Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

O piwie i winie

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Jaś i Staś zsynchronizowanym ruchem odstawiają swoje kufle na bar (brzdęk). Ocierają piwną pianę rękawem i udają się do swoich aut (ford focus i, powiedzmy, fiat punto). Obaj robią coś złego, ruszają w drogę po jednym piwie. Ale nie jakoś tak strasznie złego. Wszystkim nam się może zdarzyć, każdy z nas kiedyś i tak dalej.

W rzeczywistości numer 1 punto i focus docierają szczęśliwie do garaży. Ich właściciele mogą się potem wyspowiadać i niewzruszony rangą czynu ksiądz zada im po zdrowaśce. W rzeczywistości numer 2 tymczasem punto wjeżdża w przechodnia, który ginie na miejscu; w niesprawiedliwej tej rzeczywistości focus Jasia zaś znów bezpiecznie zajeżdża pod dom. Jaś odmawia zdrowaśkę, a Stasia po siedmiu litaniach i czternastu różańcach wciąż gnębią wyrzuty sumienia, dlatego celę więzienną bez końca przemierza nerwowym krokiem. I słusznie. Słusznie?

Intencję Jaś i Staś mają tę samą (dojechać do domu, nieco omijając prawo). Czyn jest identyczny. Pech, że na drodze punto stanął przechodzień; ale jak można sądzić za pecha? Jak napisał kiedyś w zdziwieniu filozof Thomas Nagel, "jest moralnie znacząca różnica między uratowaniem kogoś z płonącego budynku a upuszczeniem go z dwunastego piętra w trakcie próby ratunku". Taka sama różnica jest między szczęśliwie bezkolizyjną jazdą po piwie a potrąceniem ofiary w trakcie jazdy po piwie. Między wyjściem na moment z łazienki podczas kąpieli dziecka, a tym samym czynem, jeśli dziecko się w tym czasie zachłyśnie i utonie. Przypadek, niesprawiedliwy i nieprzewidywalny traf, ma wpływ na to, czy okażemy się niegrzeczni czy wręcz potworni. Nie mamy tu aż tak wiele do gadania.

Dlatego mam problem. Uważam, jak wszyscy, że trzeba walczyć z piciem za kierownicą. Polskie przyzwolenie na rausz ma fatalne konsekwencje. Umierają ludzie, którzy mogli dalej żyć i dokonać czynów wielkich i niewielkich. Koszty są ogromne: sądy, szkody, utrata jakości życia u ofiar, które przeżyły. Muszą być kary; niech będą wysokie, a nawet jeszcze wyższe, jeśli to ma pomóc.

Ale odpowiedzialność prawna to nie zawsze odpowiedzialność moralna. I ferując wyroki moralne, nawet podczas trwającej właśnie nagonki na pijanych kierowców, pamiętajmy, że nie każdy kierowca pod wpływem jest, jak z lubością nazywają winowajców tabloidy, bydlakiem. Część z nich to porządni ludzie, którzy znaleźli się w rzeczywistości numer 2. A my, szczęśliwi mieszkańcy rzeczywistości numer 1, odwracamy bezkarnie wzrok od kąpiących się dzieci, wyrzucamy niedopałki przez okno, nie powodując pożaru, wyprzedzamy na ciągłej, spuszczamy w parkach psy, które akurat szczęśliwie nikogo nie pogryzą, nie zdając sobie sprawy, jak dalece krucha (by użyć pojęcia Nassima Taleba) jest nasza moralna sytuacja. Nie bądźmy tak zadufani, bo przyjdzie czarny łabędź i nas zje. Co drugi nasz krok - bo przecież nikt nie jest naprawdę grzeczny - wystawia nas na moralne ryzyko, czasem niewyobrażalnie większe, niż wynika z naszych obliczeń. Dlatego każdemu Stasiowi należy się kara, łzy i wyrzuty sumienia, ale części z nich, choć teza to niepopularna, należy się również współczucie.

@RY1@i02/2014/006/i02.2014.006.000001200.802.jpg@RY2@

WOJTEK GÓRSKI

Karolina Lewestam etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski

Karolina Lewestam

etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.