą. Jeden z radców prawnych pisze, że gdy odbierał przesyłki, w kiosku obok siedziały panie, ochoczo śledzące nadawców i odbiorców przesyłek, a klienci, którzy przyszli kupić bilety, przez jego ramię mogli zapoznać się z adresami nadawców i odbiorcy listów. Radczyni prawna z dużej instytucji publicznej pisze do organów samorządu: "Listy nie są dostarczane codziennie, pierwsze doręczenie nastąpiło dopiero po 9 dniach stycznia. Listy doręczane są zbiorczo, jak się pewnie uzbiera. Nigdy nie wiadomo, kiedy doręczyciel je dostarczy, czy danego dnia będzie i o jakiej porze. Dezorganizuje to pracę, której rytm wyznaczają terminy sądowe". Często zdarza się również, że nie ma możliwości odbioru przesyłki w dniu awizowania, ponieważ doręczyciel fizycznie nie jest w stanie wrócić z rejonu przed godziną zamknięcia placówki.
To nie wszystko. Inny radca prawny również zgłasza zastrzeżenia, pisząc, iż prowadzi kancelarię w największej gminie w jednym z powiatów, a jednak nie ma w pobliżu żadnego punktu awizacji przesyłek sądowych. Najbliższy jest oddalony aż o 13 km. Mecenas pisze, że otrzymał ostatnio awizo, w którym miejsce odbioru przesyłki sądowej było określone jako "sklep u p. Węgrzyna". Radca pisze: "Niestety, nie znam pana Węgrzyna ani miejsca, gdzie znajduje się jego sklep. To po prostu jakaś kpina. Nie ma adresu, nawet numeru posesji". Zgadzam się z mecenasem. To po prostu kpina z wymiaru sprawiedliwości. Jeszcze inny z radców pisze dramatycznie, że "brak jest informacji, gdzie można sprawdzić, kiedy i jakie listy zostały wysłane do kancelarii. Chodzi o możliwość sprawdzenia po adresie lub po nazwisku, czy są jakiekolwiek nieodebrane przesyłki w punkcie pocztowym. Taka możliwość była na poczcie, co eliminowało sytuacje, że awizo "gdzieś zaginęło". Jako radca prawny nie mam absolutnie żadnej obrony przed sytuacją, kiedy ktoś wyrzuci do kosza awizo, a sąd uzna przesyłkę za doręczoną". Ten głos nie wymaga już komentarza. A dochodzi ich do mnie wiele.
Pamiętajmy - doręczanie przesyłek sądowych to usługa szczególna. Jej wykonywanie wymaga nie tylko jak najlepszej woli i - co oczywiste - jak najwyższej staranności ze strony kandydata na usługodawcę. Konieczne są też: praktyka, rozumiana jako doświadczenie, oraz potwierdzona - a nie tylko deklarowana - zdolność organizacyjna i logistyczna. Faktyczne posiadanie tych cech i zdolności musi kosztować. Nie wiem, czy dokonując oceny ofert złożonych w postępowaniu o wyłonienie operatora doręczeń przesyłek sądowych, zamawiający miał to na uwadze, czy też powodowała nim przede wszystkim troska o budżet resortu.
Mam nadzieję, że przywołane wyżej zdarzenia wskazujące na kulejącą jak na razie profesjonalność obecnego operatora będą jedynie przysłowiowymi pierwszymi kotami za płotem. W innym przypadku troska o budżet i kryterium ceny w postępowaniu o zamówienie publiczne okażą się - niestety - kosztowną beztroską. A w tej konkretnej sprawie: beztroskim podejściem do funkcjonowania - i tak przecież nieocenianego najwyżej - wymiaru sprawiedliwości.
@RY1@i02/2014/021/i02.2014.021.18300100f.802.jpg@RY2@
Dariusz Sałajewski prezes Krajowej Rady Radców Prawnych
Dariusz Sałajewski
prezes Krajowej Rady Radców Prawnych
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu