Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Grubo przesadzony

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 8 minut

Jeśli wierzyć lekarzom, dietetykom i statystykom, strasznie się roztyliśmy. Ponoć już co piąty Polak ma problem z nadwagą, a właściciele siłowni narzekają, że nie ćwiczymy. Ale kiedy sam chciałem zrzucić parę kilo i zapytałem jednego z nich, z jakiego urządzenia powinienem regularnie korzystać, żeby podobać się kobietom, odpowiedział, że z bankomatu. Wygląda więc na to, że nawet Ewa Chodakowska nie zdoła pokonać starego jak świat prawa natury - grubo w portfelu oznacza grubo w talii. Jak masz za co, konsumujesz. A jak nie masz, oszczędzasz - i kasę, i żołądek. To tłumaczy, dlaczego polscy studenci mają posturę spalonego włosa, a 90 proc. członków Konferencji Episkopatu Polski przypomina rozgotowane pyzy ze skwarkami.

Zależność między portfelem a wagą nie ma zastosowania tylko w przypadku dwóch rodzajów ludzi. Pierwszy to szczęściarze obdarowani przez naturę fenomenalną przemianą materii - ich żołądki w ciągu pięciu minut są w stanie strawić nawet ołów. Druga grupa to sadomasochiści uważający kotlety sojowe za przysmak, marnotrawiący codziennie po parę godzin na truchtanie bez celu wkoło bloku i wypijający szklaneczkę laxigenu do każdego posiłku.

Szczerze mówiąc, problem otyłości narodu zupełnie mnie nie interesuje, za to poważnie martwię się tym, że mocno na wadze przybrały również samochody. I sami jesteśmy temu winni. Bo chcemy, aby auta były bezpieczniejsze, większe, bardziej komfortowe, a wszystko to wiąże się z koniecznością dokładania do nich kolejnych kilogramów stali, kabli, silniczków elektrycznych, chłodnic etc. W efekcie samochody stają się cięższe i gorzej jeżdżą, więc trzeba dokładać im koni, co znowu podnosi ich masę. Jak bardzo? Volkswagen Passat z 1981 r. ważył 940 kg, podczas gdy najnowsza generacja tego auta zbliżyła się do 1,4 tony i to w wersji superlight.

Moim zdaniem nadwaga to największy problem nowoczesnych samochodów. Najwyraźniej część producentów doszła do podobnych wniosków, bo rozpoczęła kuracje odchudzające wybranych modeli. Nowy Volkswagen Touareg waży o ponad 200 kg mniej niż poprzedni, a jeszcze bardziej spektakularny wynik (w okolicach 300 kg) zapowiada Audi w przypadku nowego Q7. Ale bądźmy szczerzy - w przypadku wielkich SUV-ów operacja odsysania tłuszczu nie jest niczym trudnym. Uciekając się do analogii - nawet dziecko byłoby w stanie odchudzić Gerarda Depardieu, z zamkniętymi oczami wskazując fałdy do usunięcia na jego brzuchu, policzkach, szyi, uszach oraz powiekach. Znacznie trudniej jest odchudzić kogoś, kto na pierwszy rzut oka wygląda na szczupłego, bo potrafi ukryć zbędne kilogramy pod dobrze skrojonymi ciuchami. Czyli np. BMW serii 7 ważące - zależnie od wersji - od 1,8 do prawie 2,5 tony. Tymczasem Bawarczycy zapowiadają, że jego nowa generacja będzie lżejsza o 200 kg. Niestety dopuszczają się przy tym karygodnego czynu - w podstawowej wersji auto będzie miało czterocylindrowy silnik. Cztery cylindry w luksusowej limuzynie za 350 tys. zł! To tak, jakbyście wynajęli pokój w Hiltonie i okazałoby się, że w miejscu telewizora stoi zestaw pacynek, zamiast wanny macie do dyspozycji blaszaną miskę, a jeżeli chcecie podnieść temperaturę we wnętrzu, to musicie wrzucić parę szczap drewna do pieca kaflowego.

Jestem wstrząśnięty. Marka, którą uznawałem za najbardziej emocjonującą, radosną i dającą kierowcy najwięcej frajdy, coraz bardziej podlizuje się ekologom i puszcza oko do wszystkich, którzy wierzą w bzdury o ocieplaniu się klimatu i tym, że samochody mają z tym cokolwiek wspólnego. Przepraszam bardzo, czy zarząd BMW zapisał się do Greenpeace''u? Zdecydujcie się, kogo chcecie uszczęśliwić - ludzi czy grenlandzkie foki. Jeżeli foki, to zacznijcie od zaprojektowania kierownicy, gałki zmiany biegów i pedałów tak, aby można było je obsłużyć, mając płetwy zamiast rąk.

Bawarczycy tłumaczą, że muszą dostosować silniki do narzuconych przez Brukselę niższych norm emisji spalin, bo jeżeli tego nie zrobią, to ceny ich aut pójdą w górę. Przepraszam, to teraz bmw są tanie? Jeździłem ostatnio modelem 320d Gran Turismo xDrive z automatyczną skrzynią biegów, które kosztowało ponad 180 tys. zł. A z paroma istotnymi dodatkami, które w tej klasie i za tę cenę powinny być absolutnym standardem (reflektory ksenonowe, czujnik deszczu, podłokietnik) - ponad 220 tys. zł. Czyli ktoś, kto je kupi, musi dysponować odpowiednio grubym portfelem. I nie sądzę, aby ucieszyła go myśl, że może zaoszczędzić marne kilka tysięcy złotych, jeżeli zgodzi się na wycięcie z silnika dwóch cylindrów. Powiem więcej - z dwulitrowego, czterocylindrowego diesla w tym aucie w ogóle powinien zrezygnować. Nie chodzi o to, że jest ospały czy mało oszczędny. Przeciwnie - jego 184 konie są żwawe i co 100 km wypijają ledwie 6-7 litrów ropy. Sęk w tym, że hałasują przy tym tak, jakby ktoś szepnął im, że właśnie jadą do rzeźni. Znam samochody kosztujące jedną trzecią tego co 320d GT, za to znacznie bardziej kulturalne i przyjemniejsze akustycznie w codziennym użytkowaniu.

Wszystko to nie zmienia jednak faktu, że trójka w tej wersji jest... jednym z najlepszych bmw. Serio. We wnętrzu, szczególnie na tylnej kanapie, ma mnóstwo miejsca (nawet więcej niż seria 5), a do tego przepastny 520-litrowy bagażnik. Jest szalenie komfortowa i praktyczna w codziennym użytkowaniu, a mimo to bardzo pewnie się prowadzi przy wysokich prędkościach, zachowując typową dla bmw precyzję i coś, co nazywam czuciem drogi. Jeżeli nie przepadacie za autami typu kombi czy SUV-ami, a jednocześnie chcielibyście mieć praktyczne auto o eleganckiej linii, BMW właśnie zbudowało samochód dla was. Tylko szczerze wam radzę - wybierzcie wersję benzynową. Prowadząc dwulitrowego diesla, nie będziecie mogli pozbyć się wrażenia, że zapłaciliście ponad 200 tys. zł za luksusowy agregat prądotwórczy. A jeszcze lepiej zrobicie, wstrzymując się chwilę z zakupem - niebawem w ofercie powinna pojawić się wersja z sześciocylindrowym dieslem. Aksamitnie brzmiąca, z fantastycznymi osiągami i niskim zużyciem paliwa. Prawdziwym koneserom marki zaś sugeruję trzylitrowe, benzynowe, 306-konne 335i. Oczywiście oba ostatnie motory kosztują odpowiednio więcej, ale wierzcie mi - warto wykorzystać możliwość kupienia świetnego bmw ze świetnym silnikiem. Bo - biorąc pod uwagę fakt, że ekoświry opanowały świat motoryzacji i do stóp padli im już nawet Bawarczycy - taka okazja może się już nie powtórzyć.

@RY1@i02/2014/016/i02.2014.016.000002300.101.jpg@RY2@

BMW 320d GT

@RY1@i02/2014/016/i02.2014.016.000002300.803.jpg@RY2@

Łukasz Bąk zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj

Łukasz Bąk

zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.